Wybieramy dla siebie

Wybieramy dla siebie

Na początek parę dobrych słów o ludziach, którzy zawsze biorą udział w wyborach. Bo to dzięki nim nieraz udało się w Polsce zmienić rządzących państwem. Całą armię samorządowców też. Wymieniano radnych, prezydentów miast, burmistrzów i wójtów. Bilans nie zawsze jest pozytywny. Choć jak nie za pierwszym razem, to za kolejnym wybieramy sensownych gospodarzy miejsc, w których żyjemy. Wybieramy dla siebie. Truizm to. I wstyd byłoby pisać, gdyby zrozumienie tak prostej zależności: jak wybierasz – decydujesz, nie przerastało wielu Polaków.

Powszechne jest narzekanie na władzę, od sołtysa do prezydenta RP, ale tylko połowa dorosłych idzie do punktów wyborczych. Czytelnikom naszego tygodnika nie będę dawał rad, na kogo warto głosować. Bo to wiedzą lepiej ode mnie. Ale apeluję, by w niedzielę chciało im się chcieć. Za często spotykam, także w naszym środowisku, abstynentów wyborczych, by nie próbować ich przekonać do tego głosowania. Po tych wyborach, podobnie jak po wcześniejszych, wiele ważnych funkcji obejmą kandydaci mający minimalnie więcej głosów od rywali. Komuś może brakować tylko kilku krzyżyków. Jeśli będą to nasi faworyci, a nie weźmiemy udziału w głosowaniu, płacz nad tym będzie jedynie dowodem, jak bolesny jest rachunek za zwykłe lenistwo.

Bo zazwyczaj ono hamuje naszą aktywność, a nie dorabiane do tego argumenty. I choć prawdą jest, że Polacy bardzo słabo identyfikują się ze społeczeństwem jako uzależnioną od siebie wspólnotą, oraz to, że rządy PO-PiS wykopały takie okopy dla swoich plemion, że obecne podziały są największe po zmianie systemu, to nasza bierność może te procesy tylko pogłębiać.

A już teraz nie bardzo jest gdzie się spotkać i porozumieć. Nawet w sprawach najbardziej fundamentalnych dla państwa. Dokąd nas to może zaprowadzić? Do nowego systemu, który chociaż jeszcze nienazwany, ma z państwem prawa w europejskim znaczeniu coraz mniej wspólnego. Proces przejmowania przez PiS kolejnych instytucji przebiega tak szybko i sprawnie, że za oknem widać już cień wariantu węgierskiego. Wybory samorządowe mogą ten proces zatrzymać. Ale pierwszy warunek to wypełniona w niedzielę karta wyborcza. Nie znam takiego miejsca w Polsce, w którym na liście kandydatów do rad nie znajdziecie tej lub tego, kto wart jest waszego głosu.

Wydanie: 42/2018

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Komentarze

  1. ireneusz50
    ireneusz50 20 października, 2018, 14:42

    Wybieramy dla siebie – to nie prawda, wybory w Polsce to zagłuszanie potrzeb zwykłych ludzi, polskie partie polityczne to agentury obcych, te partie maja wszystko;, ześwinionych kandydatów i media zachwalające tych łobuzów. Wybory powinny opierać sie na ludziach a nie organizacjach agenturalnych, wybranek czyli pieszczoch mediów powinien podlegać tylko odpowiedzialności przed wyborcą i prawem, immunitet to prawo posła do kazdego ześwinienia się.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy