Mars poza naszym zasięgiem?

Robert Zubrin, jeden z tych doradców, którzy przekonali prezydenta Busha do wznowienia astronautycznego programu Stanów Zjednoczonych, znany jest od dawna jako entuzjasta lądowania na Marsie. Z zawodu inżynier, pracował w potężnych koncernach, których produktami były między innymi rakiety typu Saturn V. Zubrin zmieniał kilkakrotnie miejsce zatrudnienia i w swojej książce „Narodziny cywilizacji kosmicznej” wcale dokładnie przedstawił koszty słynnego projektu Apollo, dzięki któremu Amerykanie rzeczywiście postawili stopę na Księżycu, a nawet pozostawili tam swoje wehikuły. O tym jednak, jak wielkie pieniądze na księżycowych wyprawach zarobiły amerykańskie firmy, stosunkowo mało było nam wiadomo. Wszystkie te niegdyś potężne koncerny, jak choćby Lunar Escape System, Lunar Module Adapter, Lunar Roving Vehicle, F-1 Engines, obecnie stały się częścią holdingu Boeinga. Kiedy prezydent Bush ogłosił plan amerykańskiego powrotu na Księżyc, a potem wyprawienia się na Marsa, rozległy się głosy sceptyków. Najważniejszą przeszkodą w realizacji prezydenckich zamiarów mogą okazać się nie tyle miliardy dolarów, do których wyasygnowania trzeba jednak przekonać Kongres. Jak oświadczył przedstawiciel NASA, złożoność projektowania i budowania rakiet, operowania setkami systemów, na które składają się roboty, ludzie i zdalnie sterowane urządzenia, wyrzucania ich w przestrzeń pozaziemską, lotu i lądowania, a ponadto budowy pomieszczeń mieszkalnych na Księżycu i na Marsie, przekracza wszystko, czego kiedykolwiek dokonaliśmy w kosmosie. Nie ulega wątpliwości, że w NASA są znakomici konstruktorzy i znawcy rzeczy. Jednakże, przyjrzawszy się stojącym do dyspozycji rezerwom fachowców, zorientowano się, że pokolenia inżynierów, którzy tworzyli program Apollo i promy kosmiczne, po części postarzały się i wymarły, po części zaś przeszły na emerytury. Ów przemysł skurczył się do połowy stanu z 1989 roku, gdy jeszcze zatrudniał 1,3 miliona pracowników. Z pozostałych dwadzieścia siedem procent w roku 2008 osiągnie wiek emerytalny. Trzy czwarte specjalistów technicznych przekroczyło sześćdziesiątkę! Perspektywy wskrzeszenia wielkiej astronautyki jakoś nie budzą w amerykańskim społeczeństwie entuzjazmu – zdolni studenci wolą iść na biotechnologię lub zajmować się e-biznesem. Badanie pięciuset osób, które pracowały dla oswojenia kosmosu, wykazało, że osiemdziesiąt procent z nich nie chciałoby, aby ich dzieci poszły ich śladem. Na razie w USA po dwóch katastrofach promów kosmicznych zapanowała stagnacja. 24 marca 2004 r. Share this:FacebookXTwitterTelegramWhatsAppEmailPrint

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 14/2004, 2004

Kategorie: Felietony