Prawybory – kolejny show partii władzy

Prawybory – kolejny show partii władzy

Po tańcach z gwiazdami, na lodzie etc. media serwują kolejny teleturniej: „Bronek czy Radek?”. Szkoda, że spece od manipulacji w Platformie Obywatelskiej nie wpadli na pomysł zabawy w audiotele, gdzie wysyłając SMS lub dzwoniąc na numer 0-700 xxx, można głosować na narcystycznego i nadętego Sikorskiego lub na misiowatego Komorowskiego. To byłoby jak najbardziej w stylu PO. A jeszcze koledzy z biznesu zarobiliby przy okazji kilka złotych.
Głosy mówiące, że prawybory w PO demokratyzują polską politykę, są kpiną z oddolnej demokracji. Przy okazji zabawy w prawybory można raczej mówić o makdonaldyzacji i kompletnej komercjalizacji życia politycznego w Polsce. Platforma Obywatelska niewiele ma wspólnego z przestrzenią obywatelską czy sferą publiczną, a jej działania sprowadzają politykę do pozbawionego treści medialnego spektaklu. Wizje polityczne czy poważne programy nie mają znaczenia. Chodzi tylko o skuteczne zawłaszczanie przestrzeni publicznej i pragmatyczne administrowanie swoimi wpływami. Z dnia na dzień PO staje się coraz bardziej skostniałą partią władzy.
Głównym celem partii Tuska nie jest zmiana rzeczywistości, lecz trwanie obecnego stanu. I to za wszelką cenę. PO wybiera boisko, na którym rozgrywa się polityczny mecz, ustala reguły gry, opłaca sędziów i jeszcze każe wierzyć kibicom, że to piękne i uczciwe zawody. Dla urozmaicenia nudnego spektaklu sztab trenerski PO jest w stanie nawet dokonać transferów zawodników z innych drużyn. W ten sposób PO, podobnie jak dawna PZPR, gromadzi w sobie różne odcienie polityczne – każdy znajdzie tam to, co lubi. Znajdzie się coś dla konserwatystów, dla liberałów, dla klerykałów, dla nacjonalistów, dla wyemancypowanych kobiet. A może nawet dla uwrażliwionych lewonożnych zawodników, którzy wciąż boją się recydywy PiS. W ten sposób można wybierać od liberalnego Palikota przez Niesiołowskiego do świętoszkowatego Gowina. W odwodzie jest jeszcze na lewym skrzydle Cimoszewicz. Chcąc wzmocnić prawe skrzydło, można wpuścić na boisko Giertycha. Może kogoś kopnie w kostkę albo przyciągnie na trybuny stadionu łysych, „prawdziwych Polaków”. Na poziomie ligi krajowej na razie tylko się o tym mówi. W rozgrywkach regionalnych już dochodzi do wzmocnień zwycięskiej drużyny. Np. w sejmiku województwa małopolskiego w składzie PO znaleźli się wysportowani młodzieńcy z Ligi Polskich Rodzin, biorący wcześniej udział w ulicznych zawodach organizowanych przez Młodzież Wszechpolską. Jeden z nich stwierdza na łamach „Gazety Wyborczej”: „Ja się swoich poglądów nie wyrzekam. Nie miałem takiego warunku postawionego przez członków PO. Wręcz przeciwnie, zauważyłem, że w PO coraz silniej rysuje się nurt konserwatywny, którego poglądy są w znacznej mierze zbieżne z poglądami Ligi Polskich Rodzin. Członek LPR może więc z czystym sumieniem uczestniczyć w takim nurcie PO”.
No cóż, partia władzy może załatwić zawsze jakąś mniejszą lub większą posadkę. Liczy się przecież efekt końcowy, a nie programy polityczne. Dlatego jak muchy do lepu lecą do niej w tej chwili przede wszystkim różnej maści karierowicze. W końcu zbliża się dzielenie konfitur na poziomie lokalnym. Trzeba zająć już teraz dobre miejsce w kolejce do miejsc, gdzie będą dzielić łupy – w dzisiejszych czasach są to lokale partyjne PO.
Partia władzy ma tendencję do kolonizowania wciąż nowych, jeszcze niezajętych obszarów. Najlepiej byłoby dla niej, aby jakakolwiek konkurencja przestała istnieć, a „demokratyczne wybory” mogły się odbywać w łonie monopartii. W takim układzie, bez względu na to, kto wygra, i tak wygrają „nasi”. Temu też służy show związany z prawyborami – ukazaniu, że wszystko rozgrywa się w PO, a pozostali kandydaci jeśli nawet istnieją, to się nie liczą i nie warto zawracać sobie nimi głowy. To jest kolejna medialna „wrzutka” PO, która odwraca uwagę od realnych problemów zwykłych ludzi i sprowadza debatę publiczną do poziomu telewizyjnego teleturnieju bardzo niskich lotów. Nie ma w nim żadnej politycznej wizji dla aktywnych i wymagających obywateli, tylko są obrazki i proste hasła dla niewyrobionych konsumentów nowości i sensacji. Nie ma miejsca na dyskusję o zapaści polskiej nauki, nie ma czasu na szukanie rozwiązań dla bezrobotnych ani też ochoty do rozmowy o coraz większych podziałach klasowych i cywilizacyjnych między polską prowincją a dużymi miastami, w których mieszka tylko 15% Polaków. O wojnie w Afganistanie też się nie dyskutuje, tylko wysyła kolejnych żołnierzy bez jakiejkolwiek pogłębionej refleksji o polskiej polityce międzynarodowej.
Całe to medialne zamieszanie organizowane przez PO jest jednak bardzo płytkie i ulotne. Jak mawiają moi studenci, głos na PO to głos przeciw PiS, a nie przejaw miłości do koncepcji Tuska i jego kolegów. Ten pozornie zamknięty i stabilny układ polityczny to kolos na glinianych nogach. Wbrew potocznym wyobrażeniom dość łatwo można nim zachwiać. Trzeba jednak umieć zdemaskować toczący się spektakl, mówić własnym językiem i zamiast odnosić się do sztucznych tematów zastępczych „wrzucanych” przez PO, tworzyć własne kwestie do debaty publicznej. Na razie lewica zajęta jest sama sobą i nie ma ani woli, ani odwagi, ani chęci do zdecydowanej walki o inny, bardziej demokratyczny i sprawiedliwy pomysł na Polskę. Bez względu jednak na marazm panujący na lewicy, już teraz trzeba myśleć o tym, jak zdemontować jedynowładztwo PO i nie dopuścić do sytuacji, w której demokracja zostanie sprowadzona do farsy prawyborów w obrębie bezideowej partii władzy. Na razie głównym zagrożeniem dla Platformy jest ona sama – pozbawiona krytycznego nadzoru opozycji i realnej alternatywy politycznej, coraz bardziej sztucznie rozdęta i pełna bezideowych cwaniaczków, w pogoni za kolejnymi przyczółkami władzy coraz bardziej arogancka i tracąca kontakt z rzeczywistością.

Wydanie: 12/2010

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy