Hot Sugar i jego zimny świat

Hot Sugar i jego zimny świat

Coś te czynności łączy: staranność, pieczołowitość, powolność. Czułość podmiotu dla przedmiotu. Oto na filmie widzimy dziewczynę czyszczącą mikrofon pędzelkiem do makijażu. Bardzo powoli, bardzo delikatnie. Na innym kobieta dmucha w butelkę. Nic więcej się nie dzieje: przez 10 długich minut słyszymy cichy podmuch, oglądamy zbliżenie twarzy. Kolejne wideo: starannie umalowana dziewczyna szepcze, patrzy w oko kamery. Młody mężczyzna czyści szklankę miękką szmatką. Co u licha oglądamy? Szeptane filmiki – w oryginale ASMR – mają wywołać u odbiorcy poczucie intymności i dreszcz rozkoszy.

Stukanie, dmuchanie, szelest, pocieranie, w ogóle dotykanie, przestawianie, obracanie w rękach rzeczy, przedmiotów. Oto przeciwwaga dla pośpiechu, hałasu naszego świata. Koniec przeskakiwania po kanałach w celu podkręcenia emocji. Precz z szybkim montażem i obłędną czkawką zmieniających się kadrów. Stroboskop stop! Embargo na wyskokowe (jump) scenki i głośny łomot reklam. Slow food i slow life znalazły swój wyraz w zabawach youtuberów. Czas na szept, spryskiwanie, gładzenie, niemal-nic-nie-robienie. Opowiadanie obniżonym, bardzo spokojnym głosem. Superrelaks à la Kaszpirowski. Adin, dwa, tri. Usiądźcie wygodnie przed ekranem i wsłuchajcie się w mój głos.

Szeptany filmik to zdarzenie spoza porządku „świeckiego życia”. Epizod wyjęty z naturalnego kontekstu staje się zdarzeniem surrealistycznym. Jak słuchawka telefoniczna powieszona na drzewie. Stół z nogami manekina. Drzewo wyrastające z samochodu. A jednak jest to działanie z obszaru nie sztuki, lecz popkultury. Nie ma żadnego wymiaru poza zabawą, przyjemnością, relaksem. Jest więc działaniem rekreacyjnym, nie artystycznym. Ale przecież jest wzięte w cudzysłów, „wyróżnione” przez nadawcę i oko kamery. Przez swoje przerysowanie i dziwaczność (bizarre) staje się „przegięte”, wymyślne. Jak bohaterowie „Dynastii”, teledyski disco, stroje drag queen. Szeptane filmy, które mają w internecie coraz liczniejszych wyznawców, można przedstawić jako kategorię kampu. Kampowe, czyli efekciarskie, pretensjonalne, kiczowate, afektowane. Opisująca zjawisko kampu Susan Sontag dodawała jeszcze: ironiczne, żeby podkreślić intencjonalność kampu. Oto wiemy, że jest kiczowato: brokat, sztuczne diamenty, błyszczące łzy, porcelanowe łabędzie. Zły gust – a jednak przypisujemy temu wartość: sentymentalną albo rozrywkową.

Ale pośród tych wszystkich anonimowych nagrywaczy codziennych dźwięków jest jeden specjalny gość, który sam siebie nazywa Hot Sugar. Na tegorocznym festiwalu filmowym Nowe Horyzonty – w sekcji filmy o sztuce – pokazano świetny dokument o nim. Muzyk i ekscentryk. Artysta całkowicie pochłonięty światem dźwięków. Widzimy go w mieszkaniu, kiedy budzi się i biegnie do okna. Otwiera je uzbrojony w rekorder. Nagrywa dźwięk łopaty odgarniającej śnieg. Część dźwięków – jak pojękiwanie sygnalizacji świetlnej, płacz dziecka, kroki – nagrywa „z natury”. Inne reżyseruje. Obserwujemy w kadrze usta dziewczyny, zbliżenie na język. Słychać syczenie i cichy trzask oranżady w proszku pękającej pod wpływem wilgoci. Czuły mikrofon ściąga dźwięki z buzi dziewczyny.

Hot Sugar wyjeżdża do Paryża, ma tam mieszkanie po dziadku. Odwiedza jego grób i… nagrywa szmery, szumy, jakie wydaje szmatka pocierająca o marmur. Sprząta cmentarną płytę. Nocą spotyka się z handlarzem fajerwerkami, kupuje te potężne, wybuchające spektakularnie w powietrzu, i mniejsze, rozkręcające się ze świstem jak bączki. Nocą odpala wszystkie po kolei i nagrywa. Ale Hot Sugar wykorzystuje dźwięki w muzyce. Widzimy go przy komputerze, jak wymyśla piosenki, wkleja dźwięki. To go różni od reszty szeptanych youtuberów. Słyszymy gotowy utwór, a potem zazdrościmy wszystkim, którzy przyszli nocą do klubu, żeby go posłuchać. Przypomina to new romantic, rzewne elektro, relaksujący ambient. Kamera rejestruje artystę, kiedy po raz pierwszy słucha nowych utworów i kiedy siedzi z przyjacielem na plaży. Rozmawiają o śmierci. – Wiesz, że nigdy nikt nie umarł w Disneylandzie? – mówi kumpel. – To znaczy zgon można stwierdzić tylko poza murami Disneylandu. Hot Sugar natychmiast zapala się do czegoś, uśmiecha. – Chciałbym być pierwszą osobą, która umrze w Disneylandzie – mówi. A my wierzymy, że nawet to nagra.

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy