Bilans

Bilans

Z GALICJI

Bilans

Rosja zabrała Krym. Zachód zachował się tak, jak było do przewidzenia, że się zachowa. Ośmiela to zarówno Putina, jak i Naddniestrze, Abchazję i Osetię Południową – może też za przykładem Krymu zechcą przystąpić do Federacji Rosyjskiej? Ale ośmiela też np. Czeczenię, która może chcieć skorzystać z akceptowanej i chwalonej teraz przez Rosję zasady samostanowienia ludności. Może być kolejna awantura. Nie jest to dla nas dobre. Ukraina tymczasem pogrąża się w chaosie, a nacjonalistyczna Swoboda, dotąd obecna przede wszystkim w samorządach na zachodniej Ukrainie, sypiąca kurhany UPA i stawiająca pomniki Bandery, stała się drugą siłą polityczną w Kijowie. Na prawo od niej ujawnił się Prawy Sektor. Jawnie antyeuropejski, antyrosyjski, ale też antypolski. To, że w sondażach (czy aby rzetelnych?) ma niewielkie poparcie, jest słabą pociechą. W ogólnym chaosie i pogłębiającym się kryzysie gospodarczym ze swoimi radykalnymi hasłami będzie rosnąć w siłę. Zresztą wpływy tych radykalnych sił już teraz są chyba większe, niż mogłoby wynikać z sondaży. Przecież to one nadały pokojowej z początku i proeuropejskiej manifestacji Majdanu charakter konfrontacyjny. O poległych berkutowcach ostatnio jakby już zapomniano. To te właśnie siły skrajnie prawicowe odrzuciły propozycję unijnych ministrów i porozumienie zawarte z ich udziałem między Janukowyczem a liderami opozycji, porozumienie skracające kadencję Janukowycza i zakładające przedterminowe wybory prezydenckie i parlamentarne. To one wymusiły niekonstytucyjne rozwiązanie. Były w stanie je wymusić. Przecież chyba łatwo było przewidzieć, że jeśli już dopuści się na Ukrainie do niekonstytucyjnych rozwiązań, zaakceptowanych przez USA i Unię Europejską, to Rosja bardzo chętnie przystąpi do gry na tych właśnie warunkach. I przystąpiła. Wymyśliła, a może tylko ochoczo poparła referendum na Krymie. Zaczął się efekt domina. Teraz się zastanawiamy, jak się skończy. Dokąd to wszystko zajdzie? Nie myślano o tym, niestety, kiedy się zaczynało.
Majdan, nawet gdy był pokojowy i proeuropejski, był wyraźnie antyrosyjski. O czym myśleli nasi politycy jeżdżący tam, popierający rewoltę, robiący sobie zdjęcia (to jeszcze najmniej szkodliwe, choć śmieszne i dziecinne), przemawiający do tłumów, zagrzewający do oporu, obiecujący Ukraińcom rychłe przystąpienie do Unii Europejskiej, mimo że nie mieli na to żadnego pokrycia, a przede wszystkim żadnego mandatu Unii Europejskiej?
Wszystko to, cała ta antyrosyjskość Majdanu popierana przez Zachód, a już szczególnie przez wielu naszych polityków, upokarzało Rosję i Rosjan. Pogłębiało ich frustracje wywołane utraconą przed laty rolą supermocarstwa. Putin dobrze wiedział, że jeśli zademonstruje siłę i pokaże bezradność Zachodu, spotka się z entuzjastycznym poparciem zdecydowanej większości swojego narodu. Zademonstrował i poparcie dla niego wzrosło.
Polska, najgłośniej domagająca się sankcji przeciw Rosji, została sama. Zachód poprzestał na sankcjach zupełnie symbolicznych, aby nie powiedzieć śmiesznych. Dla wielu europejskich polityków uwikłanych w interesy gospodarcze z Rosją jesteśmy nieobliczalnymi, szkodliwymi rusofobami. Nasze stosunki z Rosją, które w ostatnich latach powoli zaczynały się poprawiać, stały się najgorsze w całym ostatnim ćwierćwieczu. Zapewne odczujemy to niebawem, gdy Rosja przestanie importować naszą żywność i zacznie na nowo kalkulować ceny ropy i gazu.
Na razie na fali antyrosyjskiej histerii wzrosły słupki poparcia dla rządu, znów na chwilę jesteśmy „silni, zwarci i gotowi”. Amerykanie przysłali nam na chwilę kilka F-16, a nad Polską unoszą się dwa potężne samoloty szpiegowskie, obserwujące, co się dzieje w promieniu 400 km. Gdyby latały wyłącznie nad polsko-ukraińską granicą, mogłyby dokładnie śledzić, co się dzieje w okolicach Lwowa, Tarnopola, Iwano-Frankiwska, ewentualnie na Wołyniu. Do wschodniej Ukrainy, nie mówiąc już o Krymie czy granicy ukraińsko-rosyjskiej, ich radary nie sięgają. Ma to więc znaczenie wyłącznie symboliczne, propagandowe, żadnego zaś praktycznego, militarnego. Co najwyżej mobilizuje Rosję do przeniesienia na Białoruś jakichś swoich samolotów. Także bez żadnego militarnego znaczenia, ale potęgując napięcie polityczne.
Problem Ukrainy pozostaje nierozwiązany. Pogrąża się ona w chaosie i kryzysie gospodarczym. Przy całej sympatii do Ukraińców, przy pełnym przekonaniu, że w naszym najlepiej pojętym interesie leży, by była silna, demokratyczna i niepodległa, możemy w bardzo niewielkim stopniu jej pomóc. I choć zupełnie nam się to nie podoba, musimy uznać, że sprawy Ukrainy bez udziału Stanów Zjednoczonych, Rosji i całej Unii Europejskiej rozwiązać się nie da. Nasze pokrzykiwania, eskalacja antyrosyjskich nastrojów i próba budzenia ich w świecie takie rozwiązanie tylko oddalają.
Wydzieranie sobie Ukrainy – w całości czy po kawałku – przez Rosję i Zachód może dla niej się skończyć tylko nieszczęściem. A przy okazji nieszczęściem dla najbliższych sąsiadów, przede wszystkim dla nas.
Większość naszych polityków i dziennikarzy uważa, że w ostatnich tygodniach nasza polityka zagraniczna odniosła sukces (choć nie bardzo wiem, na czym on polega), że wzrosła nasza rola w Europie. Przykro mi, ale jestem odmiennego zdania. Obawiam się wprost, że chcąc pomagać Ukrainie, nieświadomie jej szkodzimy.

Poprzednie felietony na www.przeglad-tygodnik.pl

Wydanie: 13/2014

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Komentarze

  1. Aleksander
    Aleksander 7 kwietnia, 2014, 11:58

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy