Co zamiast komisji śledczej?

Co zamiast komisji śledczej?

Powołanie sejmowej komisji śledczej w sprawie Pegasusa wydaje się coraz mniej realne. Bez Kukiza opozycja nie ma w Sejmie większości koniecznej do jej powołania. Kukiz jest za, ale chce być przewodniczącym tej komisji. Tu zaczynają się schody. Po pierwsze, opozycja boi się takiego niezrównoważonego i przez to nieprzewidywalnego przewodniczącego. Po drugie, są przeszkody formalne. Kukiz jest członkiem trzyosobowego koła poselskiego. A wedle obowiązujących przepisów członkiem takiej komisji może zostać poseł, który reprezentuje klub parlamentarny lub koło, mające przedstawiciela w Konwencie Seniorów. Koło Kukiza nie jest reprezentowane w Konwencie Seniorów, bo nie istniało w dniu rozpoczęcia kadencji Sejmu. Kukiz nie może więc być ani przewodniczącym, ani nawet członkiem komisji śledczej. Trzeba by dla niego zmienić regulamin Sejmu, choć wiem, że niektórzy prawnicy uważają, że Kukiz mimo wszystko może być członkiem komisji.

Tymczasem pojawia się nowy problem. Przesłuchiwany, a ściślej wysłuchiwany, przez senacką komisję prezes Agrounii Michał Kołodziejczak powiedział, że Kukiz, gdy w poprzedniej kadencji Sejmu był członkiem komisji ds. służb specjalnych, wygadał się przed nim, że wie – jak można się domyślać, z obrad komisji – iż Kołodziejczak i jego otoczenie są inwigilowani przez służby specjalne. Jeśli Kołodziejczak mówi prawdę, zachodziłoby podejrzenie, że Kukiz ujawnił tajemnicę wyniesioną z posiedzenia komisji. Ujawnił zatem tajemnicę państwową, czyli popełnił przestępstwo. W tej sytuacji przewodniczący komisji senackiej powinien złożyć do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez Kukiza przestępstwa. Jeśli tego nie zrobi, narazi się na zarzut niedopełnienia obowiązku. Prokuratura nie może Kukizowi postawić zarzutu (nawet gdyby chciała, a w tym przypadku nie wiadomo, czy by chciała) i musiałaby wystąpić do Sejmu o uchylenie mu immunitetu. Udział Kukiza w sejmowej komisji śledczej staje się więc jeszcze mniej prawdopodobny. A bez poparcia Kukiza komisji nie będzie. Tak wracamy do punktu wyjścia.

To może, zamiast tracić czas na jałowe dyskusje, opozycja zaproponuje taką nowelizację prawa, która na przyszłość ograniczy możliwość nadużywania przez służby techniki operacyjnej? Co należy zmienić? W sumie, z grubsza biorąc, pięć rzeczy. Po pierwsze, ograniczyć możliwość stosowania kontroli operacyjnej (podsłuchu, podglądu, kontroli korespondencji) do sytuacji podejrzeń o najcięższe zbrodnie. W pierwotnym brzmieniu ustawy o policji z 1990 r. były to tylko „zbrodnie przeciwko życiu i przestępstwa ścigane na mocy umów międzynarodowych”, a w ustawie o Urzędzie Ochrony Państwa – najcięższe zbrodnie przeciwko państwu. Dziś legalnie wolno stosować kontrolę operacyjną w przypadku podejrzeń o kilkadziesiąt różnych przestępstw, w tym wiele drobnych, nawet występków. Daje to ogromne pole do nadużyć. Wystarczy bowiem uzasadnione (bardziej lub mniej) podejrzenie o popełnienie byle przestępstwa i można się ubiegać o zgodę sądu na kontrolę operacyjną. Po drugie, należy kontrolę sądową nad takimi czynnościami uczynić realną, bo jest wyłącznie nominalna. To muszą być wyspecjalizowani sędziowie, zorganizowani w specjalny wydział lub choćby sekcję sądu okręgowego, którzy zajmowaliby się tylko tym. A nie jak obecnie, gdy zgody na kontrole operacyjne wydają sędziowie wydziału karnego na marginesie swojej normalnej działalności, polegającej na orzekaniu w sprawach karnych. Po trzecie, należy przywrócić zasadę „owoców zatrutego drzewa”, zabraniającą wykorzystywania dowodów zdobytych nielegalnie. Po czwarte, trzeba wyraźnie określić w ustawie, jaka jest granica kontroli operacyjnej. Czy ma ona polegać jedynie na kontroli korespondencji od dnia jej zarządzenia, czy można też kontrolować wcześniejszą, przeglądać mejle i SMS-y wysyłane i otrzymywane, zanim kontrola została zarządzona. Na gruncie obecnych przepisów nie jest to jasne. Przy okazji trzeba kategorycznie i wyraźnie zakazać manipulacji polegającej na przerabianiu lub podrabianiu utrwalonych zapisów. Po piąte, trzeba kontrolę sądową rozszerzyć na przypadki kontroli logowania się telefonów komórkowych na stacjach bazowych i kontrolę billingów. Dziś takie śledzenie naszych telefonów, bez zaglądania do treści rozmów, nie wymaga niczyjej zgody, a sieci komórkowe muszą udostępniać takie dane na każde, pozostające bez żadnej kontroli zewnętrznej, w szczególności sądowej, żądanie służb. A w ten sposób można dokładnie śledzić, gdzie kto się przemieszczał, z kim spotykał, z kim łączył.

Opozycja ma niepowtarzalną okazję zaprezentować przyszłym wyborcom swoją wizję realnej kontroli nad działaniem służb i zabezpieczenia społeczeństwa przed nadużywaniem ich uprawnień do doraźnych celów politycznych. Z niewiadomych powodów tego nie robi. Może nie chce, może nie potrafi, a może niestety jedno i drugie. Jeśli opozycja takich zmian w prawie nie zaproponuje teraz, obawiam się, że tym bardziej nie zaproponuje ich po zwycięskich dla niej wyborach. Aktualne rozwiązania prawne mogą wtedy wydać się jej bardzo użyteczne.

Na okres po wygranych (oby!) wyborach można sobie zostawić komisję śledczą w sprawie Pegasusa.

j.widacki@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 7/2022

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy