Supeł Izraela

Supeł Izraela

Źle, kiedy nie ma o czym pisać, ale też źle, gdy za wiele jest wrażeń. A Izrael to chyba najbardziej zwariowane miejsce na ziemi. Byłem tam pięć dni, ale mam więcej tematów niż po pół roku pobytu w Sztokholmie. Będą to więc tylko migawki i scenki.

Na lotnisku Ben Guriona wsiadam do białego busa. Ortodoks z pejsami i w chałacie prosi, żebym usiadł obok. Jest w strachu, że może się przysiąść doń kobieta i będzie grzech.

Kierowca chce mieć komplet, brakuje mu jednej osoby. Czekamy. W Izraelu, tak tu się mówi, ludzie mają bardzo krótki lont. A kto ma cierpliwość o trzeciej rano? Pierwsza awantura wybucha więc już na progu kraju. W tym Izrael też przypomina Polskę, tylko że tu wszystko jest bardziej, również to, co dobre i złe. Kierowca błądzi, nie może znaleźć ulicy, wyciąga bezczelnie rękę po mój telefon. Niech ktoś, do kogo jadę, wytłumaczy mu, jak jechać. Ja na to: „Nie wolno budzić ludzi o czwartej rano”. Wpada w histerię. Chce, żebym wysiadł, a nadal leje deszcz. Nie wysiadam i udaję, że dzwonię na policję. Zadziałało.

Nazajutrz taksówkarz oszukał mnie na 40 szekli. Moja wina. Zapytał, czy to prawda, że Polacy sympatyzują z Palestyńczykami. Ja na to szczerze, że nie za bardzo. Polskie media są o wiele bardziej przychylne Izraelowi niż zachodnie. Za późno się zorientowałem, że był Palestyńczykiem.

Kiedy w arabskim sklepie kupuję zabawki dla dzieci, w rejonie Hebronu arabska kobieta próbuje zabić nożem izraelskiego żołnierza, rani go w szyję. Jego koledzy do niej strzelali. Oboje pojechali do tego samego świetnego szpitala Hadassa, znanego mi. Nie wypada zwiedzać szpitala, ale zrobiłem to już dwa razy dzięki mojej kuzynce Karolinie, która roznosi raz w tygodniu książki na oddziale dziecięcym. Dziesięć lat temu spotkałem tam pacjenta, jasnowłosego chłopczyka z Gazy, który nie znał nawet hebrajskiego. Jeśli go wyleczono, może już być żołnierzem Hamasu w Gazie. Na dziecięcym oddziale tego szpitala 65% pacjentów to dzieci palestyńskie.

Na Starym Mieście wielka okupacja świętych miejsc przez arabski bazar. Sąsiadują tu ze sobą miejsca kultu trzech religii i wielu wyznań. Handel i rzeczywistość górą, a pod skórą pulsują baśń, fikcja i wojna. Ściana Płaczu. Kiwanie się religijnych nawet po Holokauście. Meczet na Skale, jego złota kopuła dominuje nad Jerozolimą. Stada kobiet i mężczyzn wymieniają się chóralnymi okrzykami. Okrzyk na okrzyk, jak klaskanie dłoni, kobiety i mężczyźni. Grupie turystów ze Stanów przewodnik mówi bardzo po amerykańsku, ile kosztuje złoto na tej kopule. Świątynia Grobu Pańskiego to miejsce kultu, władzy chrześcijan i ich kłótni, kto ma remontować dach. Droga Krzyżowa to tylko ciąg straganów.

Po wielkiej ulewie, jakiej nie było tu od stu lat, kraj jest pełen połamanych parasolek. Z Etgarem Keretem, mistrzem świata krótkiej formy, spotykam się w Tel Awiwie, w jego ulubionej kawiarni Michal. Widzę, jak idzie i potyka się o martwą parasolkę, ale to on jest tu władcą słów.

Jani był kapitanem policji w Jerozolimie. Mówi, że nie zdarza się integracja Palestyńczyków ze społecznością żydowską. A około miliona Palestyńczyków ma izraelskie paszporty. Zew pracował w wywiadzie wewnętrznym, miał zostać jego szefem. Mówi: „Przez 35 lat próbowałem poznać arabską duszę, jej odcienie, niuanse, nadal jednak za wiele nie wiem”. Teraz prowadzi firmę, która opracowuje programy walki z cyberatakiem. Avi, pilot myśliwca, poznałem go kilka lat temu, awansował, jest odpowiedzialny za lotnicze ataki na wrażliwe miejsca przeciwnika. Rodzice kochają tu do szaleństwa swoje dzieci, jak u nas. Kiedy podrosną, oddają je w ręce armii. A z armią nie ma żartów. Niemal wszyscy znani profesorowie to też wysocy rangą oficerowie. Nie warunki fizyczne, ale inteligencja interesuje armię. Dlatego ten mądry i wrażliwy nastolatek jest w oddziale specjalnym, przeznaczonym do działań na tyłach wroga. A pamiętam, jak kiedyś się martwiłem, co ten delikatny dzieciak będzie robił w armii. Wszyscy moi znajomi mówią to samo: „Coraz mniej jest nadziei, a wariaci z obu stron robią takie rzeczy, że nie będzie odwrotu. O siebie już się nie martwimy, tylko o nasze dzieci”.

Mea Shearim, dzielnica ortodoksów. Jeśli kobieta wejdzie tu w spodniach, zostanie opluta. Jestem jedynym cywilem w tym świecie religijnego munduru, a te są różne, zależnie od odłamu wiary. Ci jakby w szlafrokach w niebieskie paski nawet nie uznają Państwa Izrael. Chociaż biorą od niego pensję za swoje modlitwy od rana do nocy. I nikt tu nie służy w armii.

Nocuję w Tel Awiwie u Jonatana, tłumacza moich wierszy na hebrajski, apartament w wieżowcu w sercu miasta. Tel Awiw, skrajnie odmienny od Jerozolimy, stał się miastem gejowskim, rozpusty i wszelkich innych uciech. Ale też światową stolicą wdrażania zaawansowanych technologii.

W dniu mojego odlotu prawicowy premier Netanjahu zwołuje konferencję prasową. Rząd podał się do dymisji. Przekonuje, że to, co robili lewicowi członkowie jego rządu, a głównie minister skarbu, to pucz. Takie same gesty, miny, argumenty, jak na naszej scenie politycznej. I bliźniacze kłótnie publicystów różnych opcji. I tu też coraz więcej ludzi mówi, że nie pójdą na wybory, mają gdzieś obrzydliwą politykę. A przecież wszyscy żyją tu na krawędzi noża.

Wydanie: 50/2014

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy