Po sprawiedliwość do Strasburga

Po sprawiedliwość do Strasburga

Alicja Tysiąc i Nelly Rokita. Dwie kobiety tak różne, że aż bez punktów stycznych. Alicja Tysiąc pokazała, że bezduszna i brutalnie ingerująca w życie osobiste machina państwowa nie musi być bezkarna. Że można skutecznie dochodzić swoich praw. Oczywiście nie w Polsce. Kraju rządzonym przez PiS, którego rząd wolał zrobić z siebie pośmiewisko, niż wypłacić jej zadośćuczynienie za odmowę wykonania aborcji ze względów zdrowotnych zgodnie z wyrokiem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Rząd Jarosława Kaczyńskiego mimo licznych apeli i dramatycznej sytuacji finansowej pani Tysiąc odwołał się od tego werdyktu. Aparat państwowy został rzucony do bezwzględnej walki ze schorowaną rencistką. Ta sama machina, która swoją ortodoksyjną zajadłością prześladowała Alicję Tysiąc, za wszelką cenę do końca próbowała pozbawić ją środków do życia. Ten przypadek więcej mówi o cynizmie, bezwzględności i okrucieństwie polityków Prawa i Sprawiedliwości niż tysiące billboardów czy propagandowych filmików telewizyjnych, na których partia ta prezentuje swoje ludzkie oblicze. Kolejny wyrok Trybunału w Strasburgu dowodzi, jak mało wspólnego ma PiS ze swoją nazwą. Premier Kaczyński, który prowadzi tak haniebną politykę i sam zrobił wszystko, byle tylko postawić na swoim, nie ma moralnego prawa do mówienia o moralności i szczycenia się jakimiś rzekomymi standardami etycznymi, które wprowadził. Bezlitosna walka z Alicją Tysiąc jest znakiem firmowym tej ekipy. A zajadłość, z jaką ją szykanowano, jest przestrogą przed powierzaniem władzy ludziom tak cynicznym.
I jeśli jest w tym dramatycznym dochodzeniu pani Tysiąc do sprawiedliwości coś optymistycznego, to tylko to, że świat prawa i poszanowania godności ludzkiej jest całkiem niedaleko. Że wystarczy wyjść z klatki, w którą Prawo i Sprawiedliwość wpakowało Polskę, by znaleźć się w świecie, gdzie prawo naprawdę znaczy prawo, a kobieta i jej problemy mogą być traktowane poważnie i rozumnie.
By lepiej poznać pokrętną politykę braci Kaczyńskich wobec kobiet, wystarczy posłuchać gaworzenia Nelly Rokity. To rzadki przypadek osoby, której przeciwnicy nie muszą atakować. Wystarczy wpuścić ją do studia telewizyjnego i dać jej mówić. Gdyby kampania wyborcza trwała dłużej, a Nelly Rokita występowała codziennie, to na PiS zagłosują tylko te panie, które nie mają telewizorów. Rokita tak bardzo chce być w polityce, że w każdej sprawie jest gotowa zmienić swoje poglądy. Oczywiście na takie, jakie mają bracia Kaczyńscy. Mówi to, co ludzie na sali chcą usłyszeć. A że sal jest wiele, a ludzi jeszcze więcej, to z jej monologów wyłania się taki chaos myślowy i tak totalna niespójność, że podejrzewam jej męża o niebywałą perfidię. Podkładając taki pasztet Jarosławowi Kaczyńskiemu, może się wreszcie zemścić za nazwanie go nie tak dawno zbrodniarzem.
Tylko czym sobie zawiniły polskie kobiety? Jakby mało miały problemów z PiS, muszą jeszcze znosić osobę o tak specyficznym guście i równie specyficznej znajomości naszego języka. Dla takich kobiet jak Alicja Tysiąc kariera polityczna Nelly Rokity to zapowiedź, że sprawiedliwości dalej będą musiały szukać w Strasburgu.

Wydanie: 40/2007

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy