Przekręty

Zapiski polityczne

26 listopada 2002 r.

Kierujący Kościołem katolickim nie lubią, a może nawet nie cenią słów wypowiadanych przez osoby świeckie, lecz dzieją się sprawy zmuszające mnie do zabrania głosu. Zacznę od bulwersującego opinię publiczną telewizyjnego reportażu redaktora Morawskiego o dyrektorze Rydzyku, twórcy Radia Maryja. Ta rozgłośnia jest ceniona przez władze kościelne za – nazwijmy to tak umownie – wartości modlitewne szerzone w kraju i wśród Polonii. Wokół tych wartości modlitewnych skupiają się kręgi bardzo konserwatywnych wyznawców, wśród których jest spora część ludzi zarażonych bakteriami zjadliwego antysemityzmu, a także ogarniętych silną wiarą w różne spiskowe teorie dziejów, co sprawia, że trudności okresu przemian ustrojowych są przez te grona traktowane jako wszechpotężna zmowa żydowsko-masońsko-bolszewicka czyhająca wszędzie i zawsze na każdą nadarzającą się pomyślność dla narodu polskiego.
Ten wątek jest zresztą często wspierany przez kapłanów niezwiązanych z Radiem Maryja, lecz głoszących kazania w tym samym duchu. W okresie uchwalania konstytucji RP słyszeliśmy wiele takich wystąpień, nawet biskupich, odsądzających nową ustawę zasadniczą od wszelkich zasad, a już szczególnie jej preambułę uważaną za dzieło wrogów wiary. Co najdziwniejsze, uznawano, że konstytucyjne określenie „Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna” jest pojęciem masońskim, choć w rzeczywistości rodowód tego zdania sięga św. Tomasza z Akwinu. Jako członek Komisji Konstytucyjnej bardzo przeżywałem te absurdalne zarzuty przeciw preambule wprowadzonej do tekstu ustawy przez Tadeusza Mazowieckiego, a teraz mającej szansę znalezienia się w zamierzonej konstytucji Unii Europejskiej. Te zarzuty stawiali nie jacyś początkujący młodzi kapłani, ale dobrze znający dzieje Kościoła biskupi. Od pięciu lat nowa konstytucja służy Polsce z wielkim pożytkiem, gwarantując skutecznie wolność poglądów i prawa obywatelskie. Gdyby teraz zebrać zarzuty, jakie pod jej adresem padały ze strony Radia Maryja, byłby niezły ubaw, jak mawia młodzież.
Poglądy dyrektora Rydzyka i jego fanatycznych wyznawców to tylko pewna – choć ważna – część zła, jakie to radio szerzy w całej Polsce. Druga część – i to ukazał telewizyjny reportaż – to całkowita niejasność panująca wokół pieniędzy, jakimi dysponuje osławiony dyrektor. Wszelkie instytucje kościelne są jak ta przysłowiowa żona Cezara, muszą być bez jakichkolwiek podejrzeń. Niestety, dyrektor RM uczynił wszystko – i robi to konsekwentnie nadal – aby najdoskonalej jak tylko można zaciemnić sprawę dochodów i wydatków tego radia.
Od lat wiadomo powszechnie, że od hojnych ofiarodawców zbierane są kolosalne sumy pieniędzy wykorzystywanych potem dość często do nielegalnych transakcji, jak np. zakup za granicami kraju za przemycane pieniądze wyposażenia radiostacji czy też prowadzone z Rosją niejasne interesy pozwalające na emitowanie programów RM z rosyjskich nadajników, co jako transakcja jest sprzeczne z polskim prawem. Dla dyrektora Rydzyka wszelkie ograniczenia wynikające z przepisów obowiązującego w Polsce prawa nie stanowią najmniejszego ograniczenia, on je po prostu omija wielkim łukiem.
Działalność dyrektora Rydzyka jest klasycznym wzorcem dla wszelkiego rodzaju kombinatorów i przestępców podatkowo-finansowych; jest praktyczną nauką kantów i przekrętów majątkowych; jest naganna prawnie i moralnie. Pytam zatem, jak to się dzieje, że Kościół, powołany przecież z samej swej istoty do strzeżenia zasad moralności indywidualnej i publicznej, przymyka oczy na „cuda nad kasą”, jakich kult szerzy dyrektor Rydzyk.
Cóż zatem jest warte wszelkie nauczanie moralności, jeśli w praktyce instytucja kościelna, a taką jest wszak Radio Maryja, daje na każdym kroku pokaz skutecznego omijania owych zasad uczciwości?
Inny równie niepokojący przykład pewnej dwoistości moralnej instytucji kościelnych to sprawa Telewizji Puls. Na podstawie koncesji udzielonej oo. franciszkanom z Niepokalanowa grupa sprytnych ludzi stworzyła prywatną w gruncie rzeczy stację telewizyjną, opartą na zupełnie fantastycznym planie gospodarczym, zakładającym poważne dochody z reklam. Na tę fuchę ekonomiczną dały się nabrać różne spółki i dały owym sprytnym przedsiębiorcom olbrzymie pieniądze, które zostały całkowicie zmarnowane i zaprzepaszczone, jeśli nie liczyć sporych czy wręcz olbrzymich korzyści osiągniętych przez zarządzających tą oszukańczą firmą. Jedyne, co ich w moich oczach mogłoby usprawiedliwiać, to fakt, iż Telewizja Puls miewała dobre, wolne od nadmiaru krwi i przemocy filmy, które z przyjemnością można było oglądać. Ale to trochę za mało na usprawiedliwienie zasadności wyłudzenia sporych sum pieniędzy od firm stanowiących własność publiczną.
I znowu warto powtórzyć to samo pytanie. Jak to się działo, że uczniowie św. Franciszka dopuścili do tak oczywistego nadużycia ich zaufania przez cwaniaków, którzy musieli wiedzieć, że szansa wejścia na rynek ogłoszeń decydujących o powodzeniu kolejnej stacji telewizyjnej wymaga olbrzymiej wiedzy i doświadczenia menedżerów takiego biznesu. Tym razem do dzieła wzięli się amatorzy i wyszło z tego jawne zmarnowanie publicznych wszak pieniędzy oraz spora korzyść osób prywatnych, które sporo z tych zmarnowanych pieniędzy uszczknęły dla siebie.
I znowu zaangażowano do ciemnych interesów autorytet Kościoła katolickiego. Czy to tak wolno? Czy się godzi?
Jeżeli ludzie Kościoła katolickiego – mający być naszymi przewodnikami po świecie pełnym zasadzek i zagrożeń moralności zarówno publicznej, jak i osób prywatnych – nadal będą tak lekkomyślnie szafować swoim zaufaniem wobec ludzi – albo jawnie szukających okazji do organizowania przekrętów finansowych lub przez swą nieudolność popadających w konflikt z moralnością w dziedzinie ekonomicznej – to państwo nasze, ledwo-ledwo odnawiające racjonalne zasady swego istnienia, pogrąży się w chaosie.

Wydanie: 48/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy