Puszczaj się, puszczo!

Puszczaj się, puszczo!

Polska na jednej trzeciej powierzchni ma lasy, zaledwie ich jedna setna to parki narodowe, sama Puszcza Białowieska jest kolejnym promilem – naprawdę nie jest konieczne rżnięcie głupa, że rżnięcie puszczy jest niezbędne albo choćby tylko racjonalne.

Minister Szyszko już zapracował sobie na miano największego szkodnika w historii Białowieży. Rzecz w tym, żeby na to nie pozwalać i jak najszybciej go powstrzymać. Szyszko przed laty przegrał batalię o chęć puszczenia obwodnicy przez dolinę Rospudy, choć bezboleśnie udało się ją poprowadzić niewiele dalej. Jak nałogowiec, z jeszcze większą intensywnością wraca po przerwie do boju o przegraną sprawę, urażoną dumę, brak realnego kontaktu z fenomenem puszczy, lasu, który rządzi się sam, sam się odradza, sam obumiera, nigdy nie umierając. Las mądrzejszy od ministra? No, na to nie może się zgodzić. I dlatego chwała tym wszystkim, którzy gnają do puszczy, żeby ją chronić przed Pierwszym Szkodnikiem, zwanym paradoksalnie ministrem środowiska, żeby nagłaśniać, żeby mówić twardo: NIE. Puszcza nie jest folwarkiem Szyszki, PiS czy jakiejkolwiek innej władzy: nie było was – był las, nie będzie was – będzie las. To rzeczywiście arogancja lip, wiązów, grabów i dębów, krzaków, dzięciołów, sóweczek, jenotów, bobrów, żubrów i wilków. Bronię zatem puszczy puszczańskiej, która puszcza się, kiedy chce, a nie kiedy władza jej łaskawie pozwoli. Cała puszcza parkiem narodowym! Puszcza to nie firma! I ja tam byłem, puszczy broniłem. Jako ten, no, suweren. #KochamCiePuszczo, kochampuszcze.pl.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 23/2017, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 23/2017

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy