Efekt „nie popieram, ale rozumiem”

Efekt „nie popieram, ale rozumiem”

Gdyby nie bardzo poważny problem, mógłbym się wykpić starym dowcipem: że co innego widzę, a co innego słyszę. Od szefa MSWiA słyszę o garstce idiotów, którzy w lasach odprawiają hitlerowskie gusła. A widzę, i to od dawna, jak przybywa nie tylko osiłków z obrzydliwymi nazistowskimi tatuażami, ale też młodych, zwyczajnych ludzi z symbolami, które zwłaszcza w Polsce powinny być wykluczone z obiegu. Widzę, że bardzo wzrosło poparcie dla ONR i podobnych organizacji. Nie zaskakują mnie zatem wyniki badań CBOS, że w grupie 18-24 lata popiera te ruchy aż 38% badanych. Problem więc jest. W dodatku szybko narasta. Rząd próbuje tę rosnącą falę bagatelizować. Używa terminów: idioci, debile, margines. I atakuje opozycję, że histeryzuje i demonizuje zagrożenie.

Władze mówią, że są oburzone zachowaniem neonazistów sfilmowanych przez TVN. Ale w szczerość tego oburzenia trudno wierzyć, gdy na jaw wychodzą kolejne fakty świadczące o zażyłych relacjach polityków obozu władzy z neofaszystami, antysemitami i rasistami. Zdjęcia z konwencji Solidarnej Polski, na których tuż za Zbigniewem Ziobrą i Beatą Kempą siedzi sobie Piotr Rybak, zajadły antysemita, są tego dokumentalnym dowodem. Proszę mi pokazać drugi kraj, w którym kierownictwo Ministerstwa Sprawiedliwości, bo byli tam też wiceministrowie Patryk Jaki i Michał Wójcik, na swoje ważne wydarzenie zaprasza podobnych osobników. Jaki przekaz płynie do społeczeństwa oglądającego tę komitywę polityków prawicy z ekstremistami? A skąd się bierze pobłażliwość policji i prokuratorów wobec dziesiątków zachowań, które w normalnych warunkach skończyłyby się w areszcie i przed sądem? Czy nie z interwencji polityków, ich asystentów i doradców?

Nie mam wątpliwości, że jest przyzwolenie na wybryki „pseudonarodowców”, neonazistów i podobnej ekstremy. Filozofię obecnej władzy najlepiej oddają słowa Beaty Mazurek, obecnej wicemarszałek Sejmu z PiS: „nie popieram, ale rozumiem”. Wstyd, że tacy ludzie pełnią tak ważne funkcje, nie wystarczy. Chwila hipokryzji i odegranie oburzenia też nie. Tu już czynu trzeba. Egzekwowanie prawa i zero przyzwolenia politycznego, po pierwsze. Po drugie, dymisje osób splamionych konszachtami z tymi, którzy złamali prawo (lista w gazetach). Po trzecie, edukacja i pytanie do minister Zalewskiej, czy nie ma sobie nic do zarzucenia. Po czwarte, wojna z pogromowym językiem używanym publicznie i tym w internecie. O rolę Kościoła trudno mi pytać, gdy widzę, co robią kapelani w klubach i co się dzieje w częstochowskim klasztorze, gdy zjeżdżają tam kibole.

Wydanie: 5/2018

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy