Sami niepokorni

Sami niepokorni

Jest w obfitości do kupienia „tygodnik autorów niepokornych”. Ma dadaistyczny tytuł „Uważam Rze”, a treść politycznie poprawną według kryteriów ustanowionych w IV i III Rzeczypospolitej. Jest prokatolicki i proamerykański, antykomunistyczny i antyrosyjski, rewiduje historię najnowszą w duchu antyradzieckim, głosi kult żołnierzy wyklętych, potępia (słusznie, lecz za późno) UB i jak wszystkie media walczy z państwem pod skrótową nazwą PRL. To ostatnie wydaje się główną misją niepokornych autorów, co wcale ich nie wyróżnia spośród innych czasopism. Jeśli na takie poglądy istnieje popyt na rynku prasowym, a istnieje, to dlaczego tygodnik nie miałby ich głosić. Rzuca się w oczy jeszcze jeden poważny powód przemawiający za takim programem redakcyjnym. Te poglądy nie wynikają z subiektywnego widzimisię autorów, z ich prywatnego zacietrzewienia. Są wyrazem oficjalnych poglądów państwa, które szerzy je za pomocą Instytutu Pamięci Narodowej, szkolnych programów nauczania historii najnowszej, rozsianych po całym kraju placówek muzealnopodobnych i izb pamięci, a także ponawianych uchwał sejmowych i senackich. Przy rocznicowych okazjach mowy tej treści wygłaszają prezydent i premier, a biskupi i księża co niedzielę przez liczne rozgłośnie diecezjalne. Nie mam nic przeciwko temu, nie taką już jednomyślność w swoim życiu widziałem. Nie mogę tylko tak od razu zrozumieć, dlaczego autorzy głoszący te hiperpoprawne poglądy uważają się za niepokornych.
W Polsce niepokorność została wywindowana do wysokiego ideału. Nie mówię, że teraz, lecz od dawna. Panteon Polski Ludowej składał się z samych niepokornych. Historycy marksistowscy, czyli wówczas prawie wszyscy, chwalili buntowników, konspiratorów, rewolucjonistów, radykałów. Powstania nie dopiero teraz są wychwalane; jeśli historycy czasów stalinowskich wysuwali przeciw nim zarzuty, to zawsze dlatego, że były za mało radykalne. „Dziady” Mickiewicza, wzniosła apologia niepokorności, były wystawione pod rządami Bieruta i Biuro Polityczne biło brawo. Setną rocznicę powstania styczniowego obchodzono i bardzo uroczyście, i bardzo „naukowo”. Artykuł Stanisława Stommy biorący w obronę lojalistę prorosyjskiego, konserwatystę Aleksandra Wielopolskiego, po bezskutecznych korowodach z cenzurą ukazał się w „Tygodniku Powszechnym” dopiero dzięki pozwoleniu kogoś z Komitetu Centralnego. Nie dziwię się sobie, że pomyliłem się w ocenie „Rodowodów niepokornych” Bohdana Cywińskiego: po tytule sądziłem, że to jeszcze jedna oportunistyczna książka o tym, że rewolucja socjalistyczna miała godną szacunku genealogię. W rzeczywistości sygnalizowała ona moment, kiedy niepokorność opuszczała dyskurs komunistyczny (tak zwany) i przechodziła do pełzającej opozycji. Studenci, literaci, wielu ze starszego pokolenia, emigranci w Paryżu i Londynie uwielbiali Adama Michnika jako najbardziej odważnego z nowych niepokornych, i dobrze było wiadomo, wobec czego i kogo jest on niepokorny. W miarę, jak system władzy ulegał rozkładowi, po ozdobę niepokorności sięgało coraz więcej ludzi; pojawili się księża podwójnie niepokorni – wobec władzy świeckiej i swoich zwierzchników duchownych, jak nieszczęsny Popiełuszko.
Gdy do opozycji przeszły dwie trzecie narodu, niepokorność znowu zmieniła sens, ale do dziś utrzymuje się przekonanie, że jest ona ozdobą.
W tej chwili, ni w pięć, ni w dziewięć, przypomina mi się konferencja naukowa poświęcona Zygmuntowi Krasińskiemu, jaka odbyła się kiedyś w Krakowie pod patronatem i przy obecności kardynała Karola Wojtyły. Wyleciały mi z pamięci referaty, jakie tam wygłoszono, nie zapomniałem tylko kardynała i jego pokornego zachowania. Miał wszystkie dane do imponowania, ale przy ludziach składał jak gdyby hołd chrześcijańskiej cnocie pokory. Można powiedzieć to i owo o pokorze kościelnych dostojników, ale że kardynałów ona zdobi, to fakt.
W jakim sensie niepokorni są autorzy tygodnika „Uważam Rze”? Wobec kogo oni są niepokorni? Rafał Ziemkiewicz jest niepokorny wobec „salonu”, ale gdyby jakiś salon istniał, dziennikarze śledczy coś by o nim napisali. Ciągle złorzeczy Michnikowi, nawet książkę przeciw niemu napisał, ale nie wiadomo, co mu zarzuca, w zasadniczych sprawach głosi to samo co on: jest anty-PRL-owski, antyrosyjski, antyendecki, proamerykański. Wygląda na to, że rozchodzi się tylko o odznakę niepokorności, do której Michnik miał prawo, a Ziemkiewicz nie bardzo.
Pod względem poligraficznym tygodnik „Uważam Rze” jest wydawany drogo. Mają bogatych mecenasów. Gdyby „Przegląd” miał dostęp do takich pieniędzy, ja także nosiłbym się niepokornie.
Są pyszałkowaci, zarozumiali, bezkrytyczni wobec swoich poglądów, bo mają oparcie w oficjalnej ideologii państwowej (uchwały Sejmu i Senatu), głównym nurcie propagandy telewizyjnej i znacznej części tzw. opinii publicznej urobionej przez media. Są tak niepokorni, jak kiedyś byli autorzy „Trybuny Ludu” czy „Żołnierza Wolności”. I nie przychodzi im do głowy, że tak jak poprzednie pokolenia autorów oni także zmienią kiedyś poglądy. Ktoś, kto im dobrze życzy – nie ja – powinien im poradzić: więcej pokory, panowie.


Bloger niespełna rozumu umieścił w internecie, niestety rosyjskim, zdjęcia zwłok spod Smoleńska. Polski rząd coraz bardziej nadpobudliwy. Minister spraw zagranicznych wezwał z tego powodu rosyjskiego ambasadora. Minister sprawiedliwości zapowiedział, że będzie o to interpelował rosyjskiego ministra sprawiedliwości.
Polacy nie mogą patrzeć na zdjęcia zdeformowanych zwłok. Oni chcą widzieć realne, dlatego tak chętnie ekshumują. Jak zwykle najbardziej bezrozumną wypowiedzią odznaczył się Jarosław Gowin. Jego zdaniem (17 października, telewizja), była to „brutalna ingerencja rosyjskich służb w polskie sprawy”. Z takimi ministrami ten rząd zasługuje na dokładnie takie poparcie, jakie ostatnio ma w sondażach.

Wydanie: 43/2012

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy