Polska zawyła

Polska zawyła

Pamiętamy, co się działo, gdy wojskowy prokurator oświadczył, że nie ma podstaw do oskarżenia Józefa Oleksego o szpiegostwo. „Cała Polska” wówczas zawyła. Media wspierane autorytetami moralnymi ustaliły przecież ponad wszelką wątpliwość, że Oleksy był szpiegiem. Prokurator ukręcił aferze łeb. Po kilku latach marszałek-senior Aleksander Małachowski do ukręcenia łba dodał jeszcze solenne przeproszenie Oleksego przed całym Sejmem.
Posłanka Anita Błochowiak w sprawozdaniu przyjętym przez większość członków komisji śledczej stwierdziła, że nie ma żadnych dowodów na to, że jakaś grupa posłała Rywina po pieniądze do Agory. I znowu cała Polska zawyła. Szczególnie głośno zawył przewodniczący komisji, profesor Nałęcz, który od dłuższego czasu pouczał społeczeństwo, że dowody na oskarżenie potrzebne są w sądzie, komisja sejmowa może uchwalić winę bez dowodów. Kwestię, co jest prawdą w aferze Rywina, będzie rozpatrywał Sejm. Po rozpatrzeniu uchwali prawdę większością głosów, co powinno stać się wzorem myślenia dla obecnych tam profesorów i doktorów habilitowanych. Również dla arcybiskupa Życińskiego, bo on też profesor. W Sejmie trwają (gdy to piszę) gorączkowe negocjacje między liderami partyjnymi w sprawie prawdy; każda partia ma inną prawdę, ale w obliczu niebezpieczeństwa polegającego na tym, że SLD może nie zostać uznany za mocodawcę Rywina, starają się one zapomnieć o animozjach i stworzyć wspólny front przeciw Anicie Błochowiak i posłom, którzy się do niej przyłączyli. W trudnym położeniu znalazł się poseł Lewandowski. Teraz nie ma on już nic wspólnego z SLD (Sojusz podzielił się na dwie partie, z których jedna nie ma nic wspólnego z SLD), ale gdy ta partia miała posyłać Rywina do Agory, to miał z nią coś wspólnego. Jest rozdarty między sobą jako posłem SLD a sobą jako członkiem partii Borowskiego. Będzie więc musiał swoją prawdę jakoś wypośrodkować między prawdami Platformy Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości, Nałęcza i Anity Błochowiak.
Na zdrowy rozum liderzy SLD powinni być zadowoleni ze sprawozdania przegłosowanego w komisji śledczej i niektórzy są. Nie wszyscy jednak. Poseł Kalisz już zdążył się odciąć od ustaleń Anity Błochowiak, zdejmującej ciężki zarzut z jego partii. Krzysztof Janik, który przeważnie nie daje się wyprowadzić z równowagi, miał bardzo niepewną minę, gdy w telewizji pytali go, co myśli o sprawozdaniu Anity Błochowiak. Zdawało się, że miał już na końcu języka przepraszanie za faux-pas zuchwałej posłanki. Młoda, zapalczywa… Rzeczywistość jest taka, że oni już przywykli do zarzutów korupcji. Przestrasza ich, że „cała Polska zawyła”. Moja rada: do tego też trzeba przywyknąć, bo w Polsce idzie ku temu, że nic prócz wycia nie będzie słychać.
Na pytanie, czy SLD będzie głosował za sprawozdaniem posłanki Błochowiak, przewodniczący Krzysztof Janik odpowiada: „Nie wiem. Moim zdaniem, ta sprawa musi stanąć na posiedzeniu klubu i wtedy decyzja będzie polityczna. Niestety”. Partie prawicowe w sprawie, kto winien w aferze Rywina, zajmują stanowisko „polityczne”, to znaczy zgodne z ich interesami i namiętnościami, mają jednak na tyle przyzwoitości, że się do tego nie przyznają. Głośno mówią: nas interesuje prawda, czysta prawda i nic tylko prawda. Ta obłuda, będąca hołdem złożonym uczciwości, jest z pewnością czymś lepszym niż cynizm liderów SLD. Proponuję tej partii, aby podjęła polityczną decyzję, że to Krzysztof Janik posłał Rywina do Agory. Niestety.
Jeśli ktoś liczył, że młodsze pokolenie odmieni oblicze SLD, to właśnie ma dowód, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Mazowiecka młodzieżówka żąda ukarania posłów, którzy doszli do wniosku, że Rywin poszedł do Agory we własnym interesie, a nie z polecenia SLD czy zmyślonej grupy trzymającej władzę. Młodzieżówka w to nie wierzy. Ona wie, jak było. Skąd wie? Rokita tak twierdzi, Ziobro również, a także Nałęcz, arcybiskup Życiński i wszystkie media. Ze wszystkimi partyjnymi młodzieżówkami Polska będzie miała problem, nie tylko z lewicową. Od czasów stalinowskich żadne pokolenie nie było poddane takiemu praniu mózgów jak obecne.
Na swój sposób zawył poseł Wiesław Kaczmarek. Nie zadowalało go zwykłe przepisanie się do partii Borowskiego. Chciał to zrobić z aplombem i przytupem. O nowej partii ma on taką opinię, że najlepiej będzie tam przyjęty, jeżeli jakieś świństwo zrobi Leszkowi Millerowi. Zrobił to z poświęceniem opinii o sobie jako o przyzwoitym człowieku. Nie zadał sobie trudu, aby swój postępek przedstawić jako uczyniony w imię jakiegoś dobra społecznego. Przedstawił motywy czysto osobiste. W jego postępowaniu widzimy harmonię środków i celu: wszystko na tym samym nędznym poziomie. Starym politykom może już być wszystko jedno: skonsumować pozycję, jaką się zdobyło, o przyszłość niech się martwią młodzi. A młodzi najmniej myślą o przyszłości. Taki Kaczmarek powinien wiedzieć, że obniżanie standardów moralnych, do czego się przyczynia, pogarsza warunki, w jakich przebiegać będzie polityka w przyszłości. Dzisiejsze niehonorowe zachowanie wróci do niego w przyszłości w postaci podłego czynu, jaki ktoś przeciw niemu wymierzy.
My, wyborcy, z trudem znosimy to, że politycy się nawzajem nie szanują, nie przestrzegają wobec siebie elementarnych form, reguł przyzwoitości, że się poniewierają nawzajem w stopniu rzadko spotykanym nawet w środowisku lumpenproletariackim. A oni się z tym dobrze czują, są z siebie szalenie zadowoleni. Prymat polityki w stosunku do moralności przynosi ponure skutki. Ten prymat polega na przekonaniu, że dobra przynależność partyjna rozgrzesza. Kaczmarek dał początek aferze mającej niepewne podstawy i z której on na pewno nie wyjdzie oczyszczony. Nie dość im, że gazety tarzają ich w błocie, sami z własnej woli dostarczają im coraz więcej błota. Dziś ludzie pod względem obywatelskim może najlepsi, już tylko wypatrują jakiejś partii, jakiejś siły społecznej, która zmiotłaby tę całą klasę polityczną. Jeżeli nie zmienią się obyczaje, jeżeli politycy nie pohamują swoich języków kłamliwych, oszczerczych, jeżeli występowanie w życiu publicznym będzie narażało na obelgi niekaralne – politykę polską przejmą szumowiny. Już zalały część sfery publicznej. One potrafią nawet przystosować się do Europy..

 

Wydanie: 16/2004

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy