Humbug kosmonautów milionerów

Humbug kosmonautów milionerów

Ekscytacja medialna podkosmicznymi ekskursjami kilku światowych miliarderów osiąga rozmiary niebotyczne, odwrotnie proporcjonalne do ich rzeczywistego znaczenia. Zaiste, zadziwiające świadectwo wystawia sobie ogłupiała ludzkość, przydając wagę (stopniem zainteresowania chociażby) tym wyścigom egotycznych samców, którzy z kaprysów niezaspokojonych, bo niezaspokajalnych, uczynili – bo są w stanie to zrobić – kłamstwo opakowane w marzenia milionów. Wszyscy trzej: Jeff Bezos, Richard Branson, Elon Musk, uchodzą za wizjonerów, magów przyszłości, prestidigitatorów nadchodzących czasów, ludzi, którzy zarażają siłą swoich marzeń i pragnień całe nadchodzące pokolenia. Loty w kosmos były, to prawda, „kosmicznym” osiągnięciem ludzkości, ale 50-60 lat temu.

Tamta epoka przyniosła wydarzenia i osiągnięcia historyczne. Na sukces ówczesnych kosmonautów, zarówno radzieckich, jak i amerykańskich, składała się praca pokoleń naukowców, badaczy, uniwersytetów, politechnik, armii. Wystarczyło kilkadziesiąt lat, żeby cały ten wysiłek sprywatyzować, opakować po nowoczesnemu i zapomnieć, dlaczego kilku ludzi może polecieć gdzieś wysoko, bez żadnego znaczenia dla nas tutaj. Ktoś powie (wielu, a szczególnie w Polsce), że lecą za swoje, więc o co chodzi??? Tylko że to nieprawda. Pracownicy Amazona, firmy Bezosa, zostali ostatnio wyposażeni w worki na odchody, żeby nie marnowali czasu na chodzenie do toalety. Co chwilę w kolejnych centrach wybuchają strajki i protesty ze względu na potworne warunki pracy. Za to szef, pan i władca, i właściciel, poleci sobie w kosmos. Nie po to nie płaci podatków, żeby miał sobie odejmować od ust i od chęci uniesienia własnego tyłka w nieważkość.

To, co oglądamy w tym przedziwnym, niekiedy transmitowanym na okrągło spektaklu, to obraz degrengolady współczesnego kapitalizmu, z wszystkimi jego wynaturzeniami, podniesionymi do kolejnej potęgi.

Spektakl rozgrywa się w momencie przełomowym dla Ziemi, kiedy dalsze istnienie planety i przeżycie naszego gatunku stoi pod znakiem zapytania. Jesteśmy w trakcie doświadczenia pandemii, wiele krajów nie otrzymało szczepionki, nad innymi sposobami poradzenia sobie z tym kryzysem należy dalej pracować. Ale o ile łatwiej sprzedać miraż lotu w kosmos na wycieczkę, bo wszędzie indziej miliarderzy już byli i wszystko kupili. O ileż łatwiej sprzedawać bilet wyobrażeń podróży na Marsa. Ten jeden procent właścicieli świata proponuje de facto promilowi z promili, że po wyżęciu Ziemi do imentu – oni sobie odlecą. A my mamy ich jeszcze za to podziwiać. Jest to tak niewiarygodne przestawienie wartości wszystkiego, co można by uznać za osiągnięcia ludzkości, że aż trudno mówić o tym ze spokojem.

Tak, chcę powiedzieć, że miejscem dla Bezosa, najbogatszego człowieka świata, jest raczej marna cela więzienna niż kapsuła kosmicznego bolidu. I że podziwianie go przez media całego świata uwłacza po prostu naszemu człowieczeństwu. I że patrząc na ten spektakl, ogarnia mnie prawdziwe przerażenie przyszłością. Bo ona nie musi mieć twarzy tyrana w dawnym stylu. Ona ma już twarz tyrana w stylu XXI-wiecznym. Ale nasze zrozumienie tego paradoksu, tej kosmicznej (w sensie wymiaru) niestosowności jest znikome. Przywołując obrazową, skrótową metaforę: obiegło media zdjęcie z powodzi w Niemczech; jeden z samochodów zatopionych w wyniku gwałtownych ulew, będących skutkiem zmian klimatycznych, miał wystającą ledwo nad wodę nalepkę: „Fuck you Greta” (chodziło o Gretę Thunberg i jej walkę o zmianę podejścia świata do klimatu). I w sprawie lotów miliarderów w kosmos wszyscy mamy taką naklejkę na oczach. Czyli jednak nie przetrwamy, bo nie rozumiemy, bo nie widzimy, bo się nie uczymy. Szkoda, chwilami to nie był zły projekt. Ale wygląda na to, że nie mógł się udać.

r.kurkiewicz@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 31/2021

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy