A to Polska właśnie

Prawo i obyczaje Kraj, w którym żyję, to Polska właśnie. Zamieszkały przez kłótliwe plemię zwane Polakami, które mówi tym samym językiem, ale porozumieć się ze sobą nie potrafi. To wyjątkowa nacja, która rządzi się emocjami niekontrolowanymi rozumem. Naród w chwilach przełomowych wielki, ale w potocznych, codziennych służbach zaniedbany (Norwid). Kartezjusz twierdził, że „rozsądek jest rzeczą najsprawiedliwiej podzielony na świcie, każdy bowiem mniema, że jest tak dobrze weń zaopatrzony, że nawet ci, których najtrudniej zadowolić w innych sprawach, nie zwykli posiadać go więcej niż go posiadają”. Teza o równym podziale rozsądku Polaków wśród narodów świata ich nie dotyczy. Polonusi na brak rozumu się nie uskarżają! Państwo, w którym żyję, nie jest państwem prawa w pełnym tego słowa znaczeniu. Złe obyczaje panoszą się nad prawem. Konstytucyjna formuła państwa prawnego okazała się w praktyce gwarancją fikcyjną, gdyż zasada działania wszystkich władz publicznych wyłącznie na podstawie prawa i wyłącznie w jego granicach nie jest konsekwentnie przestrzegana. Konstytucyjna zasada domniemania niewinności znalazła się w stanie poważnego zagrożenia od czasu, gdy wszczęta została sprawa Rywina. Z deklaracji bez pokrycia, że wszystkie działania władz odpowiadać będą założeniom prawdziwego demokratycznego ustroju, diabeł tęgo się dziś śmieje. Parlament jest widownią gorszących awantur. Majestat Rzeczypospolitej jest na co dzień poniewierany. Quo usque? (jak długo jeszcze?) Może do końca tej kadencji i dłużej jeszcze? Cóż bowiem dzisiaj znaczy to wielkie niegdyś słowo? Głęboko niepokojąca jest w moim kraju coraz wyraźniejsza ewolucja prawa penalnego w stronę dehumanizacji instytucji tego prawa. Pisałem o tym w książce pt. „Droga do ziemi obiecanej”, KIW 2002, ale mój protest pozostał (na razie?) głosem wołającego na puszczy. A przecież jednym z postulatów Okrągłego Stołu miała być reforma sądów i więziennictwa w duchu humanitaryzmu. W kraju, w którym żyję, nie ma sprawiedliwości społecznej. Konstytucja miała ją zapewnić wszystkim obywatelom. A dziś jedni zbijają niewiarygodne fortuny, a drudzy żyją w skrajnej nędzy. Obecna Polska jest krajem ludzi bezrobotnych i bezdomnych. Ludzie chorzy, starzy i niedołężni nie są otoczeni opieką. Moja dzisiejsza Polska nie jest państwem w pełni świeckim. Jest to państwo katolickie, światopoglądowo nietolerancyjne. Dominuje w nim myśl katolicka szerzona przez przeważające na rynku czytelniczym wydawnictwa katolickie. Zdaniem prawicy, Trzecia Rzeczpospolita nie jest „prawdziwą Polską” i tak długo nią nie będzie, dopóki dozwolone w niej będą aborcja, pornografia, agencje towarzyskie i inne podobne bezeceństwa. W kraju, w którym muszę żyć, sądy nie są szanowane. Polska stacza się z tego powodu w świadomości społecznej do poziomu dzikich państw, w których ludzie nie mają dostępu do sprawiedliwości i w nią nie wierzą. Wielce szkodliwy przykład sponiewierania sądów w publicystyce współczesnej znajdujemy w niezwykłym wywiadzie, którego udzielił „Tygodnikowi Powszechnemu” z 14.09.br. A. Rzepliński (członek Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka!). Prawnik ów powiedział, że „nie ma w Polsce sędziego (sic!), który byłby dla obywateli symbolem uczciwości, profesjonalizmu, niezależności”. Zdumiewająca jest niefrasobliwość i nieodpowiedzialność tego człowieka, który nie zawahał się obrazić całego stanu sędziowskiego i wprowadzić w błąd wszystkich obywateli, że wymiaru sprawiedliwości w Polsce w rzeczywistości nie ma. W żadnym wypadku! Hulajmy więc bez kontusza. Jesteśmy bezkarni. W kraju, w którym przez ponad pół wieku uprawiałem działalność naukową, nauka i edukacja popadły w stan głębokiego kryzysu. Trwogą napawa upadek wszystkich właściwie nauk, spowodowany brakiem środków na ich finansowanie. W dziedzinie nauk społecznych regres spowodowała niekontrolowana eksplozja wyższego szkolnictwa prywatnego, doprowadzając do dekoncentracji kadry naukowej i zaniku autentycznych szkół naukowych w silnych do niedawna uniwersyteckich ośrodkach wiedzy i edukacji. Z tego stanu pohańbienia nauka polska szybko się nie podźwignie i pozostanie długo jeszcze w tyle za nauką światową. W rozregulowanym systemie edukacji narodowej nawet najzdolniejsi absolwenci szkół nie mają gwarancji uzyskania pracy w wyuczonych zawodach. Brak perspektyw urządzania sobie życia przez młodych ludzi w możliwie nieodległej perspektywie czasowej wprost o pomstę do nieba woła. W gospodarce rynkowej odpadły właściwie szanse rozwoju kultury, o których była mowa przy Okrągłym Stole. Na co mogą liczyć dzisiaj twórcy w gospodarce rynkowej? Co będzie z rozwojem kulturalnym narodu, skoro ludzie kultury zostali brutalnie zepchnięci na margines społeczeństwa? Kto rozwinie nad nią mecenat? Karol Marks czy niewidzialna

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2003, 40/2003

Kategorie: Felietony