Buntownik, który miał rację

Buntownik, który miał rację

Po Karolu – w pewnym momencie zaproponował, żebyśmy przeszli na ty – zostało mi sporo bezcennych pamiątek. Spędziliśmy – razem czy w trójkę z prof. Andrzejem Werblanem – wiele godzin, przygotowując „Polskę Ludową”. To były wielogodzinne rozmowy, potem praca przy autoryzacji, przy redagowaniu. To także godziny corocznych wywiadów dla PRZEGLĄDU. Albo spędzone na zwykłych pogaduchach, razem z jego żoną, w ich mieszkaniu, w PRL-owskim bloku robotników Huty Warszawa.

Mam z tych rozmów, wywiadów zapisane uwagi, nagrania i wiele wspomnień. A także wzruszające dedykacje, jak choćby ta, napisana na ofiarowanym mi egzemplarzu „Kobyły historii”: „Robertowi – z przyjaźnią. Karol”.

To wielkie wyróżnienie.

Nie ukrywam, Karol Modzelewski był dla mnie kimś na kształt mentora. Nie tylko zresztą dla mnie, dla wielkiej części społeczeństwa to, co mówił, było ważne. Było drogowskazem, busolą postępowania. I działo się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, Karol miał na to papiery. Jego życiorys jest jak ze scenariusza filmowego, bo zawsze znajdujemy go w najważniejszych miejscach polskiej historii. Polski Październik – miał 19 lat i był z robotnikami na Żeraniu. Marzec 1968 – to on wymyśla skandowane przez studentów hasło „Niepodległość bez cenzury!”. Wcześniej pisze z Jackiem Kuroniem „List otwarty do Partii”, będąc pierwszym, po czasach stalinowskich, opozycjonistą. Potem widzimy go wśród przywódców Solidarności, której nazwę wymyślił. I znów trafia do więzienia, w którym łącznie spędził osiem i pół roku. Za działalność opozycyjną. Nikt w PRL nie siedział dłużej od niego.

Ale w III RP nie był z tych, którzy chcą się mścić. Przeciwnie. Najpierw tworzył Unię Pracy, która miała być lewicową odpowiedzią na Balcerowicza i wspólną partią ludzi i z Solidarności, i z PZPR. A potem zabierał głos w najważniejszych momentach tej nowej Polski. I częstokroć był to głos decydujący.

Bo Karol nie dość, że miał życiorys, który uprawniał go, by zabierać głos, to jeszcze miał do tego głowę. Głowę mędrca. Widział dalej niż my wszyscy. Platformę, liberałów ostrzegał, że zabierając ludziom równość i braterstwo, pcha Polskę w ramiona PiS. A co do PiS nie miał złudzeń i regularnie przestrzegał, że zabiera nam wolność.

Miał jeszcze jedną cechę, w Polsce rzadką – był krystalicznie uczciwy. Był absolutnie inny niż tzw. polska klasa polityczna. Nie interesowały go fotele, apanaże, zaszczyty. To odsuwał. Interesowało go mówienie prawdy.

Wielki człowiek, wielkiej szlachetności. Dla lewicy – postać posągowa.

Wydanie: 20/2019

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy