Perwersja

Perwersja

BEZ UPRZEDZEŃ

Tak zwana umowa społeczna polega na powszechnej zgodzie na to, że państwo ma monopol na stosowanie przemocy. Nie przyznaje mu się jednak prawa do posługiwania się środkami przemocy w sposób dowolny, według widzimisię urzędników niskiego czy najwyższego szczebla. Działa według reguł ogłoszonych publicznie i utrzymuje w ten sposób porządek uzupełniający lub korygujący porządek naturalny. Nie trzeba aż wiary w istnienie jakiegoś metafizycznego prawa naturalnego, aby wiedzieć, że również tam, gdzie państwo nie sięga i gdzie nigdy nie istniało, kradzieże, zabójstwa, oszustwa są słusznie karane. Tego naturalnego karania, będącego odwetem, nie mają racji potępiać ci, którzy żyją pod ochroną praw państwowych, tak jak ludzie bogaci nie mają prawa szydzić z biednych, zmuszonych do zdobywania środków do życia za pomocą pracy brudzącej ręce.
Państwo, nawet totalitarne, nie jest w stanie sięgnąć w każdy zakątek życia i wszędzie zdarzają się przypadki naturalnego karania, łamania państwowego monopolu na wymierzanie sprawiedliwości. Państwo traktuje takie przypadki jak przestępstwa, ale ludzkie poczucie słuszności usprawiedliwia je, a niekiedy wynosi ponad legalne wyroki. W literaturze czy w filmie rzadko spotykamy zachwyty nad sprawiedliwymi wyrokami sądów, nad czym można ubolewać, często natomiast idealizowane moralnie są bezprawne, spontaniczne akty karania zła. Wprawdzie wojewoda, który chciał się zemścić na niewiernej żonie i jej kochanku, nie był pozytywnym bohaterem Mickiewiczowskiej ballady, ale kozak, który “wycelił, nie czekając wystrzelił i ugodził w sam łeb – wojewody”, reprezentuje tam jakiś wyższy ideał sprawiedliwości.
W cywilizowanym społeczeństwie samosądy są niedopuszczalne, łamią one umowę społeczną i jako takie muszą być rozpatrywane przez sądy – ale czy karane, to już zależy od tego, w jakim pozostają stosunku do sprawiedliwości. Polskie państwo z policją, prokuraturą i sądownictwem jest obecnie tak niesprawne, że samosądy muszą być traktowane z wyrozumiałością.
Niesprawność policji i sądownictwa jest już zwyczajowo tłumaczona ubóstwem środków, niedostatecznością nakładów finansowych. “Opowiem panu, jak drogo zostałem obsłużony przez policję i jak nic z tego nie wyszło” – mówi mi dobry znajomy. “Mam dom letni na wsi. Pewnego razu sąsiad przypadkiem zauważył wyłamane drzwi, wybite okno. Zatelefonował na policję. Natychmiast przyjechało trzech funkcjonariuszy i ze zdziwieniem stwierdzili, że włamywacze są jeszcze na miejscu. Policjanci nie odważyli się jednak wejść do środka i ująć trzech, nieletnich zresztą, złodziejaszków, mówiąc sobie roztropnie, że tamtych jest trzech, a my jesteśmy sami. Zadzwonili po posiłki, a później po następne posiłki, bo włamywacze nie chcieli się poddać. Przybyli nawet policjanci z brygady kryminalnej z bogatym wyposażeniem, antyterroryści, jak o nich mówią. Według niektórych świadków, policjantów było ośmiu, inni doliczyli się dwunastu. Dwóch młodszych włamywaczy poddało się po dłuższych pertraktacjach, trzeci 16-letni bronił się, rzucając w brygadę antyterrorystyczną, czym popadło. Zbiegło się ze wsi sporo gapiów, jak to zwykle bywa, niektórzy zaoferowali policji pomoc, która w końcu okazała się skuteczna, i “groźny” wyrostek został ujęty. Dowódca operacji cały czas porozumiewał się elektronicznie ze zwierzchnikami, z prokuratorem i otrzymywał ciągle to samo zalecenie, aby broń Boże nie zrobić jakiej krzywdy młodocianym włamywaczom. Zjawiło się też pogotowie ratunkowe, niełatwe do ściągnięcia, gdy ktoś naprawdę zachoruje. Po tej komediowej akcji na miejscu przestępstwa nastąpił dalszy ciąg równie wątpliwy, jeśli chodzi o skuteczność. Włamywacze nie tylko nie zostali ukarani, ale nawet stopnia ze sprawowania szkoła im nie obniżyła. Jako podatnik jestem po tym wszystkim wysoce usatysfakcjonowany. W ciągu tych paru godzin państwo wydało na obronę, co prawda raczej teoretyczną, mojej własności równowartość może rocznych, a może kilkuletnich moich podatków”. To rzeczywiste, w konkretnym miejscu i czasie zaszłe wydarzenie jest typowe i przypuszczam, że z różnych stron Polski otrzymam listy potwierdzające jego prawdziwość.
Policja udziela nam dobrych rad, niczym doświadczona, ale już niestety sklerotyczna babcia swoim wnukom: włamali się – bo kraty były za słabe, ukradli aparat fotograficzny – bo leżał na widocznym miejscu itp. Oskarżonego o przekroczenie obrony koniecznej prokurator poucza, że przed napastnikami należało uciekać i on by uciekał. Taki użytek państwo polskie czyni ze swego monopolu na karanie, tak interpretuje umowę społeczną.
W Szczecinie opuszczony przez państwo właściciel sklepu wymierzył złodziejowi karę w sposób naturalny. Gdyby państwo było osobą, musiałoby się z tego powodu rumienić. Tymczasem ono się oburzyło – jak gdyby było osobą. Ukaranie złodzieja w sposób naturalny zmobilizowało policję. “Z urzędu wszczynamy postępowanie – zapowiedział podkomisarz policji w Szczecinie – nawet jeśli złodziej nie chce wnieść skargi”, a właśnie złodziej miał jeszcze na tyle wstydu, by nie występować z oskarżeniem przeciw okradzionemu. Zaznaczył swoją obecność także pełnomocnik rzecznika praw obywatelskich: “To ewidentne złamanie prawa (mówi o ukaraniu złodzieja). Radziłbym temu mężczyźnie zaskarżyć sklep (w którym dokonał kradzieży) do sądu i jestem pewien, że wygra odszkodowanie. Przyłapany na kradzieży człowiek powinien być przekazany policji (patrz wyżej). Nikt nie ma prawa (…) poniżać jego godności”. (Cytuję za “Gazetą Wyborczą”). Widzimy na tym przykładzie, że urząd rzecznika praw obywatelskich rozszerza swoje uprawnienia na krępowanie rąk tym, którzy niechronieni przez państwo, sami bronią się przed przestępcami. Złodziej też ma godność, a godność według ideologii naszego państwa daje immunitet przed naturalną sprawiedliwością. Porównajmy opieszałość policji i prokuratury, gdy chodzi o ściganie przestępstw najdotkliwszych dla obywateli (wielcy aferzyści, konkurenci dla rządu, mało nas obchodzą), słabą wykrywalność przestępstw, zawieszenia wyroków itp. z tą skwapliwością interwencji urzędu rzecznika praw obywatelskich, gdy naruszona została godność złodzieja.
Kto w Polsce sprawuje realną władzę? Na górze oligarchia partyjna, na dole – na osiedlu, w pociągu, na polu namiotowym – panami są coraz częściej szumowiny. Kształtuje nam się demokracja oligarchiczno-lumpenproletariacka.

Wydanie: 36/2001

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy