Jajogłowi zrobieni w jajo

Wszyscy obdarzeni świadomością jajogłowi, czyli inteligenci obu płci łączą się, by agitować za wstąpieniem do Unii Europejskiej po to, by mniej gramotni, a więc chłopi i robotnicy, mieli lepiej.
Przez pierwsze trzy lata w Unii rolnik dostanie za hektar minimum 350 zł dopłaty bezpośredniej, przy 20 hektarach, jakie ma premier Kalinowski, daje to 7 tys. zł, z którymi każdy chłop zrobi, co będzie chciał. A co chłop robi z pieniędzmi, wie każdy mieszczuch, który znalazł się na wsi, choćby na wakacjach w swoim letnim domu, okradanym przez okoliczną ludność circa trzy razy do roku.
Nasza rodzina nie prowadzi daczy, ale wyjeżdżaliśmy kiedyś co roku na wieś i pamiętam, jak wyglądały zakrapiane nie wodą święconą wieczory. Jeden rolnik, co na nogach ustać nie mógł, prosił kolegów: „Ino mię wsadźcie na motór, to pojade, ino mię wsadźcie na motór”. I rzeczywiście, mimo moich protestów: panowie, proszę, nie puszczajcie go w tym stanie, które to protesty wzbudziły jeno śmiech pusty – „koledzy go nie żałują i na motór go ładują” – jak jacyś ułani rolni. Pojechał i tamtym razem dojechał.
Żebym nie była źle zrozumiana, ja chłopu nie zazdroszczę, niech sobie przepije 7 tys. rocznie, co mu z nieba spadły jak manna. W przeliczeniu na perszingi czy arizonę może wypaść nawet i dwie butelki dziennie. Ten, kto ma mniej hektarów, dostanie mniej, więc będzie poszkodowany, zaczną się waśnie, w ruch pójdą siekiery, sądy będą miały robotę, Mrożek zacznie znów pisać jak dawniej: „A może byśmy co zasiali? Iii tam…”, zaś dzieciaki jak nie miały gorącej zupy, butów i książek, tak i nie będą miały. Europejska kasa miała pierwotnie być przeznaczona na inwestycje, ale czy warto inwestować w rolnictwo? Iii tam…
Nikt nie zapewni kontroli prywatnych wydatków, zwłaszcza że chodziło o to, by tym szmalem zamknąć gęby niezadowolonych rolników i przechylić szalę na stronę wejścia do Unii. Gdyby z tych pieniędzy trzeba było się rozliczać, podniósłby się zaraz krzyk, zupełnie jakby matkę ziemię przymusowo kazali patriotom przegrywać w pokera. Na rzecz Niemców plujących nam w twarz, jak kanclerz Schröder, który splunął nam miliardem, co Sekciarze z Samoobrony i Ligi uznali za hańbę. Przyłączył się słynny koalicjant Podkański z PSL-u, wróg Zjednoczonej Europy, którego syn stoi na czele pewnej komisji, bardzo proeuropejskiej; oto przykład chłopskiego sprytu i poszanowania wartości euro. Syn nie odpowiada za ojca ani ojciec za syna, żeby to było jasne, ale dobrze, jak rodzina jest ustawiona na każdą okoliczność, na wieki wieków, amen.
Oczywiście, że dbały rolnik mający porządne gospodarstwo kupi za otrzymane pieniądze paszę dla świń, rozwinie nową gałąź w sadzie, ale…
Co mówi Pytia? Ona wieszczy, że znacznie więcej niż te 7 tys. na małorolnego łba będzie szmalu dla tak zwanego rolniczego lobby, w różnych agencjach, gdzie wszyscy krewni i znajomi królika, a może raczej tłustego wieprza, dostaną długoletnie posady, a jeśli zdarzy się pech i będą musieli odejść, to odprawy tych kolesiów będą jak wygrane w totolotka. A te agencje rządowe będą trwoniły pieniądze publiczne i nic człowieku na to nie poradzisz, wyssą kraik nasz do ostatniego euro. Kontrola nie jest mocną stroną Trzeciej Rzeczypospolitej.
A dlaczego inteligent nie dostanie nic, na przykład przez pierwsze trzy lata w Unii Europejskiej po 350 zł za rok nauki w szkołach i na uniwersytetach, a jeśli jest na ten przykład profesorem, to za lata spędzone nad doktoratem, badaniami naukowymi czy dydaktyką, jaką musi się zajmować, ucząc stada osłów?
Bo inteligent jest jednym z najbardziej pomiatanych bytów wolnej Polski, bez względu na to, kto stoi na czele. Jest upośledzony bardziej niż kobieta, pielęgniarka, prządka, szwaczka. Nie pójdzie pod urzędy czy Sejm, nie będzie palił opon ani rzucał koktajlami Mołotowa, bo jest wykształcony i jemu nie wypada. Dlatego też wszystkie rządy jak jeden mąż czniają inteligenta i robią jajogłowych w jajo.
Złodziej, bandzior, oszust, czy to prywatny, czy oficjel, to są panowie. Chłop jest Panem, choć rolnikiem jest. Górnik jest Panem, że ho ho, ostatnio dał się poznać jako pełen godności, co to sobie w kaszę dmuchać nie da, bo oto pewien złotousty związkowiec powiedział w przytomności milionów telewidzów: „Niech się nikomu nie śni, że górnik będzie zarabiał 1300 złotych”. Wśród oglądających dumnego Pana byli cienko przędący inteligenci, a więc adiunkci uniwersyteccy po wielu latach pracy, którzy dokładnie tyle dostają; pielęgniarki, których pensja podstawowa wynosi 800 złociszy, nauczyciele, policjanci, lekarze, emeryci, renciści, prządki, szwaczki, kasjerki z hipermarketów siedzące przy kasie i noszące pampersy, bo nie wolno im odejść ani na chwilę, żeby się, za przeproszeniem, odcedzić.
Praca górnika jest trudniejsza, cóż jednak zrobić, gdy węgla już nie trzeba, i jest tańszy, nawet jeśli pochodzi z Australii czy RPA? Między 25 a 40 zł za tonę, podczas gdy nasz kosztuje około 130-140 zł. Brak nowych miejsc pracy na Śląsku to błąd. Błędem jest jednak także to, że jajogłowy i pielęgniarka muszą płacić haracz, a końca fedrowania tego szmalu nie widać.
Górnik za pracą nie wyjedzie za granicę, pielęgniarka też nie, bo nie zwyczajni. Inteligent wyjedzie. I o to chodzi, żeby wszyscy jajogłowi wyjechali na roboty, a tu zostanie krew z krwi, kość z kości proletariat. Nasza Europa.

Wydanie: 1/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy