Markowa – to duża wieś nieopodal Łańcuta, w dzisiejszym województwie podkarpackim. Od roku 1985 istnieje tu mały skansen, a od roku 2016 – instytucja o szumnej nazwie Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów.
Idę najpierw do skansenu. Przewodnik objaśnia, że w Markowej żyły trzy kategorie chłopów: kmiecie, zagrodnicy i komornicy. Natychmiast kieruję się do chałupy zagrodnika. Czytam, że pochodzi ona z drugiej połowy XIX w. Mój pradziadek, Tomasz Bytnar, urodził się w roku 1862: był zagrodnikiem w nieodległej wsi Ostrów. Zatem jego dom i obejście musiały tak właśnie wyglądać.
Ale to wszystko, czego dowiaduję się w Markowej. Reszta jest już kłamstwem. Co bowiem znaczą obecne w skansenie informacje, że w średniowieczu okoliczne ziemie „przechodziły z rąk do rąk”? Przecież to były ziemie ruskie! Do Korony Królestwa Polskiego wcielił je – wraz z Rusią Halicką – dopiero Kazimierz Wielki. W Markowej, gdy tylko coś przeczy polskiej rdzenności, musi być przemilczane.
Skansen informuje też, że wieś powstała w XIV w. na prawie niemieckim oraz że założyli ją osadnicy. Ba! Ale jacy osadnicy? Skąd przybyli? Polscy władcy – poczynając od księcia śląskiego Bolesława Wysokiego – ściągali osadników z krajów niemieckich. Ściągał ich również Kazimierz Wielki. Założyciele Markowej przywędrowali z Saksonii, Łużyc i Dolnego Śląska. Byli Niemcami. Powstającą wieś nazwali Markenhof (Markhof). Ale to także przeczy polskiej rdzenności, więc musi być przemilczane.
A przecież tak Markowa, jak i sąsiednia, mniejsza od niej Albigowa (Helwygeshof, Helwigeshau, Helwigau) to były – w województwie ruskim Korony Polskiej – wyspy niemieckie. Po niemiecku mówiono tu prawie 400 lat: do pierwszej połowy XVIII w. I nikomu to nie przeszkadzało. Zaczęło przeszkadzać dopiero w wieku XIX, gdy pewien ksiądz patriota (w Polsce są sami księża patrioci) uznał, że nazwiska niemieckie trzeba wykorzenić: usuwał im więc ostatnią literę. I tak Teichman został Tejchmą (Józef Tejchma pochodził właśnie z Markowej), a Uhlman (Ulman) – Ulmą. I oto przede mną Muzeum Ulmów.
Zbrodnia dokonana w marcu 1944 r. przez nazistów (niemieckich i jednego czeskiego) była nawet w warunkach okupacji czymś niesłychanym. Za ukrywanie ośmiorga Żydów zapłaciła życiem cała markowska rodzina: Józef i Wiktoria Ulmowie oraz ich sześcioro dzieci w wieku
a.romanowski@tygodnikprzeglad.pl








