Nowy ład opozycji

Nowy ład opozycji

PiS ogłosiło Nowy Ład, który przechrzciło zgodnie z obecnym trendem na Polski Ład. Aż się dziwię, że tylko „polski”. Właściwie mogli to nazwać jeszcze bardziej patriotycznie Nowy Polski Ład Narodowy. Opozycja się martwi, że ten „ład”, Polski Ład (narodowy w domyśle), to faktycznie program wyborczy PiS, który może się okazać skuteczny i PiS dzięki niemu wygra kolejne wybory. Zaczęły się też spekulacje, czy to aby nie znaczy, że PiS planuje wcześniejsze wybory. Nie sądzę. Ziobro ani Gowin nie są zainteresowani wcześniejszymi wyborami, bo mogłyby one oznaczać koniec ich obecności w Sejmie. Opozycja także do wcześniejszych wyborów się nie pali, bo nie jest na nie gotowa, a za dwa lata może już będzie. Skądinąd można podejrzewać, że jeszcze nie będzie. Nie przeceniałbym również porywającej elektorat siły Polskiego Ładu. Teraz dopiero ekonomiści i część publicystów rozważają, jakie będą realne skutki złożonych przez PiS obietnic. Kto na tym zyska, kto straci. Elektorat PiS, podobnie jak większość społeczeństwa, nie bardzo rozumie, co się stanie, gdy ten „ład” zostanie wprowadzony, i co w gruncie rzeczy z niego wynika. „Pińcet plus” – to było coś realnego, konkretnego, od razu odczuwalnego. A teraz? Jakieś manipulacje podatkami, jakieś niejasne obietnice, że tak w ogóle to dopiero teraz będzie lepiej, wszystko jakieś mgliste i niejasne. W obietnice ludzie wierzą już mniej. Ile to już razy miało być lepiej, jeszcze tylko trochę „trzeba zacisnąć pasa”… Opozycja, zamiast przedstawić swoją koncepcję „pocovidowego ładu”, a przy okazji objaśniać ludziom („w prostych żołnierskich słowach”, tak by każdy zrozumiał, co się do niego mówi), jakie są niekonsekwencje tego „ładu” pisowskiego, jakie wynikają z niego niebezpieczeństwa, zamiast pokazywać, czego w tym projekcie brakuje (poprawy opieki zdrowotnej, ochrony środowiska, klimatu i wielu innych rzeczy), zajmuje się sobą. Najpierw Platforma obraziła się na Lewicę i wbrew faktom krzyczała, że oto Lewica staje się koalicjantem PiS. Później jej część zaczęła kwestionować przywództwo Budki. Następnie wyrzuceni zostali dwaj posłowie, Zalewski i Raś, za kontestowanie linii partii (to była jakaś linia?). Później Platformę opuściła europosłanka Róża Thun. Opuściła nie z solidarności z wyrzuconymi, jak mogło w pierwszej chwili się wydawać, tylko dlatego, że PO nie potrafiła zająć jednoznacznego i zrozumiałego dla jej elektoratu stanowiska w sprawie unijnego Funduszu Odbudowy. Jeszcze wcześniej Bronisław Komorowski zapowiedział, że chce tworzyć jakąś chadecję. Wątpię, czy dla Komorowskiego i jego chadecji członkowie i sympatycy PiS porzuciliby swoją partię, gdyby więc taka chadecja powstała, urwałaby Platformie jakiś procent lub dwa elektoratu. Tymczasem sondaże PO spadły. Jej poparcie ustabilizowało się na poziomie ok. 12%. Widmo rozpadu stało się realne. Wystraszeni posłowie zebrali się na wielogodzinnych naradach. Jedynym ich efektem było to, że po wielokroć przeczołgany przez członków własnej partii Borys Budka pozostał na jej czele. Czy jego autorytet się wzmocnił? Wątpię. Przestraszona groźbą rozpadu i spadającymi sondażami Platforma zawarła na chwilę wewnętrzny rozejm. Sam ten fakt tak rozochocił jej parlamentarzystów, że odzyskali na moment dawną pewność siebie. Co w wielogodzinnych rozmowach ustalili posłowie PO? Rzeczy wielkie i zaprawdę wymagające wielogodzinnej dyskusji oraz wysiłku intelektualnego! Ustalili mianowicie, że partię trzeba wzmocnić, bo Platforma musi być silna. Trzeba zatem wzmacniać struktury i zachować jedność. Ustalili też, że dobrze by było odsunąć PiS od władzy. Nieść społeczeństwu jasny przekaz. Trzeba także zjednoczyć wokół Platformy całą opozycję. Jak widać, PO wciąż niczego się nie nauczyła. W szczególności nie pozbyła się arogancji. Jeśli się chce jednoczyć opozycję, trzeba wszystkie opozycyjne ugrupowania traktować jako równorzędnych partnerów, a nie jak klientów i przystawki. Zwłaszcza w sytuacji, gdy ruch Hołowni w sondażach dawno już wyprzedził Platformę, a poparcie dla Lewicy w ostatnich badaniach jest w sumie niewiele mniejsze niż dla PO. Zamiast zaproponować ugrupowaniom opozycyjnym jakiś okrągły stół, Platforma proponuje im swoje przywództwo! I znów się obrazi, że te ugrupowania nie chcą jej przywództwa uznać, i będzie je wyzywać od koalicjantów PiS. Wątpię, czy to skuteczna droga do konsolidacji opozycji. Jest to z pewnością droga do tego, by po raz kolejny

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2021, 22/2021

Kategorie: Felietony, Jan Widacki