Miejsce spotkań

Miejsce spotkań

Slogan reklamujący Wrocław i wykorzystywany przez władze miasta brzmi: „Miejsce spotkań”. Miało to być nawiązanie do słów papieża Jana Pawła II o Wrocławiu jako miejscu spotkań tradycji duchowej Wschodu i Zachodu, wypowiedzianych podczas Kongresu Eucharystycznego w 1997 r. Obserwując ostatnie wybryki lokalnej nacjonalistycznej prawicy, można złośliwie stwierdzić, że coraz częściej jest to miejsce spotkań „prawdziwych Polaków” ze wszystkimi, którzy im nie odpowiadają. W dodatku spotkań raczej niemiłych i nieplanowanych.
Niewielu jednak wie, że papież, używając tego określenia w odniesieniu do Wrocławia, popełnił pewnego rodzaju plagiat. Wcześniej miejscem spotkań nazywali swoje tereny Indianie Ameryki Północnej z plemienia Irokezów. W języku Irokezów i Huronów słowo kanata oznaczało osadę lub właśnie miejsce spotkań. Stąd pochodzi nazwa dzisiejszej Kanady. I jest to obecnie rzeczywiste, a nie tylko reklamowane miejsce spotkań różnych kultur.
Kanadyjskie flagi wywieszone w obywatelskim czynie w Toronto, w dniu obchodzonego 1 lipca święta narodowego, powiewają wraz z tęczowymi flagami wyrażającymi solidarność z mniejszościami seksualnymi. Trudno to tłumaczyć nawet tym, że ostatni tydzień czerwca w największym kanadyjskim mieście to światowy festiwal gejów i lesbijek. W mieście, gdzie wszyscy należą do jakiejś mniejszości etnicznej, kulturowej czy religijnej, wsparcie dla mniejszości seksualnych jest odruchem niemal spontanicznym. Trudno sobie wyobrazić w Polsce 11 listopada biało-czerwone flagi wywieszone w oknach i na balkonach obok flag tęczowych. Na razie jest to możliwe tylko na ulicy, gdzie po przeciwnych stronach barykady znajdują się dwa wrogie plemiona oddzielone nienawiścią, agresją i polską frustracją. Podczas tych rytuałów jedna strona chce zniszczyć i spalić nie tylko wielobarwną tęczę, ale i wszystko, co nie pasuje do wąskich definicji polskości.
W Toronto, w którym na ulicach każdego dnia pobrzmiewa przeszło 20 różnych języków, aby wspólnie żyć, trzeba znaleźć zrozumiały dla wszystkich język tolerancji i poszanowania dla różnorodności oraz odmienności kulturowej. W polskich warunkach odmienność i różnorodność jest z założenia podejrzana, a spontaniczna aktywność budzi niepokój sił porządku i kontroli.
I nawet Rob Ford, wywodzący się z partii konserwatywnej, uzależniony od narkotyków kontrowersyjny burmistrz Toronto, oraz Nikki Benz, kanadyjska gwiazda filmów porno o ukraińskich korzeniach, która zamierza jesienią walczyć o fotel burmistrza, wpisują się w multikulturowy klimat miasta złożonego w co najmniej 50% z imigrantów.
Spośród najbogatszych państw grupy G8 właśnie Kanada szczyci się najszybszym przyrostem liczby ludności. W innych krajach G8 liczba mieszkańców nie zmienia się lub maleje. Kanada zawdzięcza to głównie przyjaznej polityce wobec imigrantów z całego świata – od 2003 r. do chwili obecnej liczba ludności wzrosła z 31 do 35 mln.
Kanada przyciąga nie tylko praktyczną tolerancją i otwartością kulturową. Także dobrymi dochodami i przemyślaną polityką socjalną. Wspiera edukację oraz ułatwia dostęp do służby zdrowia, który jest o wiele lepszy niż w USA. Jak głosi reklama w metrze w Toronto, trzeba „wspierać publiczny transport, a nie prywatne zyski”. Dbałość o sferę publiczną czuć na każdym kroku.
Polska wciąż czeka na głęboką rewolucję mentalną i kulturową, która zerwie kajdany represji, przewietrzy konserwatywny zaścianek i otworzy okna na nowe idee. Czas także uczyć się od innych, że państwo ma służyć obywatelom, a nie kontrolować, represjonować i karać za jakąkolwiek oddolną aktywność. Na razie bowiem spodziewać się możemy domykania okiennic przed kamieniami i okrzykami nienawiści tych, którzy mają czarno-białe wizje świata, nie znają innych języków i boją się kulturowej odmienności.
Jeśli już elity władzy w Polsce chcą budować solidne pomosty między nami a Ameryką Północną, niech wybiorą Kanadę zamiast Stanów Zjednoczonych. Kanadyjczycy są otwarci i nie upokarzają Polaków wizami, tak jak Amerykanie. Kanadyjska siostra jest spokojniejsza i zdecydowanie bardziej przyjazna niż agresywny Wielki Brat z Waszyngtonu.

Wydanie: 28/2014

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy