Dwa zdarzenia z dziejów naszych…

Dwa zdarzenia z dziejów naszych…

Pierwsze to uchwalenie w 1791 r. Konstytucji 3 maja. Bez rozlewu krwi osiągnięto niemal to, co we Francji wymagało tysięcy ofiar rewolucji. Szlachta rezygnowała z części swych przywilejów. Nadrobiono szkodliwe zaległości ostatnich 200 lat. Nowocześnie urządzono państwo, władzę króla uznano za pochodzącą na równi „z łaski Bożej”, jak i „z woli narodu”. Władze zgodnie z koncepcją Monteskiusza rozdzielono, uporządkowano prawo, potwierdzono prawa mieszczan, włościan oddano pod opiekę rządu. Wybitny polski historyk Władysław Konopczyński nazwał Konstytucję 3 maja „wiekopomnym dziełem, tworem polskiego oświeconego i niepodległego ducha, wielkim zwycięstwem nad swojską słabością, szczęśliwym rozwiązaniem tych ustrojowych zagadnień, które wszystkie narody lądowo-europejskie miały dopiero w XIX wieku podjąć za przewodem Francji”, a w innym miejscu: „poświęcając wolność jednostek starano się ugruntować wolność narodu, to jest niepodległość”.
Nic też dziwnego, że chociaż zapoczątkowane uchwaleniem konstytucji dzieło trwało krótko, zniweczone przez konfederację targowicką i wojska rosyjskie, wywarło ogromny wpływ na polskie myślenie polityczne, stanowiąc dla niego istotny punkt odniesienia. Sama zaś konstytucja przez całe lata była symbolem nie tylko dążenia do naprawy i umocnienia państwa i ocalenia jego niepodległości, ale przede wszystkim symbolem narodowej zgody.
W owe lata szczęśliwe, gdy senat i posły
Po dniu Trzeciego Maja w ratuszowej sali
Zgodzonego z narodem króla fetowali;
Gdy przy tańcu śpiewano: „Wiwat Król kochany!
Wiwat sejm, wiwat Naród, wiwat wszystkie stany!”
Nie brakło jednak i takich, dla których Konstytucja 3 maja i całe dzieło Sejmu Czteroletniego były zamachem na złotą wolność, „warszawskim szałem”, podejrzanym dziełem masońskim, owocem pruskiej intrygi.
Drugie wydarzenie miało miejsce blisko 200 lat później.
W Warszawie zakończył się Okrągły Stół. Opozycja demokratyczna skupiona wokół Lecha Wałęsy i „Solidarności” zawarła historyczny kompromis z dotąd rządzącymi w Polsce komunistami. Rządząca partia zrzekła się swego monopolu na władzę. Odrodziła się „Solidarność”. Uzgodniono termin pierwszych prawdziwych – choć jeszcze nie całkowicie wolnych – wyborów 4 czerwca 1989 r.
Potem wydarzenia potoczyły się już lawinowo. Nad Polską znów zabłysła „jutrzenka swobody”. Powstał pierwszy po wojnie niekomunistyczny rząd Tadeusza Mazowieckiego. Rozpoczęto gruntowną naprawę państwa.
Niebawem runął mur berliński, „jesień ludów” ogarnęła całą Europę Środkową i Wschodnią. Rozwiązano Układ Warszawski i RWPG. Wyprowadzono z Polski wojska rosyjskie. Zapoczątkowany został proces, którego ukoronowaniem było przyjęcie Polski do NATO i Unii Europejskiej. Wolna, demokratyczna Polska stała się pełnoprawnym członkiem politycznej wspólnoty Zachodu.
Okrągły Stół był jedynym rozsądnym wyjściem z patowej sytuacji. Po strajkach w 1988 r., które miały minimalne poparcie społeczne, strona solidarnościowa przekonała się, że nie licząc uwarunkowań zewnętrznych, nie ma dość siły, by obalić komunizm w Polsce. Strona rządząca, zwłaszcza liberalne odłamy PZPR zrozumiały, że dalej rządzić tak jak dotąd już się nie da.
Okrągły Stół – odbyty przy aktywnym udziale Kościoła katolickiego – doprowadził do kompromisu. PZPR rezygnowała z monopolu władzy. Dalsze wypadki pokazały po kilku miesiącach, że nie miała już dość siły ani nawet woli, by trwać. Ostatni I sekretarz KC PZPR, Mieczysław Rakowski, kazał „wyprowadzić sztandar”.
Zaczęła się nowa epoka.
Okrągły Stół był w historii Polski wydarzeniem na miarę Konstytucji 3 maja.
Wyrósł z jej ducha – z ducha narodowej zgody. Rządzący bezkrwawo zgodzili się oddać władzę. Ci, którzy ją przejęli, wyrzekli się odwetu.
Wyrzeczenie się odwetu nie znaczyło ogłoszenia amnestii czy abolicji. Zbrodnie poszczególnych funkcjonariuszy dawnego reżimu były ścigane przez prawo. Odrzucono jedynie odpowiedzialność zbiorową. Wszystkim, którzy chcieli, pozwolono w nowych warunkach pracować dla Polski.
Gdy dziś się słyszy, że Okrągły Stół był zdradą, dogadaniem się „czerwonych z różowymi”, spiskiem służb specjalnych i ich agentów i inne jeszcze epitety, które kiedyś z zażenowaniem i przy udziale psychiatrów będą analizować historycy, przypomina się to wszystko, co kiedyś wygadywano o Konstytucji 3 maja: że masoński spisek, pruska intryga…
Czy ktoś dziś pamięta nazwiska tych, którzy te spiskowe teorie niegdyś wypowiadali?

Wydanie: 17-18/2007

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy