Polityka wszystkich azymutów

Polityka wszystkich azymutów

W „Taśmach Kaczyńskiego” drukowanych w „Ale Historii” znajdujemy takie oto prawdziwe twierdzenie: „Gdyby Polska naprawdę odzyskała niepodległość w ’45 roku i gdyby ci ludzie (proradziecka lewica z komunistami na czele) znaleźli się w Polsce, to przecież [to była] zdrada główna w najczystszym tego słowa znaczeniu i w najłagodniejszych liberalnych państwach za zdradę rozstrzeliwano, więc wtedy zapłaciliby głowami”. Tak zwany bieg historii był jednak inny i to KPP-owcy rozstrzygali, kto się dopuścił zdrady głównej i musi zapłacić za to głową. Prawdą jest również, że w liberalnej Francji powojenna władza szafowała wyrokami śmierci na swoich politycznych przeciwników. I w innych krajach, które wyszły z wojny politycznie wrogo podzielone, było podobnie. Już w czasie wojny, pod jej koniec, w Polsce widać było zapowiedzi wojny domowej, bo wrogość dzieliła nie tylko AK i lewicowe oddziały partyzanckie, lecz występowała w samej Armii Krajowej. Bataliony Chłopskie nie dały się bezproblemowo wcielić do AK, dochodziło do zbrojnych starć.

Polityka historyczna skupia uwagę na terrorze wprowadzonym przez komunistów, na okrucieństwach i niegodziwościach popełnionych przez władzę. Nic dziwnego, że na tym się skupia, bo przez kilkadziesiąt lat nie mówiono o tym pełnej prawdy. Ta prawda była jednak ludziom znana, jeśli o mnie chodzi, to nie dowiaduję się od IPN niczego ważnego, czego bym od dziecka nie wysłuchiwał aż do znudzenia. Niech nie udają ci i owi, że nie wiedzieli, co się w Polsce po wojnie działo, i dopiero IPN ich oświecił w materii terroru.

Prawda o faktach to jedno, a nauki polityczne wyprowadzone z tej prawdy to drugie. Otóż panująca władza wtłacza ludziom do głów razem ze stronniczo wyselekcjonowanymi faktami także fałszywą filozofię polityczną.

Cytowana wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego poucza nas, że terror i zabijanie przeciwników politycznych nie są zrośnięte z jedną tylko władzą, mianowicie KPP-owską. Gdyby historia inaczej się potoczyła – mówi Kaczyński – i władzę przejął obóz „niepodległościowy”, czyli AK i rząd londyński, to komuniści ze swoimi sojusznikami „zapłaciliby głowami”, o ile ośmieliliby się znaleźć w Polsce. Tak więc w Polsce nie było innej prawdopodobnej opcji, jak tylko terror lewicowy (ten się urzeczywistnił) lub prawicowy, pożądany przez Kaczyńskiego. Dyskutujcie, drodzy rodacy, który był bardziej pożądany, bo tylko tyle możecie.

Biorąc sprawę teoretycznie, Polska mogła być wyzwolona przez aliantów zachodnich. Na taką ewentualność mieliśmy rząd londyński i podległą mu Armię Krajową. Naród pragnął ze wszystkich sił, aby Polska była wyzwolona przez Amerykanów i Anglików. Jednakże od Stalingradu i następnych wielkich bitew na wschodzie – dla Jana Karskiego wcześniej, dla Nowaka-Jeziorańskiego później – stało się jasne, że Armia Czerwona w swym pochodzie na Berlin zajmie Polskę. Czy w takim razie rząd nie był nam potrzebny? Czy Polacy zyskaliby coś na tym, gdyby radzieccy bezpośrednio sprawowali władzę w Polsce? Jest oczywistością, że podczas wojny naród polski potrzebował dwóch ośrodków pretendujących do objęcia władzy: prócz londyńskiego także moskiewskiego. Na Zachodzie potrzebny był Sikorski, a na Wschodzie nie mniej zasłużona dla sprawy polskiej była Wanda Wasilewska. Nie mniej? A może bardziej niż rząd londyński, z którego działalności nic realnego nie wynikło. Nie mylmy politycznego teatru z realną polityką. Zachodnie mocarstwa sojusznicze nie zwlekały z uznaniem polskiego rządu, którego współtwórczynią była Wasilewska. Nie zrobiły tego z sympatii do komunizmu czy Związku Radzieckiego, lecz w celu ustanowienia porządku w naszej części Europy. Dzięki temu rządowi jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, i mamy to, co mamy. Co mamy do zawdzięczenia rządowi Sikorskiego i Mikołajczyka, tego nie wiem i chętnie dam się oświecić politykom historycznym z IPN.

Wanda Wasilewska nie wróciła do Polski, ponieważ wiedziała, co rodacy o niej sądzą w swoich niezbyt roztropnych głowach. Nawet komuniści nie za bardzo chcieli się z nią afiszować, ponieważ wraz z objęciem władzy przejęli tradycję niepodległościową i antyrosyjską początkowo jako decorum, ale z czasem decorum, stopniowo, niemal niepostrzeżenie, stawało się rzeczywistością. Dlaczego Kaczyński kwalifikuje zalegalizowaną po wojnie władzę jako zdradziecką, która powinna być rozstrzelana, to nie jest jego słodka tajemnica, lecz fałszywe pojmowanie polityki narodowej, które post-Solidarność narzuciła całemu krajowi.

Żadna partia nie może pretendować do posiadania absolutnej racji, bo jest tylko partią, czyli częścią. Jeśli o drugiej mówi, że jest zdradziecka (jak morda…), to przez złośliwość. Na zmienne koniunktury są potrzebne różne partie.

Patriota dobrze mówi po polsku. Jak świadczą zapiski i nagrania, Wanda Wasilewska pięknie mówiła po polsku, takiej polszczyzny i dykcji dziś się w Polsce nie usłyszy.

Wydanie: 26/2018

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy