Z psychopatologii władzy

Z psychopatologii władzy
Zdarza się, że do władzy dorywają się szaleńcy. Czasem dziedzicząc tron, jak Neron albo Vlad Tepes (bardziej znany jako Drakula) czy Iwan Groźny. Czasem jednak władzę zdobywają w sposób demokratyczny (jak np. Adolf Hitler). Zawsze łączy ich jedno. Są owładnięci jakąś ideą i czują wewnętrzny przymus, by ją realizować.
Mają, jak pisał kiedyś nasz znakomity psychiatra Antoni Kępiński, „awersję do tego, co z tą ideą niezgodne, przede wszystkim do tych, którzy nie są jej wyznawcami. Obraz świata upraszcza się do biało-czarnego, ludzie dzielą się na »wierzących« i »niewierzących«, pierwsi są dobrzy, drudzi – źli”.
Szaleńcy u władzy zawsze mają swoich wyznawców. Wspomniany Antoni Kępiński tłumaczy to w ten sposób, że „przyjęcie danej ideologii redukuje niepewność związaną z samym faktem istnienia, z koniecznością wyboru właściwego zachowania spośród wielu możliwych”.
Im idea bardziej obłędna, tym daje prostsze wytłumaczenia skomplikowanych zjawisk społecznych. Takimi ideami były zawsze rewolucje, a na ich czele stawali zawsze ludzie o głęboko zaburzonych osobowościach.
Rewolucja i rewolucjoniści cele zwykle mają szlachetne, ale utopijne, w dodatku z reguły, nawet jeśli cel byłby (to rzadkość) realny, źle dobierają drogi dojścia do tych celów. Czynią tak, bo lekceważą naukę i zwykle są w konflikcie ze środowiskiem uczonych, do którego z reguły nie mają zaufania, głównie dlatego, że środowisko to nie podziela ich prostych sposobów na naprawę świata.
Każde niepowodzenie rządzących szaleńców daje się wytłumaczyć przez działanie wroga. Musi on być wskazany, ale najlepiej nie do końca zdefiniowany. Może to być Żyd, mason, wróg klasowy, kułak, agent albo jakiś tajemniczy układ. Im bardziej nie można go znaleźć lub choćby zidentyfikować, tym bardziej wydaje się on niebezpieczny.
To dlatego w miarę postępu rewolucji zaostrzać się miała walka klasowa.
Psychopatologia zna pojęcie osobowości paranoicznej (lub paranoidalnej). Osobnik o takich cechach osobowości charakteryzuje się nadmierną wrażliwością na niepowodzenie i odrzucenie. Ma wyraźną skłonność do długotrwałego przeżywania prawdziwych lub tylko subiektywnie przeżytych przykrości. Nie wybacza prawdziwych lub urojonych krzywd i przeżytego lekceważenia. Ale przede wszystkim jest podejrzliwy, koncentruje się na niepotwierdzonych „spiskowych” wyjaśnieniach otaczających go wydarzeń.
Osobnicy o osobowościach paranoidalnych chętnie poświęcają się idei. Łączą w grupy jej współwyznawców.
Gdy do symptomów osobowości paranoidalnej dojdą urojenia i omamy, zwłaszcza zaś takie jak urojenia prześladowcze, urojenia szczególnej misji, gdy chory słyszy głosy coś mu nakazujące albo zagrażające, gdy zaczyna widzieć szatana albo wysłanników innych ciemnych mocy, mamy już do czynienia z chorobą psychiczną zwaną paranoją lub obłędem.
Chory oczywiście jest przekonany, że jest zdrowy, i tym bardziej nienawidzi tych, którzy jego objawy dostrzegają i coś mu próbują tłumaczyć. Ponieważ są to zwykle osoby mu najbliższe, one także zostają zaliczone do wrogów, uczestników spisku, spisku coraz bardziej wszechogarniającego, coraz groźniejszego. Im ten ktoś był bliższy, tym jego urojona zdrada boleśniejsza, tym bardziej zasługująca na potępienie. To dlatego mówi się, że rewolucja zjada własne dzieci.
Człowiek o osobowości paranoidalnej dostrzega oczywiste jego zdaniem związki przyczynowe między zupełnie przypadkowymi i niezależnymi zjawiskami.
Wszystko łączy mu się w logiczną całość: to czytelne i oczywiste działania wrogów, spiski, złowieszcze układy, agenci. Więc rusza je zwalczać z coraz to większą energią i determinacją i z coraz mniejszym poczuciem rzeczywistości.
Nie uznaje dialogu, dyskusji. Nie dyskutuje, tylko walczy i tym bardziej się obraża. Na wszystkich: na przeciwników, na nie dość wiernych sojuszników, na cały świat.
Nie próbuje przekonać do swojego zdania, a już bynajmniej nie trudzi się, by wysłuchać zdania oponenta. Chce go zniszczyć, bo oponent to wróg, który na pewno chce jego zniszczyć, więc musi go w tym ubiec.
Po co zresztą słuchać oponenta? Paranoik rozumuje tak: skoro ja mam rację (a mam ją z definicji), ja chcę samego dobra, a on chce czegoś innego, to znaczy on chce zła. Do zła nie mogę dopuścić.
Mam cel wielki. Tak wielki, że musi uświęcać środki. Salus revolutiae suprema lex (dobro rewolucji najwyższym prawem), uważali zawsze wszyscy rewolucjoniści, od rewolucji francuskiej poprzez bolszewicką do moralnej.
Rządy paranoików są niebezpieczne, prowadzą do nieszczęść. Doświadczyła tego po wielokroć Europa.
Paranoja na szczytach władzy jest niebezpieczna, zaraźliwa, epidemiczna.
Jak mówi pewien znany psychiatra, paranoja w takich razach z choroby zmienia się w doktrynę.
Powie ktoś, że to wszystko, co napisałem, jest jakieś takie abstrakcyjne, ogólne. A tak. Abstrakcyjne, ogólne, bez szczegółów, a zwłaszcza przykładów. „Szczegóły w gazetach”, jak mawiał Haszek.
Mało wam? Czytajcie gazety.
Wydanie: 34/2007

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy