24 grudnia. Betlejem – kometa nad stajnią

Teledelirka

Siała Baba mak, nie wiedziała jak, a Dziad wiedział, ale oczywiście nie powiedział. Święta za pasem, mak na makowiec od baby zakupiony. Jakoś sobie baba poradziła, choć nieużyty dziad zachował tajemnicę. Inaczej niż eksperci w reklamach proszków, zawsze usłużni, wyrastają jak agenci służb z klinik specjalnych, by głupiej babie objaśnić świat, bo jak sama nazwa wskazuje, niewiasta to ta, co nie wie. Eksperci niewiastom z reklam powiedzą wszystko. Normalna kobieta takich rewelacji w ogóle nie słucha.
Tych speców, co wiedzą, jest coraz więcej i coraz więcej jest nowin. Ostatnia to ta, że panna porodziła syna. Wyobraźcie sobie, Kochani Czytelnicy, że działo się to w moje urodziny, bo tego dnia matka moja i mnie powiła, choć zgłosiła, że było to 23, a nie 24, no bo jak można narażać dziecko na to, że dostanie jeden prezent zamiast dwóch?
Tak dokładnie nikt nie wie, co naprawdę zdarzyło się w Betlejem, w ziemi judzkiej. To jednak tylko kwestia czasu, dobrze poinformowani wyjaśnią, co tej Żydówce się przytrafiło. Czy jest coś o tym w kalendarzu opublikowanym w „Trybunie”, należącym do niejakiego G., zootechnika, co naciął parę firm na niezły szmalec? Może znajdzie się notatka i na ten temat: „24 grudnia. Godzina X. Betlejem. Grupa Święta Rodzina w niebezpieczeństwie. Kometa nad stajnią. Planowana akcja – wybuch wszechświatowej radości”. A potem: „6 stycznia. Kasper – Maur – przemyca przez granicę kadzidło. Melchior ma dostarczyć złoto. Baltazar mirrę. Spotkanie w stajence. Towar wręczono niemowlęciu imieniem Jezus Chrystus. Obecna była przy tym jego matka, Maria, oraz jej mąż, Józef. Agent ukrywał się pod postacią osiołka”. Pasuje?
W teledelirce, tej na ekranie, dotyczącej jubileuszu dziesięciolecia Radia Maryja, pokazał się w którymś dzienniku ekspert ludowy. Wyjaśnił widzom leżącym przed telewizorami, że gdyby nie to katolickie na wskroś i w poprzek radio oraz jego marynowany w narodowym occie ociec grzybek, Polska byłaby już rozszarpana przez masonów. Potem niestety pokazała się olbrzymia, jakby symboliczna dłoń zasłaniająca obiektyw i dalsze rewelacje ucięto.
Zauważyłam jedną ciekawą rzecz w tej wypowiedzi, a mianowicie rozbitą zbitkę, bo dotąd zawsze w takich razach wołano: „Żydzi i masoni”, a tu nagle sami masoni? Spuścił też z tonu poseł Wrzodak z Ursusa, kandydujący do Sejmu z całkiem innego miasta, bo u siebie nigdy by nie wszedł do parlamentu. Tak twierdzą jego przyjaciele, co zazdroszczą mu, że przywódca związkowy ma piekarnię i trzy bryki, całkiem niezłe jedna w drugą (jak jedna się zepsuje albo ta śnieżnobiała się zabrudzi, to druga i trzecia są na chodzie, biznesmen musi być przezornie zabezpieczony). Ot, ludzka zawiść, dorobił się chłopak, bo uczciwie pracował i tyle. Kto nie wierzy, może poczytać o tym w Internecie. Otóż ów przedstawiciel klasy pracującej przestał ostatnio mówić o starozakonnych, a posługuje się w telewizyjnych programach „międzynarodowym kapitałem” i „bankiem światowym”. Niby to samo, a jednak nie to samo. Tak to poprawność polityczna niszczy rasowego przywódcę robotniczego. Jeszcze chwila, a zacznie wmawiać nam, że nie ma żadnego ogólnoświatowego spisku.
Choć nie, teraz to niemożliwe, bo spisek spiskiem pogania. Rewelacje bombardują nas co dzień, choć na szczęście na razie jeszcze nie dosłownie. Gdy 11 września dwa wieżowce padły na kolana, mówiło się, że świat nigdy nie będzie już taki sam. Dwa dni po tym wydarzeniu w swoim dzienniku napisałam: „Wieczorem kolejna porcja globalnego strachu. Obawiam się, że teraz ujawnią się wszyscy wariaci na całym świecie i każdy będzie coś chciał wysadzić, bo takie kataklizmy wyzwalają uwięzione w chorych mózgach paranoje”. To samo tyczy się wąglika.
Twierdzę, że nie ma bardziej spójnego systemu niż paranoja. W mózgu dotkniętym tą straszną chorobą wszystko wiąże się ze wszystkim w jedną całość. I dzieje się tak, że nawet siejąca mak baba jest podejrzana.
No bo jak? Siała Baba mak, mimo że nie wiedziała jak? A Dziad wiedział, nie powiedział? Oczywiście, że Dziad wiedział, ale nic nie mówił, bo nie w ciemię bity. Siedzi w pudle, to teraz jedyne bezpieczne miejsce. Zwłaszcza od czasu, gdy został telewizyjną gwiazdą w filmie, w którym wyjaśniał, że to nie on jest „Dziadem”, lecz inny facet o tym samym pseudonimie. A „Baba”? Jak na razie nie wiemy jeszcze, kto kryje się pod tą ksywą, czy prawdziwa baba, czy też raczej jakiś dziad, gangster z lekka zniewieściały, bo świat przestępczy oprócz zabijania oraz łupienia społeczeństwa cechuje się specyficznym poczuciem humoru. Pamiętam, że jąkająca się prostytutka urzędująca zimą na naszej klatce nazywana była Bachą spikerą. Myślę więc, że mafia oszczędzi G., wywiadowcę amatora, i nie sprzątnie go jako niebezpiecznego faceta, co wie za dużo, zanim wyląduje on razem z tym, co mu uwierzył, tam, gdzie powinien. W moim ulubionym serialu własny stryj chciał sprzątnąć bratanka Tony’ego Soprano tylko za to, że ten chodził do psychiatry, bo nigdy nie wiadomo, czy niepoczytalny osobnik czegoś podczas terapeutycznego seansu nie wypaple.
Mam wielką nadzieję, że święta dadzą nam wszystkim odetchnąć od żenującego spektaklu, jaki idzie na okrągło w białym, okrągłym teatrze, jak i w naszych kukiełkowych teatrzykach domowych uruchamianych za pomocą pilota i że przynajmniej my nie wpadniemy w paranoję i pozostaniemy zdrowi fizycznie i psychicznie, czego sobie oraz moim Drogim Czytelnikom z głębi serca życzę.

 

Wydanie: 51/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy