Nasza kasa polityczna

Organizm człowieka ma to do siebie, że za pomocą szczepionek albo też, jeśli jest dostatecznie silny, sam z siebie uodparnia się na różne choroby wywoływane przez bakterie, wirusy oraz inne syfy. Organizm faszerowany antybiotykami po pewnym czasie przestaje na nie reagować, przestaje walczyć i coraz bardziej chyli ku ziemi poradlone czoło, aż do całkowitego baterii wyczerpania, a gdy już odporność straci, wtedy człowiek kopie w kalendarz.
Tak jest i w polityce, gdzie zapanowała ciężka choroba – społeczna alergia, na którą nie ma lekarstwa, bo ludność uodporniła się, pobierając końskie dawki leków w postaci obiecanek cacanek. Publika nie reaguje na zjawiska typu Samoobrona atakuje czy Strąk Stojący ani też na popisy werbalne w Sejmie. Widownia przestała też przejmować się występami w Komisji Śledczej, sensacyjnymi konferencjami prasowymi, świeckimi orędziami i oświadczeniami. „Telewizja pokazała, a uczeni potwierdzili”, że zacytuję Jacka Kleyffa z Salonu Niezależnych, a więc potwierdzili, że „na dzień dzisiejszy” Barbarzyńcy wygrali ze Złodziejami. Kolorowe pisma (wszystkie są kolorowe) pobladły ze strachu po słupkach kolejnego sondażu.
Społeczeństwo w sondażach plecie jak Piekarski na mękach albo świadkowie na spytki wzięci przez Komisję Śledczą. Na pytania odpowiada jak potłuczone. We wtorek popiera Leppera i chce coś przyblokować, w piątek w odruchu pokutnym kokietuje Rokitę, w poniedziałek – dzień pracy na kacu po długim weekendzie – nienawidzi Giertycha, w środę popiera Janika, ale chce szmalu na parowozy, w czwartek pożąda Banachowej oraz Borowskiego, w sobotę jednym okiem mruga do Izy Jarugi, drugim do braci Kaczyńskich.
W kolejnym tygodniu – zmiana. Chwilowa sympatia okazuje się chwilową antypatią, krótkotrwała miłość równie nietrwałą nienawiścią, szacunek błyskawicznie przeradza się w pogardę. Dlaczego? Dlatego że partie wyraźnych rysów twarzy nie mają, raz postać ciotki dewotki przybierają, raz znów wuja, że się brzydko wyrażę – demagoga, co uzdrowić chce wszystko. Istne transformersy, złodziej bez trudu zamienia się w barbarzyńcę, a barbarzyńca w złodzieja. Ideologia podobna, dlatego wydaje się, że społeczeństwo kapryśne jest.
Przychodzi ankieter do społeczeństwa, a ono: dajcie mi święty spokój, zdaje się mówić i odpowiedzi na odczepnego udziela losowo. Co robić? – zastanawia się nasza kasa polityczna. Klasa kasę za zasiadanie w ławach zgarnia. Niby chce wcześniejszych wyborów, ale cóż, kiedy pewności nie ma, czy załapie się w nowym rozdaniu. Bo społeczeństwo nieprzewidywalne jak rosyjska ruleta, może wała pokazać i nie wybrać.
Nie może tak być, myślał Giertych junior i na pomysł wpadł albo raczej to pomysł wpadł na niego. Sondaże zlecić trzeba jednej wybranej starannie i wyselekcjonowanej grupie specjalnych uczonych do ważnych zadań, która będzie dobre notowania Ligi uwzględniać. Trzeba też OBOP-om, CEBOS-om czy innym pracowniom sopockim badań zakazać. Bo inaczej będą je w dalszym ciągu publikować po gazetach, a niektóre gazety, wiadomo które, pierwsze są do tego, żeby Lidze szkodzić. Czy nie mieliśmy kiedyś czegoś podobnego? Pamięć wysilam, gdyż dziecięciem byłam żeńskiej płci zresztą i mało mnie interesowała partia, która miała 99 koma 9, ale coś mi się majaczy… Kto by pomyślał, że dobrze narodowo wychowany młodzieniec, co z mlekiem ojca wyssał to i owo, zwłaszcza owo, że on będzie wzdychał do jedynie słusznego urzędu badania opinii publicznej. Na Rakowieckiej też badano opinię, odpytując intensywnie.
Liderzy partii oraz działacze nie wiedzą, jak się podlizać ludowi. W szoku sondażowym, przedsondażowym i posondażowym żyją albo w euforii, jeśli słupek poparcia wzrósł, albo w depresji, jeśli im opadło. Huśtawka nastrojów, fala się wznosi i opada jak w jednostce chorobowej znanej jako stan maniakalno-depresyjny. Stan psychiatryczny nie jest dobrym doradcą. Żeby ktoś raz wziął na wstrzymanie i stał się twardy jak jajo na pikniku, ale nie, wciąż biorą na przeczyszczenie i tyle też co z przeczyszczenia wychodzi.
Trwa walka na to, kto głupsze hasło wymyśli. Rekordy padają gęsto, a ceną bywa ludzka, za przeproszeniem, egzystencja. „Nicea albo śmierć” głupsze niż „Balcerowicz musi odejść” i drożej kosztuje. Licytacja głupoty do księgi rekordów Guinnessa.
Jak sondaż zawieje, tak polityk się obraca, jak kurek na dachu lub pokrzywa ku słońcu. Jak sondaż gra, tak oni tańczą.
Ludność wie, że bez względu na to, co się dzieje na górze, na dole wciąż „jakoś leci”. Oczywiście, niektórym jest źle, jest ubogo, ale wcale nie tym, co najgłośniej krzyczą. Ci, co domagają się swojego i nie swojego, dobrze wiedzą, że aby dostać, trzeba wyrwać innej grupie, która jest słabsza. Politycy są mało rozgarnięci, bo dają nie tym, co trzeba. Dokładają „demonicznym samcom”, dla których agresja jest sposobem załatwiania spraw. Wystarczy, że demoniczny samiec ze związków zawodowych pokaże się w telewizji, a ministrowie od razu się łaszą, obiecują jak pawiany, co potulnie wystawiają swoje różowe pośladki na znak posłuszeństwa. A jak który krnąbrny jest, jak jak Balcerowicz, czy Hausner na ten przykład, i dać nie chce, mówi wprost, że nie ma, to inne tchórzliwe samce go szczypią i podgryzają, bo wiedzą, że my wszyscy za krzykaczy zapłacimy. Myślą sobie, dedukują, że tym sposobem w sondażach im pójdzie w górę. A ja mówię wam, sondaż sondażem, a w dniu wyborów za parawan się wchodzi i wybiera się, kogo chce, z przekonaniem albo na złość. Ot, kaprys społeczeństwa.

 

Wydanie: 18/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy