Światło i mrok

Światło i mrok

Chyba już po raz czwarty czytam „Dzienniki czasu wojny” Zofii Nałkowskiej, z takim zainteresowaniem, jakbym je czytał po raz pierwszy. Pisarka notowała swoje życie od wczesnej młodości do śmierci, ale lata wojny są chyba najciekawsze. Ten dziennik byłby jeszcze lepszy, gdyby się nie bała, że wpadnie on w ręce gestapo. Dlatego pomijała wiele tematów. Ale znakomicie opisuje Wrzesień ‘39, tułaczkę po Polsce; natomiast gdy jest już w Warszawie, unika opisów terroru hitlerowskiego, skupia się na wątku życia codziennego, prowadzi sklepik z papierosami. Wiele też pisze o życiu uczuciowym. Tylko sugeruje, ale my się domyślamy, że te dzieci o wielkich, czarnych, głodnych oczach, które dokarmia na klatce schodowej, to dzieci z getta. Zrozumiałe, że nie pisze o sprawach konspiracyjnych, a uczestniczy w takich spotkaniach. Trafiam na myśl, którą już znałem, świetna: „Rzeczywistość jest do wytrzymania, gdyż nie cała dana jest w doświadczeniu, nie cała jest widzialna. Dociera do nas w ułamkach zdarzeń…”. Te słowa dotyczyły dni okupacji, ale dotyczą też życia w ogóle. W tej części „wrześniowej” dziennika czuje, ale było to poczucie powszechne, ból totalnej klęski i zdrady przywódców kraju. Ich ucieczki z Polski. Dawny porządek został zdruzgotany i skompromitował się ten cały nacjonalizm, potrząsanie szabelką. Polska przed rokiem ‘39 zmierzała w stronę faszyzmu, dlatego tak łatwo było po wojnie inteligencji przyjąć nową okupację. Tak mądra i moralna osoba jak Nałkowska dała się przecież uwieść przez stalinizm, jak niemal cała polska elita.

*

PiS romansuje z najbardziej wstecznymi faszyzującymi siłami w Europie. Ale tak samo będzie kolaborowało z polskimi nacjonalistami, gdy po wyborach nie zdoła stworzyć rządu. Wtedy sojusznikami staną się Konfederacja i troglodyta Robert Bąkiewicz. Ten to ma wszystko, co trzeba, wypisane na obliczu. Konfederacja jest na razie bardzo krytyczna, nawet wroga PiS, oni socjaliści narodowi, a Konfederacja nie znosi socjalizmu w gospodarce. Ale czego się nie robi dla władzy.

*

Sumienność kronikarza każe mi odnotować: Mateusz Morawiecki oskarżył Unię Europejską o wysuwanie wobec Warszawy żądań z „pistoletem przystawionym do głowy”. Jeśli Komisja Europejska „rozpocznie trzecią wojnę światową”, zatrzymując obiecane Warszawie pieniądze, to „będziemy bronić naszych praw każdą bronią, jaką mamy do dyspozycji”, powiedział polski premier w „Financial Timesie”. Masa komentarzy i kpin z tych słów. Ale przecież nie ma sensu tego komentować.

*

Wyprawa do Bielska-Białej na doroczną Lipę, konkurs literacki dla dzieci i młodzieży. Jako przewodniczący jury biorę w nim udział od 1988 r. Nakładanie się tych czasów jak warstw geologicznych. I zawsze ten sam hotel, to samo lustro w łazience, tylko moja twarz się zmienia. Niestety, na początku podróży miałem typową dla siebie przygodę. Przyjechałem na dworzec przezornie pół godziny przed odjazdem pociągu, a i tak wsiadłem nie do tego, na który miałem bilet. Wiele mojej winy, ale też opóźnień pociągów, to już plaga. Inny pociąg do Bielska spóźnił się i wjechał na ten sam peron niemal o tej samej godzinie co ten mój. Jechał nie tylko dłużej, bo inną trasą, w Pszczynie podstawiono nam autobus, bo remont torów. Byłem w Bielsku o północy. Podróż urozmaicał mi młody Ukrainiec, już spolonizowany, opowiedział mi całe swoje młode życie. Czułem się jednak coraz gorzej, już w warszawskim autobusie miałem nudności. W hotelu zmieniłem się w wulkan ziejący wszystkim, co zjadłem za dnia. Jaka ulga. Nie wiem, czym się zatrułem.

Nazajutrz setka dzieci z nagrodami, jak zwykle miły i udany koncert Czesława Mozila. I znowu nakładają się na siebie wszystkie te spotkania, nagradzane kiedyś dzieci już mają dzieci, które są teraz nagradzane. Kaskada lat. Miałem potem wolną sobotę, spacerowałem, ciesząc się urodą tego miasta. A te trzy dni upłynęły pod znakiem ludzkiej serdeczności. Wszyscy spotykani ludzie, niektórzy zaczepiali mnie na ulicy, byli rozmowni i serdeczni. Ale też życzliwa obsługa pociągów, ekspedientki, kelnerki, malarz, który malował obraz przy sąsiednim stoliku w kawiarni na rynku. Polska jakby wygrzeczniała i stała się bardziej życzliwa mimo zimnej wojny domowej, która trwa w tym kraju. Tu jest wielki potencjał na światło, a PiS sieje mrok.

*

Na Powązki, by nie jechać, gdy tłoczno, a gęsty tłum jeszcze żywych celebruje już umarłych. Spotkam się z rodzicami, ale głębiej spotkam się z nimi, czytając w ten czas ich wiersze. Mijam płytę z nazwiskiem filozofa, mojego przyjaciela z dawnych lat. Razem działaliśmy w opozycji, tyle wspomnień. Już 10 lat go nie ma. Ale nasze drogi rozeszły się wcześniej. Stał się religijny i prawicowo narodowy. Do dzisiaj nie mogę mu tego wybaczyć, aż sam się dziwię, jak to głębokie, a ja przecież nie jestem zawzięty.

t.jastrun@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 45/2021

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy