Psychologia tłumu

Psychologia tłumu

Taksówkarze, najlepiej znana mi reprezentacja opinii publicznej, twierdzą prawie bez wyjątku, że w PZPN panuje olbrzymia korupcja. Skąd to wiedzą? Z telewizji i od szwagra.
Premier Donald Tusk dał do zrozumienia, że przed końcem roku zarząd tej społecznej, samorządnej organizacji zostanie zmieniony. Sprawa politycznego „zagospodarowania” kibiców nabiera coraz większego znaczenia. Najpierw PiS przyhołubił sobie kiboli, teraz PO sięga po władzę nad PZPN-em. W cesarstwie bizantyjskim nie było partii politycznych, scenę publiczną wypełniał antagonizm kibiców, zorganizowanych w dwie partie – zielonych i niebieskich. W pewnym okresie przywódca kibiców był trzecią osobą w cesarstwie. Gdyby w obecnej koniunkturze na czele PZPN-u znalazł się człowiek wygadany, dobry manipulator, zręczny oskarżyciel, znający sztuczki polityków, i oczywiście szczupły, nie widziałbym dla niego innego miejsca w hierarchii niż trzecie, przed marszałkami Sejmu i Senatu. Życzę z całego serca kogoś takiego panu premierowi.
W PZPN źle się dzieje. Podczas gdy policji wolno podsłuchiwać tylko za pozwoleniem sądu, w PZPN szemrany biznesmen może podsłuchiwać bez takiego pozwolenia i stać się parudniowym pozytywnym bohaterem mediów. Rozmowa, jaką podsłuchał, była prowadzona w stylu dobrze nam znanym z afery hazardowej. Osoby o aspiracjach do elegancji nareszcie sobie uświadomiły, że mówić językiem ministrów z rządu Donalda Tuska to wstyd i hańba.
Nagrana rozmowa nie układała się w żaden zrozumiały sens, a już z pewnością nie dawała powodu do kierowania sprawy do prokuratury. Lepsza jednak prokuratura, nawet polska, niż telewizja. Ta z wiadomych sobie powodów wszczęła kampanię oskarżeń bezpodstawnych i nielogicznych. Wzywa się prokuraturę, aby celem zwalczenia zepsucia podobno występującego w PZPN postępowała wobec tej organizacji „na granicy prawa”. Nic, jak wiadomo, nie jest tak zdrowe moralnie jak działanie na granicy prawa. Czy „intuicja” premiera, że do końca roku zarząd PZPN będzie zmieniony, nie jest wypowiedzią w tym samym duchu? Chcąc opanować samorządny związek, partia rządząca nie ma innego sposobu, jak uznać mocą telewizji działania tego związku za przestępstwa. Czy pani minister sportu chce kierować tym „oczyszczaniem”? Byłbym niepocieszony, gdyby ta ślicznotka miała podzielić los niektórych swoich poprzedników. Jednomyślność dziennikarzy w kampanii przeciw PZPN-owi i Grzegorzowi Lacie przypomina nie tak dawną kampanię oszczerstw przeciw lekarzom, dawniejszą przeciw Oleksemu i inne podobne.

Wydanie: 49/2011

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy