Spektakl zamiast chleba

Spektakl zamiast chleba

Wszyscy już się pogodzili w Polsce z tym, że jest ciężko i będzie jeszcze gorzej. Zdaniem NBP, w tym roku czeka nas wzrost na poziomie 1% PKB. A to oznacza dalsze rozlewanie się biedy i rosnące bezrobocie (w tej chwili wynosi ono już prawie 15%). Około roku 2015 gospodarka ma drgnąć, ale trudno powiedzieć, z czego ma to wynikać. Poza myśleniem życzeniowym niewiele jest podstaw do optymistycznych wizji. Polacy biednieją, sprzedaż mieszkań stanęła, zdecydowana większość ludzi przestała kupować cokolwiek poza niezbędnymi produktami. A państwo szuka środków, by łatać dziurę w budżecie.
Jak zwykle można by podpowiedzieć: mniej pieniędzy na dofinansowywanie działalności Kościoła w Polsce, mniej wydatków na misje okupacyjne, które są nie tylko wątpliwe od strony moralnej i politycznej, lecz także zupełnie bezsensowne w wymiarze ekonomicznym; porzucić mocarstwowe ambicje elit władzy i ograniczyć wydatki na zbrojenia, zmienić skalę podatkową i sięgnąć do kieszeni tych, którzy mogliby się dołożyć do utrzymania publicznych szpitali, szkół czy teatrów.
Łatwiej jednak łupić zwykłych obywateli. Ministerstwo Finansów przewiduje nowelizację ordynacji podatkowej, która wprowadzi do ustawy tzw. klauzulę przeciwko unikaniu opodatkowania. Dzięki niej skarbówka będzie mogła określić zobowiązanie podatkowe w odpowiedniej wysokości za każdym razem, gdy stwierdzi, że podatnik dokonał transakcji „bez jakiegokolwiek uzasadnienia biznesowego”. Jak pisze „Dziennik Gazeta Prawna”, resort finansów chce również dać urzędnikom skarbowym znacznie większy dostęp do danych objętych tajemnicą bankową. Chodzi o to, by organy podatkowe mogły uzyskać nie tylko informacje o rachunkach bankowych podatnika i o jego obrotach, lecz także szczegóły na temat wpływów i obciążania rachunków, łącznie z danymi nadawców i odbiorców oraz tytułami przekazów. Będzie dwa w jednym – poza tworzeniem nowych okazji do opodatkowania obywatela wzmocni się narzędzie kontroli i inwigilacji społeczeństwa. Lepiej już nie korzystać z banków, nie dokonywać żadnych przelewów, a za wszystko płacić gotówką. Jeśli się ją ma. Większości Polaków ten problem nie dotyczy, ponieważ nie posiadają oni żadnych oszczędności.
Media w Polsce jednak nie żyją problemami zwykłych szaraków. Ostatnio urządzały transmisje na żywo z watykańskiego konklawe. Jak się okazuje, walka o koncesję dla Telewizji Trwam jest zupełnie niepotrzebna, bo tzw. telewizja publiczna świetnie spełnia funkcję kanału religijnego. Redaktor Kraśko spokojnie może się starać o etat w imperium medialnym ojca dyrektora Rydzyka. Odpowiada wszelkim kryteriom.
Nowy papież Franciszek, wcześniejszy kard. Jorge Bergoglio, tuż po wyborze robił wrażenie nieco wycofanego i onieśmielonego. Komentatorzy podkreślają, że nie będzie odbiegał od poprzedników – w sprawach teologicznych jest tak samo konserwatywny jak Benedykt XVI czy Jan Paweł II. „Gazeta Wyborcza” napisała, że jest wyczulony na biedę i krzywdy globalizacji. Jeśli to prawda, byłaby to dobra wiadomość. Ale pamiętajmy, jak Kościół katolicki postąpił z masowym ruchem teologii wyzwolenia w Ameryce Południowej, skąd pochodzi nowy papież. Teologia wyzwolenia, łącząca idee chrześcijańskie z lewicową walką o sprawiedliwość społeczną i prawa człowieka, została zablokowana przez papieża Polaka.
Jak się zachowa wobec nurtu teologii wyzwolenia nowo wybrany papież? Tutaj nie można mieć wielkich nadziei. Szczególnie jeśli popatrzymy na wcześniejszą postawę kard. Bergoglia wobec działalności prawicowej junty, która w latach 1976-1983 wymordowała w Argentynie ponad 30 tys. osób podejrzanych o „lewicową wywrotowość”. Jednym z ulubionych sposobów pozbywania się w Argentynie przeciwników politycznych było w owym czasie wyrzucanie ich z helikopterów do morza.
W latach 1985 i 2000 biskupi argentyńscy pod przewodnictwem kard. Bergoglia wyparli się wszelkiej instytucjonalnej odpowiedzialności Kościoła za wspieranie tamtejszej dyktatury i winę zrzucili na zbłąkane owieczki: „Jeśli którykolwiek członek Kościoła wspomagał radą lub wspólnictwem jakieś czyny represyjne, czynił tak wyłącznie na osobistą odpowiedzialność”. Rzeczywistość była jednak bardziej skomplikowana. „Wojskowi odkupują nieczystości w naszym narodzie i oczyszczeni w Jordanie krwi stają na czele narodu”, wołał w 1976 r. bp Victorio Bonamín, kapelan armii. Natomiast w 1982 r. Juan Carlos Aramburu, arcybiskup Buenos Aires, tłumaczył włoskiemu dziennikarzowi: „W Argentynie nie ma zbiorowych mogił, każde zwłoki mają swoją trumnę. Zaginieni? Pan dobrze wie, że jest wielu zaginionych, którzy spokojnie sobie żyją w Europie”. Jak wskazują zachowane dokumenty i publikacje, niestety również Bergoglio donosił wojskowym na lewicujących księży i zakonników – niektórzy potem znikali. Może czas przywrócić im choć dobre imię? Jeśli nie uczynić świętymi.

Wydanie: 12/2013

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy