Orzeł i Marianna

Orzeł i Marianna

Francja jest jedynym krajem w Europie nieposiadającym oficjalnego herbu państwowego. Żadnego ścierwojada, który łączy Rzeczpospolitą (pomijając kolory i liczbę głów) ze wszystkimi jej złowieszczymi rozbiorcami, żadnego gryfa ani jednego lwa… Wynika to przede wszystkim z wielkiego marzenia o jedności narodowej. Lilie byłyby za bardzo regalistyczne i burbońskie. Pszczoły albo orły (ścierwojady) – bonaparystyczne, rózgi liktorskie – niestosownie rewolucyjne. Jednocześnie lud jest spragniony symboli. Kibice wszelkich dyscyplin, lewicowcy i prawicowcy, pielgrzymi i sprzątaczki chcieliby mieć, jak inni, swój emblemat na koszulkach. Móc zaśpiewać, jak w Polsce, za Władysławem Ludwikiem Anczycem:
„Hej, bracia wraz! Nad nami orzeł biały,
A przeciw nam śmiertelny stoi wróg,
Wnet z naszych strzelb piorunne zagrzmią strzały,
Niech lotem kul kieruje Zbawca-Bóg”.
Albo (tym razem z Władysława Bełzy):
„– Kto ty jesteś? – Polak mały,
– Jaki znak twój? – Orzeł biały”.
Albo jeszcze zapiszmy za Bolesławem Czerwieńskim, socjalistą i autorem „Czerwonego Sztandaru” („Krew naszą długo leją katy…” – tego już teraz w szkołach nie uczą):
„Że ptak nasz święty, że nasz orzeł biały
Nie do służalstwa stworzony – lecz chwały”.
We Francji w pewnej mierze realizuje to zapotrzebowanie kogut. Przed każdym ważnym międzynarodowym meczem rugby czy piłki nożnej wypuszczają Francuzi na boisko patriotycznego kura. Skojarzenie jest tu odległe i zapewne kibicom nieznane. Otóż łacińskie słowo gallus oznaczało zarówno Gala, jak i koguta. Stąd galijski kogut, który przez wieki na tarczach dzielnych rycerzy coraz wyżej podnosił głowę i piał, wzywając do ataku. Jak dobrze wiemy, przywodzi też kogut inne skojarzenia, które nad Sekwaną odbierane są zgoła pozytywnie: jest czupurny, skłonny do podporządkowywania sobie innych, a przede wszystkim seksualnie niestrudzony – czyż może być większy powód do dumy dla prawdziwego mężczyzny (nie mylić z „prawdziwym Polakiem”). Ale oczywiście ten kogut, mimo wypisywanej na rewolucyjnych sztandarach sentencji Cantat expugnatque vicissim („pieje i walczy”), zawsze był traktowany z pewnym przymrużeniem oka. Burboni go nienawidzili, więc republikanie przenosili na sztandary, kiedy jednak przychodziło do poważnych dyskusji nad godłem państwowym, nigdy nie udało się uzyskać biednemu ptakowi decydującej większości. Tym bardziej że na horyzoncie pojawia się w XIX w. znana dziś wszystkim chociażby z francuskich znaczków pocztowych Marianna.
Kim jest Marianna? Otóż ta najsłynniejsza Francuzka nie ma, o dziwo, żadnego rodowodu, albo – co na jedno wychodzi – ma ich kilkanaście. Jedni chcieliby ją wywodzić od Joanny d’Arc, drudzy z obrazu Eugene’a Delacroix „Wolność wiodąca lud na barykady” (1830 r.), gdzie biegnie z obnażoną piersią, inni jeszcze od rzeźby Franciszka Rude’a (ucznia Cartelliera) „Marsylianka” na prawym filarze Łuku Triumfalnego itd., itd. Kolejnym Mariannom na stemplach, monetach, pocztówkach udzielały oblicza największe piękności Francji – aktorki, kurtyzany, primadonny. Na najnowszej (2013 r.) serii znaczków pocztowych możemy obejrzeć młodą Izabellę Adjani (Mariannę w czapce fryzyjskiej) z dni jej największej sławy. Jest na to we Francji, co wcale nie takie łatwe, całkowity konsensus. Już średniowieczni trubadurzy, z François Villonem na czele, piszą o Francji jako „młodej dziewczynie”. Powtarzają to do znudzenia Arthur Rimbaud, Jules Laforgue, Blaise Cendrars, Paul Éluard… nie będę wyliczał haseł ze słownika. Gdy się czyta poezję francuską, powraca cały czas ten refren. Nawet ultrakatolicki Charles Péguy pisze:
„Jestem, powiedział Bóg, dysponentem trzech cnót.
Wiara – jest to wierna małżonka.
Miłość to ostateczne poświęcenie.
Ale nadzieja jest młodą dziewczynką”.
W pierwszej chwili może dziwić, niech feministki wybaczą, ten kult kobiecości i młodości. Jego sens znajdujemy dopiero w opozycji. Jak jest bowiem u nas, na ojczyzny łonie (samo „łono” nijak już radości i młodości nie przywołuje).
„Polka mnie zrodziła z jej piersi wyssałem…”.
„Matko Polsko, żyj!
Jezu Maria, bij!”.
„O Matko Polsko! Ty tak świeżo w grobie
Złożona – nie ma sił mówić o tobie!”.
„Matko, po sześćkroć zabita! Matko nieszczęśliwa, jednym smugiem zielonym, łanem jednym kłosów ty pamięć obwiążesz i odtąd cierpieć, błądzić, kochać cię muszą syny twoje…”.
W miejsce francuskiej młodej i pięknej dziewczyny, dziewczynki nawet, proponuje tradycja polską matronę, z której piersi się wysysa, wskazań jej należy przestrzegać i nad grobem płakać. Ledwo niemowlę wyjedzie z „łona”, a już siedzi na koturnach. Dziwią się potem politycy, że przyrost naturalny w ojczyźnie minusowy. Kiedy jednak Agnieszka Radwańska pokaże znikomy kawałek bardzo apetycznych pośladków, rozlega się chór matek Polek i Terlikowskich, że to Boga i ojczyzny obraza. Ale skoro in vitro również zakazane, to jak się do cholery rozmnażać? Marianna prowadzi lud na barykady, ale za barykadą to już zupełnie inna sprawa… Kogut jak kogut i najtęższe feministki nic w tym względzie nie wskórają. Natomiast orzeł biały choćby chciał, nie pomoże. Zdemoralizowana Francja jest natalistycznie na pierwszym miejscu w Europie. Polska się wyludnia. Wniosek taki, że zanim zaczniemy lamentować, wpierw spójrzmy, o czym gadamy. Bo my na razie o orle białym – do znudzenia i jałowo.

Wydanie: 33/2013

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy