Cywilizacja przyzwolenia

Pewien Niemiec miał ochotę zjeść jakiegoś innego Niemca. W tym celu postanowił poszukać odpowiedniego kandydata, który zgodziłby się wystąpić w roli potrawy. Jakoż znalazł go bez większego trudu, oczywiście za pomocą Internetu. Najpierw jednak musiał go zabić i upiec, ponieważ nie odpowiadała mu surowizna. Ofiara została skonsumowana tylko częściowo, toteż resztę mięsa trupiego Niemiec zamroził. Po pewnym czasie sprawa wyszła na jaw i ludożerca stanął przed sądem. W ten sposób powstał następujący dylemat: czy niemiecki ludożerca jest równocześnie mordercą? W takim wypadku groziłaby mu kara dożywocia. Obrona jednak twierdziła, że spożyty Niemiec został zabity przed zjedzeniem na swoje wyraźne życzenie.
Jak w każdym prawie karnym obowiązuje w kodeksie niemieckim zasada nullum crimen sine lege. Nie ma zbrodni, jeśli nie przewiduje jej prawo. Tym samym nie można skazać za ludożerstwo. Natomiast można skazać za zabójstwo, nawet dokonane na życzenie ofiary. Ostatecznie niemiecki kanibal otrzymał więc osiem i pół roku więzienia.
Z wyjątkiem podsądnego i jego obrońcy wielu Niemców miało temu wyrokowi sporo do zarzucenia. Jedni uważali, że ludożerstwo stanowi dowód poważnej anomalii psychicznej, która kwalifikuje się do leczenia w zakładzie dla obłąkanych. Inni domagali się kary dożywocia dla osobnika o tak nietypowych upodobaniach kulinarnych. Domniemane pragnienie zjedzonego Niemca, aby znaleźć się na talerzu, nie może zostać w tym wypadku potwierdzone dowodami z oczywistych względów: resztki pieczeni nie są w stanie zeznawać.
Mark Twain w opowiadaniu o pociągu, który utknął w śniegach, opisał ludożerstwo jako humorystyczny absurd, sprecyzowany w lakonicznym stwierdzeniu: „Harris smakował mi”. Urzeczywistnienie tego żartu dokonało się na początku trzeciego tysiąclecia w samym środku europejskiej cywilizacji.

Środa, 4 lutego 2004 r.

Wydanie: 7/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy