Gdzie są konfitury

Zdecydowanie uważam, że osoby sprzeciwiające się wejściu Polski do Unii Europejskiej wykazują się brakiem elementarnego instynktu samozachowawczego, czyli mówiąc to samo otwartym kodem, posiadają bardzo małe rozumki.
Rzecz w tym, że teoretycznie można wprawdzie postawić sztorcem ołówek na zaostrzonym końcu, ale doświadczenie poucza każdego, że się ten ołówek prędzej czy później przewróci. Jeśli dopasujemy ten modelowy obraz pionowo ustawionego ołówka do sytuacji, w jakiej znajduje się Polska, pojmiemy, że stać się tylko może jedno z dwojga. Na pewno Państwo nasze nie wpadnie do Bałtyku, jak również nie runie poprzez Tatry w głąb Czech. Pozostaną tylko w alternatywie dwa kierunki. Jeżeli nie wejdziemy do Unii i tym samym nie zespolimy się z wielopaństwową strukturą Europy Zachodniej, zaczniemy przechylać się w stronę Białorusi i Rosji.
Ostatnio dochodzi tam do ustanawiania prawosławia jako oficjalnej religii państwowej. Wszystkie inne wyznania są poszkodowane i dyskryminowane. O wrogości Kościoła wschodniego wobec rzymskiego wiedzą nawet dzieci. W tym świetle szokują mnie obywatele polscy należący do katolickiej wspólnoty, którzy sprzeciwiają się naszej integracji z Unią. O stronie czysto gospodarczej naszego ewentualnego zwrotu na Wschód nawet boję się myśleć. Nawet Rosja – wyraźnie porządkująca pod prezydenturą Putina swój postsowiecki status – wzmaga się z roku na rok ekonomicznie, budując coraz więcej więzów gospodarczej, a także politycznej wymiany z Zachodem.
Owych tendencji zdoła nie dostrzec jedynie człowiek, który albo nie przestaje tańczyć disco-polo, albo zajmuje się głównie uczestnictwem w różnego rodzaju blokadach i strajkach. Ponieważ zaś ani do pobytu na potańcówkach muzycznych, ani do uczestnictwa w anarchizowaniu naszego porządku społecznego obywatel polski ograniczyć się nie może, jasne jest, że właściwie nie mamy wyboru. Unia Europejska na pewno nie jest rajem, czymkolwiek jednak może się stać nasze w niej uczestnictwo, będzie ono albo po prostu lepszym wyborem, albo po prostu mniejszym złem od wejścia pod opiekuńcze skrzydła Łukaszenki. Mimo wszystko nie jest jednak takie wyjście z naszej pozycji między Zachodem i Wschodem wykluczone, ponieważ jako naród mieliśmy zawsze ogromną skłonność do robienia głupstw, których poniewczasie bardzo żałujemy.

27 listopada 2002 r.

Wydanie: 48/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy