Bronię Giertycha

Bronię Giertycha

Nigdy nie przypuszczałem, że będę bronił Romana Giertycha, w dodatku na łamach lewicowego tygodnika. Pocieszam się, że on też pewnie nie przypuszczał.

A sprawa wyglądała tak. Po zawarciu sądowej ugody między Donaldem Tuskiem a Patrykiem Jakim adwokat Roman Giertych skomentował w internecie ten fakt następująco: „Zmuszenie Jakiego do przeprosin to prawie jakby ktoś Suskiego zmusił do myślenia, Macierewicza do logicznych wywodów, a Morawieckiego do mówienia prawdy”.

Europoseł Jaki poczuł się tym wpisem urażony. Wolno mu. Jak wiemy, jest to człowiek wrażliwy, dżentelmen o nieskazitelnych manierach, znany z delikatności, kultury osobistej, a nadto człowiek o niespotykanej mądrości i wyjątkowym wykształceniu. Czy może dziwić, że komuś takiemu wpis Giertycha wydał się niesmaczny i wyjątkowo brutalny? Ale Jaki, zanim został europosłem, był wiceministrem sprawiedliwości. I to nie byle jakim! Był przecież wice-Ziobrą! Pracując w tandemie z takim mistrzem, nauczył się nie odpuszczać nikomu niczego. I ścigać, ścigać! Poza tym europoseł Jaki zrobił swego czasu doktorat. I to gdzie! W Akademii Sztuki Wojennej. O więziennictwie. Jego promotorem był nie byle jaki znawca systemu penitencjarnego, bo doktor habilitowany pułkownik nawigator, jednym z recenzentów zaś profesor specjalista od obrony powietrznej.

Zawistnicy (tych nigdy nie brakuje) kpili sobie z tego. Nie rozumieli, że przecież to wszystko układa się w logiczną, choć na pierwszy rzut oka niedostrzegalną całość. Skoro fakt, że komendant od policji nie znał się na granatnikach, doprowadził do ogólnie znanego przypadku, to szef od więziennictwa powinien się znać na działach przeciwlotniczych. A nuż dostanie taki prezent i odpali? Jeśli od strzału z granatnika walą się stropy, to co dopiero od strzału z armaty? Mury runą! W dodatku więzienne. To niedopuszczalne! Tak czy inaczej, można teraz z całym przekonaniem powiedzieć, że w sprawach więziennictwa Jaki jest oblatany.

Zostawmy już wykształcenie dr. Jakiego. Widzimy jednak, że jeśli nie w ministerstwie, to przy robieniu doktoratu Jaki otarł się o prawo. Ta znajomość prawa i zapał w ściganiu zaowocowały, gdy poczuł się dotknięty komentarzem Giertycha. Do sądu z tym nie poszedł, bo do sądów jego partia nie ma zaufania, ale złożył skargę w radzie adwokackiej. Jak donosi Onet, Jaki zarzucił Giertychowi, że „użyte przez niego słowa były obraźliwe, ponieważ świadczyły o tym, że odmawia innym ludziom, że są w stanie myśleć”. Jak widać, Jaki obraził się na Giertycha w zastępstwie Suskiego. Dlaczego w takim razie skargi do rady adwokackiej nie złożył sam Suski? Trudno dociec. Gdyby przyjąć, że Suski nie zrozumiał wypowiedzi Giertycha, wynikałoby z tego, że Giertych miał rację. No więc nie. Tak czy siak, dlaczego to Jaki obraził się za Suskiego, nie będziemy wiedzieć. Mimo wszystko na razie przebieg wydarzeń nas nie zaskakuje.

Zaskakuje dopiero to, że Sąd Dyscyplinarny Izby Adwokackiej w Warszawie przyznał rację Jakiemu i ukarał Giertycha naganą! Jeśli to prawda, jeśli rzeczywiście za przytoczone wyżej słowa Giertych został ukarany naganą, mielibyśmy wówczas empiryczny dowód na to, że głupota jest zaraźliwa. Może więc to nieprawda? Może media coś pokręciły? Może Giertych powiedział coś więcej, coś bardziej obraźliwego? Może użył języka dotąd zarezerwowanego dla sędzi Trybunału Konstytucyjnego Krystyny Pawłowicz?

Ale przecież Suski, któremu Giertych zarzuca niezdolność myślenia, Macierewicz, któremu zarzuca niezdolność prowadzenia logicznego wywodu, wreszcie Morawiecki, któremu zarzuca niezdolność mówienia prawdy, to politycy, osoby publiczne, a nawet bardzo publiczne. Osoby takie z natury rzeczy są bardziej narażone na krytykę, na bycie obiektem żartów i kpin. Nawet ostrych żartów i ostrych kpin. Wobec nich wolno więcej niż wobec przeciętnego Kowalskiego. Już pomijam orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (bo jego orzeczeń polska prawica nie respektuje), które wskazuje jednoznacznie, że pod tym względem politykom przysługuje znacznie słabsza ochrona niż innym obywatelom, ale przecież w polskiej praktyce parlamentarnej nazwanie kogoś mordą zdradziecką i postawienie absurdalnego zarzutu dokonania morderstwa nie jest zdaniem posłów PiS żadnym deliktem dyscyplinarnym.

Czy naprawdę w tych relatywnie niewinnych słowach Giertycha sąd dyscyplinarny warszawskich adwokatów dopatrzył się deliktu dyscyplinarnego? Nie mogę w to uwierzyć. To nie może być prawda.

Wydanie: 4/2023

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy