Córki Ewy – matki Europy I

Książka nosi polski tytuł „Siedem matek Europ”, ale w angielskim oryginale brzmi to inaczej – „Siedem córek Ewy”. Tytuł polski jest trafniejszy – przełożył Krzysztof Kurek, wydał Amber, chwała mu za to. Po prawdzie początkowo nawet nie bardzo chciałem czytać, ale rzecz okazała się tak pasjonująca, że chyba nawet jeden felieton jej poświęcony nie bardzo wystarczy. Książka jest owocem najnowocześniejszych badań i metod, opiera się na przełomowych odkryciach, a opowiada o historii Europejczyków z punktu widzenia genetyki. Jest to wydarzenie na miarę światową, bo dotąd w tej dziedzinie panowały domniemania, domysły i pomysły, a tak naprawdę to kompletna niewiedza. Autorem książki jest Bryan Sykes, profesor Oxfordu, jeden z największych antropologów świata. Ten sam, który badał „człowieka z Alp” i szczątki carskiej rodziny z Jekaterynburga. Rozstrzygnięcia udokumentowane w tej książce są potężne: homo sapiens nie pochodzi od neandertalczyka, lecz trafił do Europy już 50 tys. lat temu, w paleolicie, i około 80% Europejczyków od niego się wywodzi. Pozostała jedna piąta przywędrowała tu mniej więcej 12 tys. lat temu, a jeszcze późniejsi przybysze stanowią nieznaczący procent czy zgoła promil. Możemy więc przyjąć, że mieszkamy tu już od dziesiątków tysięcy lat. Szczegóły są fascynujące. Jesteśmy w całej Europie potomkami tylko siedmiu kobiet.
W jaki sposób Sykes doszedł do tak niezwykłych wniosków? Są one zresztą owocem pracy wielu zespołów genetyków, a jeszcze 10 lat temu nie można by tego stwierdzić. Początek dały oczywiście badania DNA, które dzisiaj pozwalają już zidentyfikować każdą żywą istotę na świcie i określić, jak jest spokrewniona z innymi. A nawet sięgnąć w przeszłość i wyliczyć, kiedy to było. Jednak rzecz jest bardzo skomplikowana i dotyczy nie „normalnego DNA”, ale tak zwanego mitochondrialnego, odkrytego zgoła niedawno. Pisałem już o tym, ale jeszcze powtórzę, bo to sprawa kluczowa. Otóż w każdej komórce każdego ssaka oprócz błony komórkowej, jądra, cytoplazmy etc., złożonych z normalnego DNA, jest coś obcego, tzw. mitochondria ze swoim własnym całkowicie innym i osobnym DNA. Skąd się te mitochondria tym wzięły? Ano były to drapieżne mikrostwory, które zaatakowały komórkę, przy czym atak nie całkiem im się udał: zostały pochwycone i uwięzione. Potem więzienie i więzień jakoś przystosowali się do siebie i zaczęli współpracować. I tak już zostało.
Cała osobliwość genetyki polega na tym, że chociaż każdy człowiek ma owe mitochondria, to dziedziczy je tylko po swojej matce. Po prostu ojcowskie mitochondria pomagają plemnikowi w jego wędrówce, ale w momencie przenikania przez błonę jajeczka odłamują się wraz z wicią i giną. W embrionie zostają tylko mitochondria jajeczka, czyli matki. Oczywiście, ich DNA także się zmienia, ale bardzo powoli i zupełnie niezależnie od całości organizmu. Taka zmiana następuje raz na wiele, wiele pokoleń. Obliczywszy owe zmiany, można powiedzieć, jak dawno temu żyła określona osoba. Jedna zmiana przypada średnio raz na 10 tys. lat. Na przykład człowieka współczesnego i neandertalczyka dzieli 25 mutacji-zmian, czyli wspólna matka obu linii człowieka musiała żyć 250 tys. lat temu.
Bo mitochondria dziedziczy się tylko po matce! Łacińskie powiedzenie Mater semper certa zyskuje w ten sposób nowy, nieogarniony w swojej ważności wymiar. Co prawda, próbuje się też wykreślić podobną linię dziedziczenia dla ojców w trochę inny sposób, lecz jest to nieprawdopodobnie zawikłane i o wiele mniej pewne. Sykes posuwa się nawet do twierdzenia, że nazwisko powinno się dziedziczyć po matce. W każdym razie można każdego człowieka wyprowadzić z bezwzględną pewnością od jakiejś określonej kobiety żyjącej dziesiątki, a nawet setki tysięcy lat temu. To nie znaczy, że innych kobiet wówczas w ogóle nie było: owszem były, ale rodziły synów, wobec czego pamięć o nich czy raczej świadectwa ich istnienia zaginęły.
Tylko siedem kobiet przetrwało. Stanowimy więc w Europie siedem rodzin pomieszanych ze sobą. Ale „matki Europy” to nie to samo co „córki Ewy”. Córek Ewy było więcej, a dokładnie 33 i to już obejmuje całą ludzkość. Rzeczywiście jesteśmy jedną rodziną. Ale o tym następnym razem.

 

Wydanie: 7/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy