Trzecia liga…

Trzecia liga…

Nie wiem, co bardziej denerwuje – bezczelność Zjednoczonej Prawicy czy głupota opozycji. Cała nadzieja w tym, że Zjednoczona Prawica, której jedyne spoiwo stanowią władza i profity z niej, pożre się między sobą. O władzę i wpływy oczywiście. Morawiecki, kłamca i mitoman stulecia, pożre się z Ziobrą, który z łaski (i nieostrożności!) prezesa – naczelnika Polski skupił w ręku taką władzę, że każdego może zamknąć i wyeliminować z gry, nawet jeśli sąd zbierze się na odwagę i czegoś odmówi. Aresztu lub skazania. Tego ostatniego zresztą dopiero po kilku latach. Do tego czasu niesłusznie podejrzany może się pocieszać, że służy mu domniemanie niewinności, które jednak nie działa ani na wyborców, ani na kontrahentów w działalności gospodarczej. Podejrzany, aresztowany – w opinii publicznej równa się skazany. A dysponując dwoma konfidentami lub tzw. skruszonymi przestępcami, którzy za złagodzenie kary albo nawet za poprawę warunków jej odbywania gotowi są zeznać wszystko, o co się ich poprosi, można doprowadzić do skazania każdego. Aż dziw bierze, że ten mechanizm jest wykorzystywany stosunkowo rzadko. Ale w każdej chwili może się stać częstszy! Przeciwnicy Ziobry dobrze to wiedzą. Także przeciwnicy w obozie władzy. Pozycja Ziobry w obozie prawicy jest niepodważalna. Taki hamletyzujący (a naprawdę błaznujący) Gowin to dla Ziobry żaden przeciwnik. Chyba że sam Kaczyński przestraszy się potęgi Ziobry i sprytnie we właściwym momencie go wyeliminuje. Ale będzie mu coraz trudniej. Dobrze wie, że w ręku Ziobry jest sprawa dwóch srebrnych wież. A niechby tak wszczął, jak zresztą prawo tego wymaga, śledztwo w tej sprawie…

Jeśli Zjednoczona Prawica nie załatwi się sama, na opozycję nie ma co liczyć. To do jej liderów adresowane mogą być słowa marszałka Piłsudskiego sprzed ponad 100 lat: „Wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić!”.

Platforma nie może znieść, że Rafał Trzaskowski chce tworzyć swój ruch poza jej strukturami, i rzuca mu kłody pod nogi. Nie zrozumiała nic z tego, że wyborcy ją i jej styl polityki odrzucili w 2015 r., a stanowisko swoje podtrzymali w 2019. Nie zrozumiała, że Trzaskowski bliski był zwycięstwa nie dzięki poparciu Platformy, ale dzięki temu, że miliony wyborców, również takich, którzy na Platformę nigdy by nie zagłosowali, udzieliły mu w wyborach prezydenckich poparcia, bo w nim (a nie w Platformie!) widziały szansę na wyzwolenie Polski spod panowania PiS i uratowanie demokracji. Stąd wynik Trzaskowskiego – prawie 50%, podczas gdy Platforma w ostatnich latach nigdy nie przekroczyła 30%! Teraz, zamiast przyklasnąć pomysłowi Trzaskowskiego, a później ewentualnie wejść w koalicję z jego ruchem, chce go koniecznie zgarnąć pod swoje skrzydła i zdusić do swoich 30%. Ambicje partyjnych liderów przesłaniają im dobro Polski. Naprawdę polityczna trzecia liga, jeśli nie gorzej. Wstyd!

A lewica? Obawiam się, że jeszcze gorzej. Właśnie zmarnowała kolejną szansę. Nadchodzi kryzys gospodarczy, PKB spadł o ponad 8%, inflacja w lipcu przekroczyła 3%, plajtują rozmaite firmy, nie tylko w branży gastronomicznej, turystycznej czy hotelarskiej, a to, jak wszystko wskazuje, dopiero początek. To, że właśnie teraz chciano podnieść uposażenie posłów i najwyższych urzędników państwowych, jest napluciem w twarz społeczeństwu. Niegdysiejsza maksyma Urbana z czasów stanu wojennego, że „rząd się sam wyżywi”, miała zostać wcielona w życie, niestety także głosami większości posłów lewicowych.

Oczywiście prawdą jest, że posłowie, ministrowie, premier czy prezydent w relacji do innych państw zarabiają mało. To prawda, że „konfitury” dla zwycięskiej partii są nie w Sejmie, ale w spółkach skarbu państwa, więc najlepsi zabiegają raczej o stanowiska prezesów i członków rad nadzorczych, a do Sejmu idą często ci „mniej kumaci” spośród wiernych. To prawda, że przy takich zarobkach do Sejmu ani do rządu nie garną się ci, którym się powiodło w biznesie lub w wolnych zawodach, bo pobyt w Sejmie to dla nich strata finansowa, w efekcie poziom Sejmu jest taki, jaki jest. Większość posłów, gdyby miała żyć z pracy własnych rąk (a już nie daj Boże z pracy własnej głowy!), zapewne cierpiałaby nędzę. A wynagrodzenie dla pierwszej damy? Za co? Za lata absolutnej bierności, milczenia, prezentowania jakichś mundurków dla stewardes, które za państwowe (to jest nasze!) pieniądze ktoś jej projektuje i szyje. To prawda, że mundurki stewardes są o klasę wyżej od mundurków konduktorki Warsu lansowanych przez Beatę Szydło, gdy była premierem, ale czy za ten wątpliwy pokaz mody naprawdę ma płacić podatnik?

To prawda, że niedawno prezes, ze względów populistycznych i demagogicznych, kazał obniżyć im uposażenia. Ale podnoszenie tych uposażeń akurat w tym momencie, w czasach pandemii, recesji i nadchodzącego kryzysu gospodarczego, to ruch świadczący o absolutnej arogancji władzy, o jej bezczelności. Jakże piękne pole do popisu miała tu lewica! Niestety, i tego momentu nie wykorzystała. Można było w Sejmie zademonstrować solidarność z tymi, którzy teraz tracą pracę, którzy bankrutują lub po prostu zwijają interesy. Ile można było się nakrzyczeć przeciwko tym podwyżkom! Ile na ten temat można było powiedzieć z trybuny sejmowej, na konferencjach prasowych. I – powiem cynicznie – finansowo nie stracić, bo skoro PiS wymyśliło podwyżki, a prezes, jak widać, je zaakceptował, to pewnie i tak by je uchwalono. O ileż od lewicy mądrzejsza była Konfederacja! Chwała tym posłom lewicy, którzy wierni swoim ideałom głosowali przeciw. Ale lewica jako formacja nie tylko nie wykorzystała szansy, lecz także, mówiąc kolokwialnie, d… dała. I to za ile? Za 40% uposażenia? Trudno będzie teraz lewicy przekonywać wyborców, że jest wierna lewicowym ideałom. Bo nie jest! Wstyd!

Wydanie: 35/2020

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy