Idol czy ideol

Zastanawiam się, jak to możliwe, żeby przy tak ogromnym nakładzie wysiłku i kosztów, jak na ten przykład reklama przewodniczącego w “Gazecie Wyborczej”, która to gazeta przytomnie zaznaczyła, że za treść ogłoszeń firmy KRZAK-TAK nie odpowiada, kandydat Marian Krzaklewski miał tak niskie poparcie. Niższe nawet niż ma jego własna partia. Tu bowiem odnotowujemy circa, jak mawiał Gomułka, 20%, a poparcie pana Maryjana waha się od circa do circa, w górnej strefie stanów średnich, do pułapu 8%, łącznie z takimi atutami jak żona Maryla i uwłaszczenie. To zjawisko trudne do pojęcia, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, ogólnie lubianego szefa sztabu wyborczego, Wiesława W., jak i żonę Marylę, która w wypowiedzi na temat obecnej pierwszej damy puściła coś w rodzaju cichego bąka w towarzystwie, mówiąc, że nie chce naśladować stylu prezydentowej, o ile to w ogóle jest jakiś styl. W wywiadzie dla mojej ulubionej “Vivy” spytana, jak lubi spędzać wolny czas, zeznała, że najbardziej lubi odpoczywać zakopana w koc, z książką i muzyką, jak niedźwiedź. Na marginesie dodajmy, że niedźwiedź czyta prawie tyle samo, ile przeciętny Polak, czyli 0,7 książki.

Jak to więc się dzieje, że kandydat znienawidzonej przez naród lewicy ma wciąż więcej i więcej, a wybraniec upragnionej prawicy im ma mniej, tym mniej ma. Zabrał Kwach Krzakowi, oj, tak tak, oj, tak tak, znaczną część jego naturalnego, zdawać by się mogło, elektoratu.
Dziennikarz “Gazety Wyborczej” napisał, że naród traktuje prezydenta Kwaśniewskiego jak idola rockowego, więc wszystko mu wybacza. My wiemy, że idolowi wolno zdemolować apartament w hotelu, zaćpać się, szlajać po pubach, a mimo to cieszyć się będzie uwielbieniem tłumu. Dlaczegóż jednak nie traktuje niewdzięczny ten naród Maryjana, pięknego, dobrego i mądrego, jak dzieweczki z romansów, dlaczego więc ten naród nierozumny nie widzi w nim idola? Nie zbiera się tysiącami na koncertach Mariana i Maryli, lecz gromadzi się na występach Olka i Joli jak na jakim Woodstocku? Sztab twierdzi, że to wina mediów, i ma trochę racji, bo co się przewodniczący w telewizji ukaże, to mu opada.
Fenomen popularności obecnego prezydenta został nazwany, lecz nie wyjaśniony. Jakie znaczenie ma idol w Słowniku Współczesnego Języka Polskiego?
Pierwsze to bardzo znana osoba, piosenkarz, sportowiec, aktor, z kręgu kultury masowej, idol jest “podziwiany i naśladowany przez liczne rzesze wielbicielek i wielbicieli”. Tu jak ulał pasuje obecny prezydent, Aleksander Kwaśniewski, którego kapuścianą dietę, nazwijmy ją odchudzającą, naśladowały rzesze wielbicielek i wielbicieli, z różnym skutkiem, a jego niebieskie koszule stały się przebojem zeszłego sezonu wyborczego.
Drugie znaczenie to “posąg lub inne przedstawienie bóstwa, któremu oddaje się cześć; bożek; bałwan; bożyszcze”. W tym przypadku posągowa uroda, dumne unoszenie głowy, jak i cechy umysłu wskazują na drugiego kandydata.
Bardzo znani są obaj kandydaci, jednak jakże inaczej! Jak Alina i Balladyna, tak się różnią. Nawet mój słownik nie wyjaśnia, dlaczego idolami stają się niektórzy, a inni nie. Dlaczego na przykład Elton John, niespecjalnie urodziwy, lub matuzalem jak na rockowca Mick Jagger, idolami są, a piękny jak marzenie Maryjan nie jest?
Dlatego otóż, że kampania wyborcza częstego bohatera moich felietonów, Mariana K., przebiega pod hasłem: “Na złość mamusi niech mi nóżki zmarzną”. To prawdziwe hasło, choć ukryte między częstochowskimi rymami pieśni o dobrym, mądrym i pięknym Maryjanie, co to wiele rzeczy robi na złość mamusi. Mamusią zaś jest, oczywiście, Polska, bo mamy tu do czynienia z wielką metaforą, w małym, felietonowym wymiarze.
Ostatnio miał szansę M.K. zyskać parę punktów, zrobić coś dobrego dla mamusi. To była prosta sprawa, urządzić z wielkim hukiem urodziny “Solidarności”, wystąpić z gałązką oliwną w dłoni, no i z głową posypaną popiołem, bo zapomnieć o Wałęsie jako o prawdziwym, na rękach noszonym jak jaki Kiepura, idolu tłumów, to doprawdy spore przeoczenie.
Mądrzy ludzie mówili o tym, by zaprosić wszystkich, którzy mają zasługi, i byli wówczas w Stoczni, a także innych, mniej bezpiecznych miejscach niż bułgarska plaża. Zaprosić prezydenta własnego kraju i znakomitości ze świata. Oddać głos tym, którzy mają coś rozsądnego do powiedzenia, jak na przykład marszałek Płażyński, który nie doczekał się odpowiedzi na prośbę o pozwolenie wygłoszenia krótkiego przesłania, choć nie rozumiemy, dlaczego prawdziwy działacz podziemny tej rangi musiał pytać w ogóle o zgodę działacza tamtej rangi. Oczywiście, łaskawego przyzwolenia nie otrzymał. Stało się tak dlatego, że po koszmarnie przerżniętych wyborach prezydenckich Mariana Krzaklewskiego ma szansę stanąć na czele nowoczesnej prawicy, a to jest dla M.K. osobisty afront, to nie do zniesienia.
Idol rockowy musi mieć talent, słuch i głos, musi umieć śpiewać, nie fałszując. Idol polityczny też musi mieć talent, musi umieć nawiązywać kontakt z ludźmi, mieć słuch na to, co do niego mówią i nie brać wysokiego C, jak wiadomo, że nie uciągnie. Jednym słowem, musi być prawdziwy, wtedy fani wybaczą mu to i owo. Taka jest właśnie różnica między idolem a ideolem (termin Jacka Fedorowicza), co śpiewać nie umie, fałszuje, aż zęby bolą, a jak już coś wymyśli dla publiki, to jakby kulą w płot walnął.

Wydanie: 39/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy