Imitacje

Imitacje

Niektóre środowiska liberalne robią dobrą minę do złej gry i cieszą się, że partia PiS ma konkurencję po prawej stronie, z którą być może nie potrafi sobie poradzić. I widzę, że mają jeszcze jeden powód do satysfakcji: oto pan Roman Giertych przejrzał na oczy i ogłasza wszem wobec, że dzięki antysemityzmowi w Polsce kariery politycznej się nie zrobi, dlatego on się antysemityzmu raz na zawsze wyrzeka i to samo radzi Młodzieży Wszechpolskiej. Jak takiemu nie pomóc w powrocie do polityki na szczeblu krajowym – myślą sobie w „Gazecie Wyborczej” i telewizji TVN.
Najgłośniej brzmiące i najczęściej powtarzane hasła Marszu Niepodległości były następujące: „Precz z komuną”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” i „A na drzewach zamiast liści wisieć będą komuniści”. W odpowiedzi na to ktoś z kręgu SLD pośpiesznie postawił wniosek o delegalizację ugrupowań organizujących marsz. Powoli, panowie działacze z SLD, apeluję o większą uważność, tu nie o was chodzi. Narodowcy jako główny cel stawiają sobie „odzyskanie” Polski, a przecież to nie wy ją dzierżycie. Komuniści, którzy teraz mają wisieć, to Platforma Obywatelska z Donaldem Tuskiem na czele, „czerwona hołota” to władza obecnie panująca, „komuna”, z którą precz, to establishment III RP ze szczególnym uwzględnieniem Michnika i innych właścicieli niekaczystowskich mediów. Są różne komuny; młodych narodowców z pewnością nie interesuje ta sprzed ćwierć wieku, od której przecież niczego nie można odzyskać, bo wszystko straciła.
Szczególnie rzucającą się w oczy cechą marszu narodowców był jego imitacyjny charakter. Po części, jak te okrzyki, była to imitacja mechaniczna, a po części rozmyślna i zadeklarowana. Oświadczali, że nawiązują do „Solidarności”, walczą o to samo i z tym samym wrogiem, tylko że tym razem nie będzie „okrągłego stołu”, bo tym się brzydzą. Dwudziestoletnia edukacja nie poszła w las. Sceny uliczne z czasów pierwszej i drugiej „Solidarności” reprodukowane nieustannie przez telewizję zapadły w pamięć, slogany antykomunistyczne wcieliły się w usta i wyskakują z nich, zanim pomyśli głowa. I widzimy to nie tylko u narodowców, lecz także u „liberałów”. Jeżeli niczego tak się w narodzie nie wychwala jak walki z komuną, to do czego mają dążyć młodzi radykałowie pragnący być na poziomie narodowych ideałów. Rzeczywistość, z którą oni chcą walczyć, która ich oburza albo nudzi, nie ma nic wspólnego z komuną, ale przyjęcie tego do wiadomości oznaczałoby dla nich czarną rozpacz: więc nie ma dla nas drogi do wielkości, do zasługi, do miejsca w historii? Manifestujemy 11 listopada przeciw rządowi i przeciw systemowi, tak jak kiedyś manifestował Bronisław Komorowski i proszę, jak dobrze na tym wyszedł. Teraz manifestuje legalnie i wzorcowo, ale nie ma w tym nic prócz rutyny. Zapewne chciałby sobie krzyknąć „precz z komuną”, ale nie może pod groźbą śmieszności, a my możemy, my się nie boimy i w tym nasza wyższość.
Marsz Niepodległości był imitacją, ale dzisiejsza polska myśl polityczna jest w zadziwiającym stopniu imitacyjna. Obóz rządzący – nie tylko PO, lecz także PiS stanowi część tego obozu – nie potrafi inaczej wyrazić swoich zasad jak tylko wskazaniem na wzór: Polskę międzywojenną. I nie potrafi wyobrazić sobie innej hierarchii wartości politycznych jak tylko ta, która się narzuciła wszystkim w krótkim okresie upadku Polski Ludowej.
Pokolenie wychowane na tych wartościach dało się widzieć 11 listopada. Imitacja zaprezentowana przez Marsz Niepodległości była zbyt gorliwa, zbyt skrajna. Jednakże co do istoty, to między marszami prezydenckim i tym większym nie było zbyt dużej różnicy. Pójść z Młodzieżą Wszechpolską lub pójść z Giertychem to taki wybór, jakby nie było żadnego wyboru.
Narodowcy nie są jedynymi imitatorami opozycji „antykomunistycznej”. Studenci z żywszą wyobraźnią, doktorzy i doktoranci urodzeni lub wychowani w III RP, niezadowoleni z panujących stosunków lub tylko ponoszeni przez ambicję odgrywania ważnej roli w społeczeństwie, ubierają swoją postawę w poglądy „antykomunistyczne”, czyli antypeerelowskie. Nie może być inaczej w kraju, gdzie bezwarunkowo uprawnionymi do rządzenia, do wysokich stanowisk i najwyższych orderów są tylko byli opozycjoniści i ci, którzy takich udają. Nikt nie policzył, jaka część społeczeństwa ma tego dość.

Wypowiedź Zbigniewa Brzezińskiego przyniosła ulgę ludziom odczuwającym duszność w atmosferze kłamstwa i nierzeczywistości. Wielkie media nie przestały jednak pracować nad tym, aby zaciemnić, co się da, i odnoszą sukcesy. Uszczypliwościami dokuczają Kaczyńskiemu, ale obraz zdarzeń malują taki, jaki służy jego polityce. Nie ma kaczystowskiej bredni, której TVN nie rozgłosiłby na całą Polskę. Inne telewizje nie lepsze.
W jednej sprawie Brzeziński nie miał racji. Dał się ponieść swojej zasadniczo rusofobicznej postawie. Czasami ze względów dyplomatycznych ją łagodzi, ale tym razem nie widział do tego powodów. To nieprawda, że wrogie podziały między polskimi partiami – w gruncie rzeczy nie tak bardzo wrogie, jak się wydaje – są powodowane lub prowokowane przez Moskwę. Jeżeli w Warszawie uważają, że Rosjanie przetrzymują wrak tupolewa po to, żeby podsycić wrogość między PiS i PO, to przecież te partie mogą zrobić coś wbrew życzeniom Moskwy i na złość Ruskim przestać się kłócić o ten wrak. Piszę „wrak”, a to bardzo niepobożne nazwanie. Trzeba mówić „szczątki”. Broń Boże napisać, że leżą. Trzeba napisać, że „spoczywają”. „Newsweek” (12-18 listopada) na okładce szczypie Kaczyńskiego, ale do opisu faktów używa języka utwierdzającego jego zmistyfikowaną wizję faktów. W artykule „Śledztwo w lesie” można przeczytać: „przygotowano nawet hangar, w którym mają SPOCZĄĆ SZCZĄTKI polskiego tupolewa”.
Kaczyści prezentują siebie jako partię najbardziej proamerykańską i z tej pozycji krytykują politykę zagraniczną Platformy. Nie dociera do nich fakt widoczny jak na dłoni: są pogardzani zarówno przez amerykańskich liberałów, jak i neokonserwatystów. Są użyteczni, ale tak, jak bywają użyteczni idioci. Wypowiedź Brzezińskiego mogłaby im to uświadomić, gdyby tylko byli zdolni do rozumowania.

Wydanie: 47/2012

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Komentarze

  1. Anonimowy
    Anonimowy 16 grudnia, 2012, 17:55

    Szanowny Panie Profesorze!
    Jakże nisko upada nasza kochana ojczyzna, jak trudno znieść myśl, że Polacy są wciąż tak daleko od racjonalizmu, który Pan tak dowcipnie z tonem gorzkiej przewrotności kultywuje. Mam 54 lata i chyba tracę nadzieję, że za mojego życia zobaczę ten kraj ogarnięty zrównoważonym rozwojem.
    Kłaniam się Panu.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy