Nie budzić śpiących demonów!

Prawo i obyczaje

Są w literaturze światowej dzieła, które ukazują w alegorycznej formie głęboką prawdę o lekkomyślnych poczynaniach człowieka. Takim utworem jest np. słynna ballada J.W. Goethego „Uczeń czarnoksiężnika” („Zauber lehrling”). Młody człowiek, ucząc się dopiero sztuki czarnoksięstwa, rozpętuje pod nieobecność mistrza tajemne moce, ale nie potrafi ich poskromić. Na szczęście zjawia się w porę czarnoksiężnik i jednym ruchem swej różdżki uspokaja szalejące żywioły.
W czasach nieokiełznanej wolności słowa pojawiają się różni specjaliści niedawnej historii Polski, którzy podobnie jak bohater owej starej baśni budzą drzemiące w ludziach demony (odruchy nienawiści, odwetu itp.). Przeważnie są to nieprofesjonalni „znawcy” naszych dziejów, rozprawiający ze swadą w gazetach o wszystkim, czego dusza czytelnika zapragnie.
W świadomości pokoleń wypędzonych ze wschodnich rubieży Polski trwała pamięć o akcji „Wisła” jako tragicznym wydarzeniu w historii obywateli polskich narodowości ukraińskiej. Konferencja IPN w Krasiczynie w dniach 18 i 19 maja br. spowodowała, że ożyło zainteresowanie tamtą kartą naszych powojennych dziejów. Temat przemilczany w historii na skutek działania PRL-owskiej cenzury doczekał się nowego, odmiennego naświetlenia. Nie wszystkie jeszcze szczegóły tamtej historii zostały ujawnione, ale panuje na ogół zgodność poglądów, że akcja „Wisła” była ciężkim zamachem na prawa ludzi wygnanych ze swych domostw i przesiedlonych na nieznane sobie tereny zwane Ziemiami Odzyskanymi. Uznanie winy ówczesnych, komunistycznych władz Polski stało się jednym z istotnych elementów pojednania polsko-ukraińskiego.
Niestety, po wspomnianej konferencji IPN pojawiły się natychmiast próby zrehabilitowania sprawców akcji „Wisła”. Odżył demon odwetu w listach ludzi, którzy uznali tę akcję za sprawiedliwą odpłatę wymierzoną Ukraińcom za rzezie Polaków na Wołyniu.
Impuls do tych wypowiedzi dał m.in. felieton B. Łagowskiego pt. „Akcja „Wisła” była słuszna” („Przegląd” z 29.04.br). Czytelnicy źle zrozumieli ocenę powyższej akcji w cytowanym felietonie. Autor stwierdził w nim wyraźnie, że akcja „Wisła” nie miała na celu karania ukraińskiej ludności, lecz była „operacją socjotechniczną, pragmatyczną, bez znamion zemsty”.
Mówienie o tych wydarzeniach sprzed półwiecza bez gruntownej znajomości źródeł i historycznego przygotowania przypomina harce uczniów czarnoksiężnika. Odpowiedzialni badacze twierdzą, że sporne do dzisiaj są: geneza akcji, jej autorstwo i sens przesiedleń (likwidacja UPA czy asymilacja ludności ukraińskiej?). Pisał o tym m.in. P. Kosiewski w „Tygodniku Powszechnym” z 12.05.br. Niesporne są natomiast fakty dotyczące przebiegu akcji i jej skutków (zob. T. Snyder „Pięć wieków i osiem lat”, „Tygodnik Powszechny” jw.).
W konfrontacji z faktami udowodnionymi trudno ocenić powyższą akcję jako legalną i „słuszną” z moralnego punktu widzenia. Jeśli nawet jej pragmatyczny cel (zakończenie walk narodowościowych) był uzasadniony, to ze względu na środki użyte do jego osiągnięcia była ona niesłuszna. Cywilizowane państwo nie stosuje zasady „Cel uświęca środki”. Akcja „Wisła” nie miała umocowania ustawowego. Została podjęta na podstawie decyzji partyjnej (uchwały Biura Politycznego KC PPR), a pozostawione nieruchomości upaństwowił rząd.
Fakty niezbicie dowodzą, że zastosowany sposób przeprowadzenia operacji przypominał metody stosowane przez III Rzeszę na okupowanych terenach Rzeczypospolitej. Akcję rozpoczęto nagle, wywożąc ludzi w nieznane. Około 4 tys. ludzi zesłano do obozu w Jaworznie (czy ta akcja też była „słuszna”?).
Wykonawca masowych wysiedleń, gen. S. Mossor, uznał całą operację za formę „ostatecznego rozwiązania kwestii ukraińskiej”. Był to zwrot z nacjonalistycznego języka rodem. Wszak również Himmler zapowiadał w 1944 r. „ostateczne rozwiązanie” (Endlösung) kwestii żydowskiej.
Analogia z eksterminacją semickiej grupy etnicznej była poniekąd uzasadniona, gdyż ludność osiadła na terenach objętych akcją „Wisła” przestała nagle istnieć jako wielonarodowa społeczność wraz z całą odrębną kulturą, wierzeniami itp. Co więcej, niektórzy historycy twierdzą nawet, że w powyższy sposób dopełniony został rozpoczęty przez III Rzeszę holokaust części narodu polskiego (T. Snyder, jw.).
Rozproszenie ludności ukraińskojęzycznej na ziemiach zachodnich położyło kres odrębnościom kulturowym polskich obywateli z regionów wschodnich. Akcja „Wisła” była też ciosem wymierzonym w wolność uprawiania kultów religijnych przez grekokatolików i prawosławnych w miejscach deportacji, gdyż nie było tam warunków do powstania nowych cerkwi po zlikwidowanych świątyniach na wschodzie. Ateistyczne państwo ten stan rzeczy oczywiście akceptowało.
Przesiedlenia w ramach akcji „Wisła” nie były ściśle rzecz biorąc formą odpowiedzialności zbiorowej w rozumieniu prawa karnego (przy założeniu, iż nie był to akt zemsty za zbrodnie ukraińskich nacjonalistów). Odczuwane były jednak przez wielu deportowanych jako represje z tytułu przynależności do narodowości ukraińskiej. Dotykały bowiem ludzi, którym nie udowodniono współpracy z bandami. Wysiedlono ich na tej tylko podstawie, że należeli do mniejszości ukraińskojęzycznej. Los taki spotkał też Łemków i częściowo prawosławnych posługujących się dialektem ukraińskim. Jest to dowód oczywisty, że akcja „Wisła” była w gruncie rzeczy czystką etniczną polegającą na poddaniu wypędzonych przymusowej asymilacji z resztą ludności.
Głębokim nieporozumieniem jest upatrywanie w likwidacji całych wsi sposobu na uśmierzenie niepokojów na wschodniej granicy Polski, a nawet działania w interesie ludzi zagrożonych napadami nacjonalistów ukraińskich. Przed atakami band państwo powinno bronić obywateli wzmocnionymi siłami zbrojnymi na niespokojnym terenie. W okresie międzywojennym pełniły służbę na wschodniej granicy Rzeczypospolitej specjalne oddziały Wojska Polskiego tworzące tzw. Korpus Ochrony Pogranicza (KOP). Ówczesna władza nie używała wojska do wypędzania ludności cywilnej z terenów nadgranicznych objętych niepokojami.
Trudno zgodzić się z oceną, że w ramach akcji „Wisła” władza przenosiła ludność ukraińską z gorszych warunków w lepsze. Warto zapytać samych przesiedleńców, czy uszczęśliwienie ich w ten sposób „na siłę” w 1947 r. przyjęli z radością, godząc się na utratę na zawsze swych rodzinnych stron.
Twierdzenie, że po wojnie ludność polska z własnej woli przesiedlała się na ziemie zdobyte (odzyskane) i uważała tę zmianę za polepszenie swego losu, jest, mówiąc delikatnie, nieścisłe. Są jeszcze ludzie, którzy ciężko przeżyli rozstanie z miastami swej młodości (Wilnem, Lwowem i innymi). Dla nich życie pod kolejną okupacją było nie do przyjęcia i dlatego porzucali swój dobytek, emigrując na zachód i do centralnej Polski. Wmawianie im, że czynili to dla polepszenia swego losu, to historyczny fałsz oparty na niezrozumieniu istoty prawa do ojczyzny.

 

Wydanie: 23/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy