Straszne, ale prawdziwe

Zapiski polityczne

Zanim zacząłem pisać ten felieton, otworzyłem list nadesłany na adres Sejmu RP ze Szczecina przez panią Barbarę z ul. Wyzwolenia. Nie podaję nazwiska, gdyż nie zostałem do tego upoważniony. Oto fragmenty listu:
„…u Niemców mamy opinię złodziei, u Amerykanów – głupków i żydożerców, a teraz pokazujemy, że nawet we własnym kraju nie potrafimy rządzić. Czy po to tylu młodych ludzi poświęciło życie, by przez głupotę paru warchołów znów stać się łupem państw ościennych?”.
„…byłam wychowywana w duchu dumy narodowej, a teraz naprawdę wstyd się przyznać, że należy się do narodu polskiego. A to boli!”.
Słowa pani Barbary korespondują z tym, co kiedyś sobie zapisałem w notesie: Sejm powoli przestaje być organem najwyższej władzy w państwie, lecz staje się narzędziem kompromitacji narodu polskiego.
Listów podobnych do zacytowanego dostaję sporo. Autorytet Sejmu upada. Kiedyś, gdy otwierałem pierwsze posiedzenie Izby Poselskiej, mówiłem o konieczności przywrócenia Sejmowi szacunku społeczeństwa. Niestety, dzieje się inaczej. Czy tylko za sprawą różnych awanturniczych poczynań pewnych posłów? Jest gorzej. Społeczeństwo dostrzega, że dobro naszego państwa nie bardzo interesuje sporą część wybrańców narodu, głównie tych z opozycji. To spostrzeżenie dotyczy także znacznej części, ba, większości prasy i jej dziennikarzy. Prasę interesuje nade wszystko poczytność, gdyż od niej zależą dochody wydawców, nieraz olbrzymie właśnie dzięki tandeciarskiemu szukaniu tego człowieka, co pogryzł psa, by się posłużyć tą trafną, choć żartobliwą diagnozą.
Można to jeszcze uściślić i dodać, że idzie mi przede wszystkim o media i polityków prawicy. Ten fenomen obojętności na los ojczyzny zaczął się uwypuklać z chwilą ujawnienia zaiste zdumiewającej przemiany nastrojów społeczeństwa, któremu lewica – tak długo odsądzana od czci i wiary – nagle zaczęła się podobać, niekoniecznie dla własnych zalet, głównie z powodu skandalicznego rządzenia krajem przez prawicę wszelkiej maści. Na tle haniebnych wyczynów koalicji AWS-UW w sprawowaniu władzy lewica, w dużej części postkomunistyczna, zyskiwała coraz większe uznanie.
Porażona gruntownie tym sukcesem lewicy prawica popadła w stan histerycznego zaprzeczania wszystkiemu, co pochodzi z kręgu lewicowego. Dochodzi do tego kolosalna bezwstydność polityków prawicy (AWS-UW) odpowiedzialnych za katastrofę finansów publicznych. Polega to głównie na kwestionowaniu zasadności wszystkich środków zaradczych podejmowanych przeciw finansowej katastrofie państwa, spowodowanej wszak przez nieudolność, a czasami łajdacką pazerność na dobro publiczne polityków odsuniętej od władzy prawicy.
Patrząc na tych ludzi, odnoszę wrażenie, że w ich pojęciu takiego rozdziału naszej współczesnej historii w ogóle nie było. To samo dotyczy mediów. Gazety, które do niedawna stanowiły solidną podporę polityczną Unii Wolności, a co za tym idzie także i rządzącej AWS, teraz z furią atakują, wmuszone przez sytuację odziedziczoną po prawicy środki zaradcze, nieraz rzeczywiście dotkliwe dla sporych kręgów społeczeństwa.
Ktoś może powiedzieć: nie ma się czemu dziwić, przecież większość gazet jest tylko polskojęzyczna. Dlaczego mają postępować inaczej? Idzie im o zysk. Istotnie, spora część naszej prasy znalazła się w obcych rękach, ale dziennikarze telewizji publicznej także dokładają niemałych starań, by dokumentnie uświnić lewicową wadzę w opinii społeczeństwa. Działa tu także potężne skrzywienie zawodowe. Zanikło dziennikarstwo objaśniające rzeczywistość, każdy skryba lub gadająca panienka blond uważa za swój naczelny obowiązek oskarżać i demaskować to lewicowe draństwo. Im bardziej społeczeństwo popiera lewicę u władzy, tym zacieklej media, szczególnie komercyjne, starają się ją poniżyć.
W mediach, głównie w telewizji i radiu, nie trzeba nawet samemu pchać się z oskarżeniami, wystarczy zapraszać odpowiednich rozmówców.
Przeglądam zbiorek opinii o rządowym planie wyciągania Polski z bagna, do którego trafiła pod rządami prawicy. Co wyraźnie widać? Jaki bywa ogólny polityczny kierunek danej gazety, taki ekspert jest odpytywany. A przecież tak jak mamy tylu, co kot napłakał, rzetelnych historyków dziejów najnowszych, gdyż przeważają wśród piszących na te tematy zwykli publicyści polityczni, tak i jest z ekonomistami. Wiedzę mają nawet szeroką, ale w sprawach tego, co nazywamy „dobrem państwa”, kierują się przede wszystkim racjami politycznymi. Inaczej trudno zrozumieć ów historyczny fenomeni, jakim jest nagromadzenie tak wielu ujemnych cech naszej transformacji ustrojowej z równoczesną obfitością ekonomicznych znakomitości w służbie kolejnych rządów, na ogół koalicyjnych.
Gdy środowisko polskich ekonomistów stanęło przed wielką niewiadomą, jaką był prawidłowy, czyli najmniej dokuczliwy dla społeczeństwa, przebieg tego procesu przekształceń ustrojowych i gospodarczych, okazało się, i to można zrozumieć, że nikt nie jest w pełni przygotowany do kierowania owymi zmianami. Premier Mazowiecki, zupełnie zagubiony w tej problematyce, dokonał wyboru tragicznego w skutkach. Powołał na szefa reform marksistę, byłego członka PZPR przekabaconego na studiach stypendialnych w USA na wierność zasadom ekonomii liberalnej.
No i zaczęło się. Ludzie o poglądach skrajnie liberalnych, często niedawni marksiści, tyle że nieco zbuntowani, otoczyli się doradcami zagranicznymi rekrutowanymi prawie wyłącznie z kręgów ekonomistów liberalnych i zaczęli Polskę urządzać po swojemu. Każda próba innego myślenia była traktowana jako chęć przywrócenia „dawnego”, czyli realnego socjalizmu, No i takie mamy śledzie, jakie nam przywieźli: gigantyczne bezrobocie, kraj przekazany w obce ręce, dwa miliony hektarów ugorującej ziemi, głodne dzieci, nędzę milionów i chęć ucieczki młodych z tego „przeklętego” kraju. Straszne, ale prawdziwe.

20 lutego 2002 r.

 

Wydanie: 8/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy