Czarne jest czarne

Czarne jest czarne

„Nikt nam nie wmówi, że białe jest białe, a czarne jest czarne”. To słowa premiera Kaczyńskiego z sejmowego exposé. Wówczas ten lapsus mógł się wydawać zabawnym przejęzyczeniem. Reakcja Kaczyńskiego na nagranie korupcyjnych ofert Lipińskiego i Mojzesowicza pokazuje, że to nie była zwykła wpadka językowa. Kaczyński tak naprawdę myśli. Nie żeby nie rozróżniał kolorów. On po prostu wierzy, że żaden układ mu nie wmówi, że czarne jest czarne. Stąd tak zadziwiająca reakcja na aferę z przekupywaniem posłów Samoobrony. Na nienormalne i niemoralne zachowanie najbliższych współpracowników.
Jeżeli tak głupio zachowują się najważniejsi politycy PiS, to czego oczekiwać od szeregowców? Od tych, którzy masowo obsadzili stanowiska w administracji i spółkach skarbu państwa? Na pokaz PiS miał sztandar z pięknym hasłem: prawo i sprawiedliwość. Sztandar, na który złowiono wielu wyborców, którym w Polsce żyje się ciągle podle. Ci ludzie jeszcze raz uwierzyli, że może być lepiej. Uwierzyli w czystość intencji i moralność polityków PiS, których siłą miała być jakobińska rewolucyjność i ideowość. A co zobaczyli? Ponurych, dukających komunały aparatczyków.
Jak więc się czują, słuchając łgarstw, że czarne nie jest czarne? Reakcje rządzącej partii na ostatnie wydarzenia robią przygnębiające wrażenie nawet na ludziach niewiele wymagających od polityków. Wielu wyborców PiS jest dziś zażenowanych własną naiwnością. Nikt z partii nawet nie próbuje ich przeprosić. To, co wydusił z siebie premier po paru dniach, trudno przecież tak nazwać. Opozycja wewnątrz PiS, która przecież jest i szemrze po cichu, nie zdobyła się nawet na malutki gest wobec własnego zaplecza.
Bracia Kaczyńscy znani są z tego, że za wszystkie nieszczęścia narodu, państwa i swoje obwiniają układ. Winę widzą wszędzie, a największą u tych, którzy mają odmienne zdanie. Sobie nigdy nie mieli nic do zarzucenia. Zręczna pokazówka i mistyfikacja, z jaką PiS prezentowało się przez pierwsze miesiące po wyborach, były na tyle przekonujące, że wieszczono tej partii osiem lat rządów. A Jarosław Kaczyński przez byłych dziennikarzy „Nowego Państwa”, którzy dzięki niemu obsadzili zarządy wszystkich mediów publicznych, okrzyknięty został Piłsudskim naszych czasów i genialnym strategiem. Po tym, co teraz obserwujemy, możliwości są dwie. Albo strateg za szybko okrzyknięty został geniuszem. Albo wojsko, jakim strateg dysponuje, jest tak marne, że nawet geniusz nie jest w stanie poprowadzić go do zwycięstwa. Chyba że w grę wchodzi coś znacznie bliższego sposobowi myślenia braci Kaczyńskich. To ciemna moc układu ciągle wygrywa z siłami rewolucji moralnej.
„Polacy, nic się nie stało”, śpiewają kibice na stadionach, gdy nasza drużyna traci bramkę. Śpiewają tak, by pobudzić piłkarzy do większego wysiłku, bo dobrze wiedzą, że jest źle i trzeba pełnej mobilizacji. Na tę samą melodię próbują śpiewać politycy PiS. W oczywisty sposób pomylili stadion z normalnym życiem. Na co dzień Polacy nie są skłonni wybaczać kłamcom. Jeszcze gorzej znoszą takie sytuacje, w których ewidentny przestępca próbuje odwrócić uwagę od siebie, oskarżając innych.
Haniebny jest atak PiS i jego satelitów na tych dziennikarzy TVN, którzy pokazali kawałek prawdy. Haniebny jest styl zarządzania mediami publicznymi, które swoją stronniczością i służalczością wobec władzy trwonią zaufanie społeczne. Najcenniejszą wartość, jaką mają. Jeszcze?

Wydanie: 40/2009

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy