Gdzie była wtedy matka boska wallstreetowska?

Gdzie była wtedy matka boska wallstreetowska?

Mnożą się pomniki, sympozja, obchody tzw. Cudu na Wisłą, debaty, medale, pustosłowia na temat czegoś, co nie ma żadnego znaczenia dla naszego życia dzisiaj i w dającej się przewidzieć przyszłości. Coraz więcej miejsca w tych przekazach zdominowanych przez kościelnych i wokołokościelnych interpretatorów zabiera niejaka matka boska. Władze 40-milionowego państwa, członka Unii Europejskiej, zawierzają tej widmowej postaci losy i przyszłość kraju. Innym nie staje już nawet sił na wzruszenie ramionami. Tymczasem w ciszy przechodzi 10. rocznica upadku banku Lehman Brothers, symbol gigantycznego kryzysu ekonomicznego, którego nikt nie zażegnał, nie przewidział, nie zapowiedział, a tym bardziej po matkoboskiemu nie powstrzymał.

Ten kryzys w bezpośrednim wymiarze nie dotknął Polski (tak przynajmniej krótkowzrocznie się uważa), bo peryferyjność, zachowawczość i bycie z boku sprawiły, że Polska okazjonalnie znalazła się w oku cyklonu, który hulał po całym świecie. Przypomnijmy, że w oku cyklonu jest całkowity spokój, nie wieje, nie huczy, nic nie wskazuje na to, że obok rozgrywa się koniec świata. Oko cyklonu powoli się przemieszcza, gdzie kiedyś był spokój, jutro będzie huragan. Szczególnie kiedy nadciągnie nowy cyklon, który nie pamięta już dawnego.

W jakimś sensie polski niedotyczyzm – złudzenie bycia samotną wyspą w zglobalizowanym świecie, uznanie, że kryzys, który był i trwa, zapomniał o Polsce – powinien przerażać. Jednak nie dzieje się nic. Pojedyncze organizacje (Instytut Globalnej Odpowiedzialności) podnoszą te kwestie, osamotnieni wydawcy (poznański Heterodox) próbują rozruszać debatę o innej, nowej, zmieniającej się ekonomii. Ale w powszechnym odczuciu nie dzieje się nic, nic się nie stało i nic się nie wydarzy.

Króluje wciąż przekonanie, że trzeba zaciskać pasa i oszczędzać, oczywiście nie wszyscy mają oszczędzać. Dominuje wizja państwa opisana przez Janisa Warufakisa, byłego ministra finansów Grecji, który poległ w boju z wielkimi finansów świata i Europy: „Państwo jest takim samym organizmem jak firma czy gospodarstwo domowe – i tak jak one musi zaciskać pasa, gdy nadchodzą ciężkie czasy. Przymykając oczy na fundamentalną zależność między wydatkami państwa a kluczowym źródłem wpływów do jego budżetu, jakim są podatki (którymi nie dysponują ani firmy, ani gospodarstwa domowe), stawiają oni [zwolennicy zaciskania pasa – red.] znak równości między dopinaniem domowego i państwowego budżetu. To kardynalny błąd. Błąd, który nie wynika, rzecz jasna, z roztargnienia czy nieznajomości rzeczy. Stoi za nim silne ideologiczne przywiązanie do »taniego państwa«, a ono z kolei maskuje znacznie bardziej złowrogi interes klasowy, polegający na przerzucaniu ryzyka i strat na barki najbiedniejszych”.

Jednym z najważniejszych symptomów kryzysu, którego nie było, a który trwa w najlepsze, jest globalne zadłużenie. W dokumencie z 10 września 2018 r. pisze o tym Eurodad (European Network on Debt and Development, sieć 47 organizacji społeczeństwa obywatelskiego z 20 krajów Europy. Eurodad działa na rzecz transformacyjnych i konkretnych zmian politycznych, aby tak demokratycznie przebudować system finansowy, żeby wyeliminować ubóstwo i zapewnić wszystkim ludziom przestrzeganie praw człowieka): „10 lat po upadku amerykańskiego banku inwestycyjnego Lehman Brothers (15 września 2008 r.) świat jest bardziej zadłużony, niż był w 2009 r., tj. w szczytowym momencie kryzysu finansowego. Światowe zadłużenie osiągnęło w 2016 r. najwyższy poziom 164 bln dol., czyli 225% światowego PKB. W najbogatszych gospodarkach stosunek zadłużenia do PKB ustabilizował się od 2012 r. na poziomie nienotowanym od II wojny światowej (ponad 105% PKB)”.

Krążenie w takiej sytuacji polskiej debaty politycznej wokół rzekomych ingerencji jednej z tysięcy matek boskich (swoją drogą ciekawe byłoby powstanie syndykatu matek boskich i próba pokazania, o co, gdzie i jak walczą…) obezwładnia. Kiedy w tym samym czasie osoba pełniąca obowiązki prezydenta RP ogłasza, że Unia Europejska jest „wspólnotą wyimaginowaną”, to nabieramy pewności, że żyjemy w świecie urojonych problemów, fantazmatycznych diagnoz i baśniowych pomysłów na przyszłość.

Jednym z ojców (żeby na chwilę matki zostawić w spokoju) dzisiejszych sporów i problemów politycznych w Polsce był brak dyskusji ekonomicznej w latach poprzedzających transformację 1989 r. Dlatego wówczas przyjęto jednogłośnie i jednowymiarowo taki model przebudowy państwa, jeśli chodzi o gospodarkę, czyli tak naprawdę wszystko. Mogłoby się wydawać, że z tej przygody należy wyciągnąć wnioski. Trudno jednak dostrzec potrzebę pogłębionej refleksji i chęć zmierzenia się z globalnym zapętleniem i wszechobecnym kryzysem. Czyżby miało to oznaczać, że kroczymy ku kolejnej fazie „byliśmygłupi”? Może warto sobie uświadomić, że nas na to żadną miarą nie stać i oko cyklonu za sprawą matki boskiej wallstreetowskiej nie będzie nas otulać zawsze.

Wydanie: 38/2018

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy