Jedna lista, jeden wódz

Jedna lista, jeden wódz

Łączmy się. Słyszę to na okrągło od polityków Platformy Obywatelskiej i powiązanych z nią mediów. Zbudujmy front jedności narodu. Tego narodu, który PO-PiS tak skutecznie podzielił i skłócił. Tak bardzo, że gdy prawicowi politycy mówią teraz o narodzie, to myślą tylko o tych, którzy ich popierają. Reszta, czyli miliony Polaków, to dla nich jakaś podejrzana magma, której nie rozumieją i nie chcą rozumieć. A najchętniej wepchnęliby tych ludzi do czarnej dziury. Byle ich nie oglądać. I nie słuchać.

Na szczęście tego nie da się zrobić. Trzeba będzie żyć z takim społeczeństwem, jakie realnie mamy. Co i komu miałaby dać jedna, wspólna lista całej opozycji w wyborach parlamentarnych? Komu miałaby pomóc i w czym?

Tylko ktoś bezbrzeżnie naiwny albo fan Tuska może wierzyć, że sklecona w wielkich bólach wspólna lista opozycji może być cudowną receptą na pogonienie PiS. W gabinetach polityków i redakcjach można pisać takie scenariusze, przy których baśnie z tysiąca i jednej nocy są prawie dokumentami. Ale w realnym życiu to tylko chciejstwo. Opozycja jest wielobarwna i w wielu konkretnych sprawach bardzo się różni. Łączy ją krytyczny stosunek do polityki PiS, choć nie u wszystkich jest to obraz czarno-biały, i poparcie dla integracji z Unią Europejską. Choć i tu również nie brakuje akcentów krytycznych.

Politycy opozycji wiedzą, że głównym, jeśli nie jedynym, beneficjentem wspólnej listy będzie Koalicja Obywatelska, czyli Donald Tusk. To, że politycy PO marzą o powrocie do władzy i dla naszego dobra chcą się znowu męczyć na stanowiskach rządowych, jest dla mnie zrozumiałe. Skoro przez sześć lat nie znaleźli sobie pożytecznego i dobrze płatnego zajęcia, to powrót do władzy jest kuszącą perspektywą. Ale tak jak oni bardzo chcą, tak większość wyborców bardzo nie chce, by znowu było, jak było.

Dla polityków PO czasy ich rządów były piękne. Byli ważni, dysponowali budżetem państwa, a ich decyzje wpływały na kształt państwa. Znacznie gorzej, a często całkiem marnie, pamiętają te czasy rządzeni. Wielu uważa, że gdyby nie długa lista błędów, nie byłoby rządów PiS. A przynajmniej nie byłyby aż tak długie.

Tusk za przeciwnika na opozycji wybrał sobie najsłabsze ogniwo, czyli Nową Lewicę Czarzastego i Biedronia. Dlaczego akurat ich? Bo ma już w partii i koalicji wielu byłych członków SLD. A w kolejce czekają następni. Selekcja kadrowa w Nowej Lewicy nie ma końca. Każdy, kto może zagrozić dwugłowej władzy, będzie wyeliminowany. Tusk przygarnie, kogo zechce, bo walczy o elektorat lewicowy. Nie jest w stanie przekonać do siebie wyborców PiS, ale lewicowych może. I próbuje. Paprotki z rodowodem lewicowym już u siebie ma.

Wydanie: 5/2022

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy