Ćwierkanie i pomniki

Ćwierkanie i pomniki

Polskę pokryją wkrótce pomniki Lecha Kaczyńskiego i polityków PiS poległych pod Smoleńskiem. W Dąbkach już stanął pomnik Przemysława Gosiewskiego. Koszaliński rzeźbiarz Zygmunt Wujek ma go poprawić, bo matka Gosiewskiego składa reklamację. Rzeźbiarz jest pokorny, powiedział: „Muszę wymienić głowę. Starą trzeba będzie odciąć i w jej miejsce wstawić nową”. Do wymiany jest jeszcze ręka, a nogi przykryje tarcza z logo Dąbek – wyjaśnił artysta. Na placu Zwycięstwa w Warszawie budowany jest zaś „schodkowy” pomnik katastrofy smoleńskiej. Nie jest zły plastycznie, mógł przecież się zdarzyć jakiś monstrualny banał. Ale już sama istota tego pomnika jest paradoksalna. To pomnik polskiego niechlujstwa, upamiętniający ofiary wielu zaniedbań, niekompetencji, nieprzestrzegania reguł gry, presji na pilotów. W pobliżu stanie monument kroczącego Lecha Kaczyńskiego, przeciętnego prezydenta, który niczym dla Polski się nie zasłużył, a zginął tak fatalnie, że jego bratu udało się na tej śmierci zbić kapitał polityczny, wygrać wybory i władować Polskę w gnojówkę. Jakie to szczęście, że nie stawiają tych pomników na Krakowskim Przedmieściu, jestem za to niemal wdzięczny prezesowi.

Zaglądam czasami na Twittera Donalda Trumpa. Nie byłoby to takie przygnębiające, gdyby nie był to prezydent Stanów Zjednoczonych. A Stany Zjednoczone nie były takie ważne dla demokratycznego świata. Trump pisze, jakby miał cały czas cukierek w ustach, a słownik ma tak ubogi, że te notatki mogą być polecane tym, którzy uczą się angielskiego. I to ociekanie patriotycznym frazesem. Co za bezwstyd ujawniania swojej przeciętności i małostkowości. Kiedy politycy byli ukryci przed naszym okiem, mogliśmy mieć jakieś złudzenia, że czują i wiedzą więcej od nas. Trump oczywiście jest szczególnym przypadkiem, ale wielu innych prezydentów nie górowało tak bardzo nad nim. Łatwiej było nam zachować spokój o świat, gdy nie mieliśmy bezpośrednio wstępu do głów przywódców i na zaplecze polityki.

Z badań przeprowadzonych przez CBOS wynika, że Polacy najbardziej lubią Czechów, Włochów, Amerykanów, Anglików, Słowaków oraz Węgrów, a najmniej – Rosjan, Romów i Arabów. A Czechów Polacy kiedyś nie traktowali poważnie. Może winny był język, który jakby kpi z polskiego. Uderza, że w ostatnich dwóch latach spadła sympatia Polaków do wszystkich badanych narodów bez wyjątku. PiS buduje pewien rodzaj myślenia, który psycholodzy nazywają mentalnością oblężonej twierdzy. To przekonanie, że cały świat jest przeciw nam, że inne państwa sprzysięgły się przeciw Polsce. Dzięki Unii Europejskiej nastąpił burzliwy rozwój Polski, a coraz częściej słyszymy, że państwa Unii mają wobec nas wrogie intencje. Prezydent Duda raczył powiedzieć: „Bardzo często ludzie mówią: ach, po co nam Polska, Unia Europejska jest najważniejsza. Przecież wiecie państwo, że bywają takie głosy. (…) Otóż, proszę państwa, to niech sobie ci wszyscy przypomną te 123 lata zaborów, Polska wtedy pod koniec XVIII w. swoją niepodległość straciła i zniknęła z mapy”. No pięknie, nawet jeśli prezydentowi tylko tak się niebacznie wymknęło, to jest to mocne. Poza tym Rosja zagraża nam militarnie, a Stany Zjednoczone i Izrael sprzysięgły się przeciw polskiej polityce pamięci. Oto nasze wstawanie z kolan. PiS ma tu rzeczywiście duże sukcesy. W jakiejś części jednak problem dotyczy całej Europy. To odruch pierwotnego plemiennego myślenia wobec unifikacji świata, coraz gęściej oplatanego siecią internetu i telefonii komórkowej.

Przechodziłem obok Ministerstwa Sprawiedliwości, gdy młodzi ludzie na ogrodzeniu wieszali wielkie plakaty o „żołnierzach wyklętych”. Poczułem ten sam ucisk w dołku jak w czasach PRL, gdy widziałem, jak wieszano hasła propagandowe. Teraz nie ma już Armii Krajowej, są „wyklęci”, wrzuceni do jednego worka zbrodniarze i ludzie szlachetni, piękni desperaci i szkaradni szaleńcy. Potrząsa się tym workiem, by wszystko się dobrze pomieszało.

Jadwiga Staniszkis specjalizuje się w litowaniu nad prezesem. „Jest mi żal Kaczyńskiego. Przeceniamy jego władzę. On znalazł się w pułapce, z której nie potrafi się wydostać”. Jadwigo droga, współczuję ci, że współczujesz Kaczyńskiemu. Rozumiem, że to sposób na oswajanie czyjejś podłości. Jak zaczynamy współczuć oprawcy, od razu robi się lepiej na duszy, czasami nawet błogo.

Wydanie: 13/2018

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Komentarze

  1. Anonim
    Anonim 31 marca, 2018, 15:44

    A nogi też do wymiany,bo był karłem

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy