Trzecie dziecko za 145 złotych

Odezwała się pani Maria Smereczyńska, pełnomocnik rządu ds. rodziny. Jest to fakt zdumiewający, gdyż pani pełnomocnik, w odróżnieniu od pana Kapery, wypowiada się oszczędnie, unika także spotkań z osobami niewygodnymi, na przykład z przedstawicielkami organizacji pozarządowych, zwanymi potocznie feministkami. A tu nagle, z radia, płynie głos pani Smereczyńskiej. Poinformowała ona społeczeństwo o podarunku, prawie gwiazdkowym. Otóż we wrześniu każda rodzina dostanie 145 zł na swoje trzecie, czwarte i kolejne dziecko. Gwarancją ma być ustawa. Do świadczeń tych jest uprawnionych około 1 mln 306 tys. dzieci w kraju. Na wypłaty zarezerwowano 200 mln zł. Rząd będzie nalegał, by ustawa została uchwalona jak najszybciej. Uprawnione są także dzieci z rodzin, w których dochód przekracza minimum socjalne.
Tyle fakty, a ja czytam i jakoś mało mi radośnie. Z jednej strony, trzeba się cieszyć z każdych pieniędzy na początku roku szkolnego, przy cenach “zreformowanych podręczników”, na pewno przydadzą się bardzo. Jednak jest druga strona, brzydkie myśli, które nie dają mi spokoju. Oto rodzina wielodzietna dostaje 145 zł. I co? Sprawa odfajkowana. Jednorazowa zapomoga. I niech się odczepią. Tymczasem polityka prorodzinna, o której tak huczy AWS, nie powinna (takie mam wyobrażenie) sprowadzać się do jednorazowego prezentu. Przecież pomoc społeczna jest goła, więc co i rusz prasę obiegają informacje o zasiłku dla samotnej matki w wysokości paru złotych. W punktach pomocy społecznej leżą stosy podań – brakuje na czynsz, na leczenie dzieci, na szkołę. Podania leżą. Bezradne i biedne są także Centra Pomocy Rodzinie, które pomoc mają tylko w nazwie. Może lepiej byłoby pomóc opiece społecznej?
A Fundusz Alimentacyjny? Dopiero co ograniczono wypłaty. Wiele kobiet straciło prawo do tych państwowych alimentów, wypłacanych gdy, na przykład, tatuś się ukrywa. Straciły to prawo z dnia na dzień. Na pewno wolałyby stałą pomoc niż 145 zł wypłacone z hukiem ustawy, która potwierdza tylko jedno – jesteśmy krajem dobrych gestów, a nie polityki prorodzinnej.
Na koniec jeszcze jedno skojarzenie – rząd chce wypłat szybkich, wrześniowych. Może nie chodzi o to, by szybko pomóc, ale by zdążyć przed wyborami prezydenckimi? Ale czy rodziny wielodzietne poprą Mariana Krzaklewskiego, gdy dostaną co najmniej 145 zł? Wątpię. Przecież w grudniu też trzeba z czegoś żyć.

 

Wydanie: 29/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy