Polski nieład

Polski nieład

PiS z rozmachem ogłasza Polski Ład, a opozycja wije się i kłóci; te podziały i odejścia w Platformie – co za żałość! O Polskim Ładzie celnie pisze Łukasz Warzecha, pozwolę sobie na długi cytat. „Jeśli planuje się zmniejszenie dochodów budżetu, a zarazem kolejne potężne rozdawanie pieniędzy, to ktoś za to przecież w końcu będzie musiał zapłacić. Ale tego typu konstrukcje są zbudowane jak piramida finansowa: politycy zawsze tak kombinują, aby moment zawalenia się systemu był na tyle odległy, żeby ich to już nie dotknęło. (…) Prawda jest brutalna: to wielki plan łapówkowy dla grupy wyborców, których PiS uznał za swój potencjalny cel, oraz dla żelaznego elektoratu. Plan, który mają sfinansować ludzie lepiej zarabiający, przedsiębiorczy, niezależni – wszyscy ci, którzy raczej na PiS nie głosowali i na pewno już nie zagłosują. Ich sytuacja jest w dużej mierze beznadziejna – jest ich zwyczajnie zbyt mało w stosunku do masy, która będzie celem łapówki, żeby władza musiała się nimi przejmować. (…) Dla ambitnych, niezależnych, zarabiających dzięki dobremu wykształceniu, wybijających się ponad przeciętność w tym planie miejsca nie ma. Oni władzy nic nie obchodzą. Mają pokornie płacić na jej kaprysy i cieszyć się, że w ogóle pozwala im się jakieś pieniądze zachować”. A ja myślę, że w tym „ładzie” jak filip z konopi wyskakuje nagle obietnica odbudowy Pałacu Saskiego. A to akurat bardzo mi się podoba, byłem też gorącym zwolennikiem odbudowy Zamku Królewskiego.

*

Tenis po roku. Ależ ja zarosłem sobą, jakby skrępowano mnie powrozem. Wsłuchuję się w biodro, boli na szczęście umiarkowanie. Generalnie to czuję się tak, jakbym miał już lat 70. Więc tyle, ile mam. Ale do tej pory czułem się zawsze młodszy, niż mówiła metryka. Teraz dogoniłem swój wiek. Powiedzmy, że to rozruch starej, podrdzewiałej maszyny, będzie potem lepiej, jeśli tylko się nie rozleci. Tenis przez pół wieku był wiernym towarzyszem mojego życia. Podobnie jak mój partner, wybitny malarz. Obaj postarzeliśmy się na korcie, widzimy siebie nawzajem jak w lustrze – to ja też poruszam się tak wolno jak on? A po grze te same rozmowy, co w latach 80., że sytuacja polityczna parszywa, że znikąd nadziei.

*

Ostatnio mało piszę o swoich dzieciach. Antoś ma ponad 14 lat, głos mu zgrubiał. Przerósł mnie o pół głowy i ciągle rośnie. Franio, 10-latek, też śliczny, zanurzony w marzeniach, by mieć psa, koniecznie rasy husky. Ciągle o tym psie mówi, wciela się niemal w niego. A to trudne psy, niezależne, wymagają wiele ruchu. Ten husky pewnie by nas wykończył – i bez niego ledwie dajemy sobie radę z domem i z życiem codziennym. Gdy byłem mały, też marzyłem o psie. Czy te dwa psy popłyną na jednej łódce rzeką niespełnienia?

*

Jesteśmy w matni, ale inni mają gorzej. Nie wypada jednak pocieszać się cudzymi nieszczęściami. Konflikt izraelsko-palestyński zdaje się nie do rozwiązania. Moja przyjaciółka z Jerozolimy pisze: „Bibi (Netanjahu) jest gorszy od Kaczyńskiego, a nie mniej cwany. Zrobi wszystko, aby nie wylądować w więzieniu. (Trwa jego proces, a sądy izraelskie, inaczej niż u nas, są niezależne od polityków). Motłoch go uwielbia. Teraz pokazuje swoją mordę w TV, bo to on walczy z rakietami Hamasu. Jerozolima jest bezpiecznym miastem, bo przecież Arabowie nie będą strzelać w stronę własnych świętych miejsc. I tak ciągniemy zrezygnowani i przylepieni do ekranu telewizora”. Dzwonię do Karoliny, ona też z Jerozolimy, opowiada, jak bardzo to wszystko skomplikowane i wielowarstwowe i jak w sumie beznadziejne. A w internecie pod każdym artykułem o tym konflikcie setki krwiożerczych, antysemickich wpisów. A to tylko pogłos tego, co było kiedyś, choćby przed wojną i niestety w czasie okupacji, co wyparliśmy i wypieramy.

*

Była apodyktyczna, taka towarzyszka komisarz, uczyła nas rosyjskiego. Ale nauczyła mnie tego śpiewnego i pokrewnego nam języka, chociaż jestem wielkim antytalentem do języków. Rosyjski jest niezwykle inspirujący dla polskiego, jakby go łechtał delikatnie spod spodu. To szczególnie inspirujące dla pisarza. I teraz czytam w „Gazecie” nekrolog pani Zofii Kurylin. A więc jeszcze żyła, gdy ja niebacznie już dawno zaliczyłem ją do mieszkańców krainy zmarłych nauczycieli. Czytam, że miała 92 lata, czyli była tylko o 20 lat starsza ode mnie, a w liceum zdawała mi się niemal sędziwa. Ludzi po latach pamiętamy zwykle przez jakieś scenki, jakby nakręcone na taśmę pamięci, widzę ją: o szerokich biodrach, nieco piegowatą, gdy mówi zjadliwie do ucznia: Smatrit w knigu, widzit figu. Czasami tylko tyle zostaje po człowieku, kilka słów. I to też na chwilę. A teraz to już na pewno cały pokój nauczycielski z mojej szkoły nr 34, wtedy im. Świerczewskiego, przeniesiony do niebytu.

t.jastrun@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 22/2021

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy