Wyboista droga in vitro

Wyboista droga in vitro

Gdy w grudniu 2003 r. redakcja „Przeglądu” wręczała Busole – nagrody dla ludzi, którzy pokazują drogę innym – wśród laureatów był prof. Marian Szamatowicz. Białostoczanin, mistrz polskiej ginekologii, dostał wówczas dyplom za „podarowanie macierzyństwa tysiącom kobiet”. W laudacji na jego cześć powiedziałem wtedy, że „16 lat polskiego in vitro to wielka przemiana społeczna i światopoglądowa. To dzięki także prof. Szamatowiczowi niepłodność nazywa się wreszcie chorobą, a in vitro nie jest już grzeszną metodą”.
Siedem lat temu o in vitro wiedzieli głównie lekarze i pary chcące mieć dzieci, które wiedzę o tej metodzie przekazywały sobie głównie drogą pantoflową. Co się zmieniło od tego czasu? Na dobre? To, że żyje coraz więcej dzieci poczętych tą metodą, że przybyło szczęśliwych rodzin, a ubyło ludzkich nieszczęść i niespełnionych marzeń. A na złe? Niezwykle brutalne zaostrzenie sporów o legalność metody in vitro i o jej finansowanie. Na czele przeciwników tej metody stanął Kościół katolicki, a zwolennicy in vitro wprost zostali nazwani mordercami.
Ostateczną decyzję będzie musiał podjąć parlament, a ten jest nie tylko w tej sprawie, ale w tej szczególnie, bardzo podzielony. I za mało reprezentatywny w stosunku do poglądów tej części społeczeństwa, która ma poglądy lewicowe i liberalne. Po wyborach w 2007 r. Sejm i Senat zdominowane są przez środowiska prawicowe. A to źle wróży zwolennikom liberalizacji prawa i pełnej akceptacji dla in vitro i jej bezpłatności.
Spór między partiami, ale też wewnątrz klubów poselskich, tyczy spraw fundamentalnych i stąd tak skrajne i całkowicie wykluczające się są projekty rozwiązań. Szukanie zaś rozwiązań kompromisowych może w efekcie ucierania się poglądów i ulegania naciskom, zwłaszcza Kościoła, przynieść ustawę, która będzie równie fikcyjna, co uznawana przez polityków za kompromisową ustawa antyaborcyjna. Ustawa kompromisowa tylko z nazwy. Całkowicie fikcyjna, zakłamana i przysparzająca kobietom cierpień i kłopotów. Ustawa korzystna tylko dla tych, którzy z nielegalnego i niestety masowego przerywania ciąży czerpią krociowe zyski. Wówczas posłowie i senatorowie stchórzyli, ulegli ideologicznym naciskom wpływowych środowisk. Teraz przy in vitro poddawani są jeszcze ostrzejszej obróbce. Biskupi przestali wierzyć w sumienia posłów katolickich i ich zdolność do samodzielnego rozróżniania tego, co dobre, od tego, co złe. A skoro biedne owieczki mogłyby pobłądzić albo, co gorsza, pójść do innej owczarni, to dostają bardzo konkretne zalecenia. I nie tylko zalecenia. Hierarchowie rzucili na szalę swój najpotężniejszy argument, ekskomunikę. Zapowiedź ukarania wierzących posłów ekskomuniką w przypadku, gdyby wyłamali się z zaleceń biskupów, jest dowodem na to, jak blisko siebie w dzisiejszej Polsce są świat sacrum i świat polityki. Ale jest też pokazem słabości biskupów i ich braku wiary w mądrość i uczciwość ludzi, którym przewodzą duchowo. W tej bardzo ostrej debacie o in vitro są na szczęście także wydarzenia optymistyczne. Są przecież kompetentne i odważne posłanki, są mądrzy i odpowiedzialni za losy wyborców posłowie. Jest więc nadzieja, że może i u nas wygra człowiek, a nie ideologia.

Wydanie: 44/2010

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy