Tron

WIECZORY Z PATARAFKĄ
Przed snem zdarza nam się myśleć o rzeczach niedorzecznych i snuć myśli bezmyślne. Tak właśnie wczoraj dopadły mnie jakieś majaki o tronie. Nie chodzi o to, że zamarzyłem o królestwie, na przykład Grenlandii czy Kurdystanu, moje myśli obracały się w kręgu meblarstwa i symboliki. „Nasz sztandar płynie ponad trony”, śpiewali sto lat temu socjaliści. Symbol na symbol. Sztandarów mamy ciągle niemało, za to o tronach jakoś nie słychać, widocznie wyszły z obiegu. Owszem, sporo ich po muzeach, jeszcze więcej w legendach, a najwięcej w fantastyce.
Tron jest atrybutem władzy. Powinien stać na podwyższeniu i być z jakiegoś majestatycznego tworzywa. Sławny był Pawi Tron Wielkich Mogołów i chyba bardzo cenny, bo wysadzany drogimi kamieniami. Czy był wygodny – o tym historia milczy. Swoją drogą, ciekawy jest ten związek majestatu z pupą, którą trzeba uświęcać marmurem, złotem czy kością słoniową. Zresztą raczej w świecie zachodnim, bo w innych kulturach siadywano na skrzyżowanych nogach, płasko, na ziemi, macie, a co najwyżej na poduszce. Rzymianie radzili sobie jeszcze inaczej – przy uczcie leżeli, dyskutowali zaś na składanych, kurulnych krzesłach bez oparcia. Więc „tron cezarów” ze sławnej „Peleryny” to znaczna przesada. W głównym ołtarzu Bazyliki Świętego Piotra jest krzesło, na którym podobno siadywał, ale on nie był cezarem. Chyba największą kolekcję tronów zgromadzono na Kremlu, przypominają konfesjonały i są dość śmieszne. Najśmieszniejszy jednak tron (?) znajduje się podobno w Watykanie, z dziurą od spodu. Tam rzekomo sprawdzano, czy papież jest naprawdę mężczyzną, w rzeczywistości to tylko starożytny bidet.
Kolosalny tron z kamienia leży na jednej z wysepek koło Wenecji – legenda mówi, że był to tron Attyli. Po co by Attyla ciągnął za sobą taką kupę kamienia, tego legenda nie wyjaśnia. W każdym razie do dzisiaj osnuwają go jakieś mroczne opowieści. Tron nie jest bowiem zwyczajnym krzesłem, na którym się siedzi, i najwidoczniej z królewskiej pupy płyną nań jakieś tajemne, uświęcone fluidy. W związku z czym tron jest naturalnie tabu dla wszystkich innych poza władcą. Można było nawet stracić życie, jeśli się nań nieostrożnie siadło. Podobnie było z diademem – Aleksander Wielki kazał stracić człowieka, który wyciągnął mu koronę z wody i żeby swobodnie płynąć, włożył ją na głowę. W katedrze westminsterskiej w Londynie stoi koronacyjny tron, od czasu do czasu używany. Pod nim zaś leży spory głaz przywieziony ze Szkocji, na którym podczas koronacji sadzano szkockich królów. Nie wiem albo nie pamiętam, jak jest z tronami w innych stolicach – ale chyba większość z nich to dzieła z okresu baroku. Tak przynajmniej jest w Warszawie – jeśli naturalnie rzekomy tron Stanisława Augusta jest autentykiem. Na mnie największe wrażenie zrobił tron cesarski w katedrze w Moguncji. W mrocznym, ogromnym romańskim gmachu są właściwie dwa trony – jeden arcybiskupa, a drugi cesarza. Ten ostatni stoi na chórze, na szczycie wysokich schodów i jest rzeczywiście majestatyczny. Czy autentyczny – także nie wiem. Katedra była przecież zbombardowana i spalona. Ale chyba w każdej katedrze cesarskiej, a było ich, jeśli się nie mylę, siedem, musiał istnieć taki zarezerwowany dla władcy tron. W Wormacji konkurowało z nim krzesło wielkiego rabina Rasziego, które przetrwało od średniowiecza do czasów Hitlera. Czy jego rządy przetrwało – nie wiem. A poza tym ostało się sporo krzeseł znakomitych pisarzy, które dziś także uzyskały status relikwii. W Polsce rządzi nimi Janusz Odrowąż-Pieniążek, dyrektor Muzeum Literatury. Wyobrażam sobie, że Janusz wieczorami, kiedy już wszyscy wyjdą, krąży po swoich włościach i przymierza się do kolejnych foteli. Ale bardzo starych to i u niego nie ma.
Królowie na tronach udzielali posłuchań i przyjmowali ambasadorów. Prezydenci już tego nie robią. W Pałacu Namiestnikowskim nie zauważyłem, żeby Kwaśniewski używał kiedykolwiek tronu. Ale może ma jakiś majestatyczny tron na uboczu? W Związku Literatów też stoi fotel prezesa, ale na nim siedzi sekretarka, ja natomiast siadam zawsze z boku. No, z wyjątkiem zebrań prezydium. Ale nie mam podnóżka, baldachimu etc., więc co to za tron?
A w ogóle to w gwarze rodzinnej tronem nazywa się nocnik.

Wydanie: 6/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy