Totalna dez-aprobata

Dezubekizacja z dekomunizacją tańczą poloneza przerobionego na disco polo w naszym zubekizowanym i skomunizowanym obecnie do kości kraju. Lustracja jako didżej w czarnym, lekko satanistycznym stroju, ozdobionym piszczelami i czaszkami niemiłosiernie kaleczy starą płytę. Poprzebierane w czapki z pawim piórem alegorie dezubeka oraz dekomunisty wywijają hołubce, aż iskrzy.
Cokolwiek by mówić, ubek to jest dziś ktoś, to jest gość, który wszystko może. Pełen wypas. Pisowcy z przyssawkami i wasalami sejmowymi nadali mu znaczenie, o jakim w snach nie marzył: ubek został autorytetem!
Autorytety trzeba podmienić, bo te dawne wierzgają, nie chcą być posłuszne, przypominają rządzącym politykom wiadomych opcji, tym, co nie narażali się zbytnio, że byli i jeszcze są ludzie od nich odważniejsi.
Prawdziwe autorytety, czyli narodowi mędrcy wielkiego formatu stanęli dęba, nie chcąc lustrować się po raz setny. Przecież każdy z nich zajmując wysokie stanowisko w rządzie, przedstawiał stosowne papiery, które zostały zweryfikowane pod mikroskopem wykrywającym ubeckie wirusy. Nic nie znaleziono.
Za to właśnie małe ludziki odsądzają wielkich ludzi od czci i wiary. Że niby szkodzą Polsce i Polakom, nie składając hołdu bliźniakom, czyli podwójnemu bóstwu z czterema prawymi rękami dłuższymi i krótszymi, jakimi są wicepremierzy. Szkodzą prawdziwe autorytety tym pseudowielkościom, co modlą się do oka telewizyjnej kamery, choć nie wiedzą, co to katechizm, godność, miłosierdzie i tym podobne anachronizmy.
Huzia na Mazowieckiego, huzia na Geremka, zwłaszcza na niego, bo europarlamentarzystą jest, podpisać lojalki nie zamierza i przez to dowiedziała się Europa, jak wygląda nasza buraczano-kartoflana lustracja! Krajem hipokryzji według PiS powinno rządzić stare przysłowie. Na sekundę zamienię się w posła Cymańskiego czerpiącego wazową łychą ze skarbnicy mądrości oraz głupoty, jakim jest każdy zbiór przysłów, sięgnę do dna i wyłowię przysłowie, o które chodzi: „Nie powiadaj, wole, co się dzieje w szkole, i nie mów nikomu, co się dzieje w domu”.
Niech więc milczy wół i nie powiada nikomu, co się dzieje w domu, tak jak nikomu nie mówi, słysząc krzyki katowanych dzieci za ścianą. Niech woły tak robią, ale my, wykształciuchy, nie będziemy milczeć!
Po oświadczeniu Geremka podniosły się głosy, że brudy pierze się we własnym domu. Nawet Marcin Król, mądry profesor, żachnął się patriotycznie i przyłączył do chóru. Ja przepraszam, a pralnie? Czy nikt nie zauważył, że od dawna niektóre rzeczy oddaje się do pralni? I to one piorą nasze brudy? Lustrację można porównać do dużych zatęchłych łachów, które trzeba wyprać u siebie albo jeśli to niemożliwe, oddać do europejskiej pralni.
Zresztą ci beznadziejni faceci nie przyjmują do wiadomości, że Europa to nasz dom. Oddelegowany do zadań specjalnych inteligent Dorn chciałby odłożyć rozpatrywanie wniosku przez Trybunał Konstytucyjny, bo tego chce jego pan. Chodzi o to, żeby można było wyrzucić niepokornych, co nie chcą łaski panów bliźniaków prosić. Jeśli uda się wyrzucić z roboty profesorów, dziennikarzy czy tych, których za dziennikarzy się uważa (Waszą autorkę zasypują lojalkami z różnych miejsc, mimo że dziennikarką nigdy nie była, bo to, że pisarka pisze w tygodniku czy miesięczniku albo zapraszana jest jako gość do radia czy TV, nie daje jej automatycznie tytułu dziennikarza), to będziemy się procesować we własnym kraju lub w Europie, bo ona jest naszym drugim domem.
W dyskusji przed Trybunałem Konstytucyjnym Ryszard Kalisz w odróżnieniu od czepiającego się sędziów jak rzep Arkadiusza Mularczyka pokazał klasę! Jest jeszcze wielu innych dobrych prawników, pomogą nam wnioski przygotować!
Rządząca paranoja chce wymieść profesorów, bo za dużo młodych ludzi się kształci, oni takich nie chcą. Cieszą się, że młodzież wyjeżdża. Wydaje się zapiekłym w paranoi, zaklętym jak robak w bursztynie, że miejsce po krnąbrnych profesorskich autorytetach się zwolni i oni samozwańczo je zajmą!
Totalna dez-aprobata!
Otrąbiono i ogłoszono wszem wobec, że wszystko, co nabazgrał jeden z drugim Tajny Wywiadowca, Oficer czy inny Agent, jest świętą prawdą. Oczywiście prócz jednej jedynej, sfałszowanej teczki wodza narodu.
Jak za dotknięciem czarodziejskiej, śmierdzącej różdżki w miarę potrzeb objawiają się nowe teczki. Potrzebny jest hak na artystę? Proszę bardzo. Znajduje się teczka. Artysta pantomimę zawodowo uprawiający, gadał podobno za dużo, donosił, raporty pisał. Sam przesłanej lojalki w terminie wypełnić nie może, bo od sześciu lat nie żyje. Tacy są najbardziej pożądani, bo już nie podskoczą. Ochłap został rzucony do klatki w naszym zoo i musimy przyjąć współpracę artysty jako prawdę objawioną. On już nie podskoczy, nic nam nie wytłumaczy. Jednak być może żyją bliscy Henryka Tomaszewskiego, bo o nim tu mowa, i całe odium bez żadnego sądu, bez możliwości obrony na nich spadnie.
Przez 17 lat niepodległej naszej ojczyzny ubecja nie miała takiego znaczenia, jakie swymi edyktami, ukazami, ustawami, paragrafami nadali jej – a żeby ich dunder świsnął! – demokratyczną większością parlamentarną neobolszewicy. Dyscyplina partyjna i jednomyślność jak za najlepszych czasów peerelowskich w PZPR. Wychowani w PRL-u, szkoły podstawowe, zawodówki pokończyli, niektórzy to nawet dyplomy doktorskie mają, prawnikami się nazywają, choć cieniutko na studiach im szło, oj cieniutko, tak że nawet Leninem wspierać się w doktoracie musieli. A było to wówczas, kiedy już nikt klasykami z wielkiej czwórcy (najstarsi ludzie jeszcze te profile pamiętają) się nie posiłkował. Ta ważna praca z cytatem podobno gdzieś zaginęła. Ach te profile! Jak one mocno zaważyły na charakterach, jakie tęsknoty upiorne budzą. Władza absolutna podczas nocnych polucji marzy się różnym rządzącym!
Co my na to? Totalna dez-aprobata. Nie damy się!
Myśmy także pisali w tamtych czasach różne prace, są do wglądu, nie ma w nich śladu leninowskiej myśli, można to sprawdzić. Może stąd się bierze rozpaczliwa żądza zlustrowania wszystkiego, co się rusza! Stąd zaprzęgnięcie teczek do rydwanu zwycięskich bliźniaków. Ubecja i esbecja cicho siedziały pod miedzą, nie wychylając się, istne zające podczas polowania. Jednak ludzie namierzali, rozpoznawali ich, a sądy czyniły swą powinność. Nie trzeba do tego kornych ukłonów wszystkich grup społecznych. Wiadomo, że archiwa się otworzy jak wrota do skarbca albo puszkę Pandory i wypełzną na świat wszelkie nieszczęścia. Tylko Nadzieja do dna puszki mocno przywarła. Nadzieja, że uwolnimy się, głosując demokratycznie, od jedynowładztwa w dwóch osobach braci oraz ich pożal się Boże koalicjantów.

Wydanie: 20/2007

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy