Tajne przez poufne

Piszę z miasta, w którym premier Marek Belka jest już jawny, ale w dalszym ciągu nie można go zidentyfikować, czy on był tajemnym współpracownikiem, czy też nie, bo to, że rozmawiał z ubekami, jest już wiadomo, ale wiadomo też, że nie rozmawiał z nimi chętnie, a nawet z wyraźną niechęcią. Pozostaje teraz tylko do zinterpretowania to, czy niechętna rozmowa jest też współpracą mimo że się nie współpracowało. Tak czy inaczej premier i tak ma przewalone, ponieważ jest obecnie ni pies, ni wydra – czyli coś na kształt świdra, a z kolei Romanowi Giertychowi chodzi o to, żeby gonić króliczka, a nie złapać go, i to gonić aż do połowy września.
Pan premier z tego wszystkiego omal nie zadławił się własnym jabłkiem – oczywiście czerwonym – ale też i nie powiedział, dla kogo zostawił ogryzek.
Ja natomiast mam pełną świadomość tego, że nieuczciwa lewica niczym, się nie różni od uczciwego Giertycha.
Drugi wniosek, który w ostatnich dniach ujawnił się wyraźniej niż teczki, to taki, że jakikolwiek cień rozmowy ze Służbą Bezpieczeństwa może się obrócić przeciwko tobie.
Wystarczy taka notatka:
– Podeszłem do Dauszkiewicza i udając niewidomego, poprosiłem go o ogień.
A on na to:
– A skąd pan wie, że ja go mam?
– My, niewidomi, widzimy wszystko lepiej.
– Proszę, oto zapałki – rzekł indagowany Dauszkiewicz i dodał – ale po co one panu, skoro nie widzę papierosa?
– Czyli że pan też nie widzi, chociaż się powinien pan rozglądać – odpowiedziałem Dauszkiewiczowi, rżnąc głupa i nadałem mu, panie generale, pseudonim „ślepiec”, na co on by się pewnie niechętnie zgodził.
A wniosek trzeci z tygodnia, który już jest dzięki Bogu poza nami, wysnułem następujący: najbardziej tajnymi dokumentami ostatnich kilkunastu dni są wyniki egzaminów maturalnych, ale to nie jest zasługa Instytutu Pamięci Narodowej, tylko kilku „fachowców” z Ministerstwa Edukacji.

Wydanie: 26/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy