Dębski, Lipiec, Drzewiecki…

Dębski, Lipiec, Drzewiecki…

Jeżdżenie po PZPN jak po łysej kobyle jest zajęciem wdzięcznym i bezpiecznym. Jeżdżą więc po działaczach piłkarskich kibole, wykrzykujący na stadionach najbardziej chamskie obelgi pod ich adresem. Epitetów i krytyki nie żałują im też politycy. Wiadomo przecież, że na piłce znają się wszyscy. Nawet Elżbieta Jakubiak, epizodyczna, na szczęście dla sportu, minister za czasów PiS.
PZPN ma swoją listę grzechów. Jest to długa lista. Ale mimo wszystko daleko jej do afer, jakie dotknęły polski sport w ciągu ostatnich dziesięciu lat na samym szczycie władzy sportowej. W Ministerstwie Sportu. Jego historia to gotowy scenariusz thrillera dla dorosłych. Jeden minister, Jacek Dębski (AWS), zamordowany w gangsterskich porachunkach. Drugi, Tomasz Lipiec (PiS), aresztowany za korupcję. A ilu ich urzędników przez te lata spotykało się z prokuratorami, i to nie z własnej woli? Ilu spadochroniarzy bez pojęcia znalazło w tym ministerstwie za czasów prawicy ciepłe posadki? Ile było kontroli z wnioskami do prokuratury? Ile tomów zapisano uwagami i zarzutami? No i cóż z tego, że sportem rządzili kryminaliści albo niekompetentni urzędnicy? Że Dębski i Lipiec stali na czele walki z bezprawiem w PZPN? Chciałoby się rzec: lekarzu lecz się sam. Tylko że w Polsce i to życzenie wobec znanych kłopotów służby zdrowia jest trudne do zrealizowania.
Jest dla mnie oczywiste, że reformę polskiego sportu, a nie tylko piłki nożnej, co widać było wyraźnie w Pekinie, zacząć trzeba od głowy. Czyli od Ministerstwa Sportu. Przez parę miesięcy wydawało się, że takie zmiany może zacząć Mirosław Drzewiecki. No i zaczął. Tak samo jak Lipiec i Dębski. Od kuratora w PZPN. Równie bezprawnie i bez sensu. Na miesiąc przed zjazdem i wyborami nowego prezesa. Po tym, jak z wielkim trudem obroniliśmy organizację mistrzostw Europy 2012, wpakował nas znowu w wielką kabałę. Pisząc ten komentarz w piątek, nie mam wątpliwości, że upieranie się przy komisarzu w PZPN spowoduje zawieszenie Polski przez FIFA i UEFA. A wtedy dzisiejsze poparcie kibiców nieznających realiów światowej piłki skończy się kolejnymi rykami na stadionach. Tylko nazwiska obrażanych będą inne. Wojna futbolowa przyciąga kamery i jest bardzo widowiskowa. Nie to, co sytuacja w tych dyscyplinach, które poniosły klęskę w Pekinie, a którymi od sierpnia Drzewiecki nie ma czasu się zająć. No bo i kiedy, gdy najlepiej czuje się w roli nadprezesa PZPN. Resztę złudzeń co do jego kwalifikacji i intencji straciłem, gdy na funkcję dyrektora najważniejszego departamentu sportu kwalifikowanego i młodzieży powołał panią Budzanowską z PO, która dotąd z tą dziedziną nie miała nic wspólnego. I tak się bawi naszym sportem i naszym kosztem kolejny polityk.
Pora więc, by zająć się przywracaniem prawa w samym ministerstwie. Może wtedy doczekamy się tam urzędnika równie kompetentnego jak Stefan Paszczyk (SLD).
A może teraz już w ogóle nie chodzi o sport? Może liczy się już tylko hucpa i medialna zadyma? Kasa i nasi we władzach!

Wydanie: 41/2008

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy